O śmierci nie myśli się
na co dzień, przy gotowaniu obiadu, oglądaniu telewizji, słuchaniu muzyki,
wykonywaniu rutynowych obowiązków. Nawet tragedie nagłaśniane przez media są
tylko chwilową refleksją, ale powierzchowną, bo szybko umysł wypiera uwierające
cierpienie innych ludzi. Dotyka nas dopiero gdy umiera ktoś bliski, stykamy się
z całą osnową śmierci, jej celebracją, nieuchronnym końcem. A jeżeli śmierć
zostaje wpisana w naszą codzienność? Jak nie zatracić człowieczeństwa i
wrażliwości w jej obliczu? Hospicjum to taki „przedpokój” zaświatów. I wydawać
się może, że jest to miejsce pozbawione nadziei, piętnujące, skazujące na drogę
w jednym, ostatecznym kierunku. „Niebo dla akrobaty” to opowieści o ludziach
znajdujących się w hospicjach, pacjentach ale i także o personelu,
wolontariuszach, osobach duchownych. Jan Grzegorczyk nie sięga po patos, nie
chce też wzbudzać w czytelnikach współczucia. Pokazuje coś o wiele
mądrzejszego, pełnego, ludzkiego – wobec tajemnicy śmierci jesteśmy równi,
pozostaje ona zagadką do samego końca, do ostatniego oddechu, ostatniego
uderzenia serca i westchnienia.

„Czasem mam wrażenie, że jakaś historia się
dzieje tylko po to, abyśmy to my ją ujrzeli. Ludzie pojawiają się przed naszymi
oczami, aby odegrać powierzone im role. Zdarzenie, którego są bohaterami, ma
ujawnić ukryty sens naszej zawiłej drogi” (Kto wierzy w życzenia s. 93)
Opowieści zawarte w
zbiorze „Niebo dla akrobaty” pokazują różne strony umierania, emocje
towarzyszące obserwatorom i bliskim, wyzwania, z którymi muszą zmierzyć się
bohaterowie. Śmierć nie jest schematem, wzorem matematycznym, który łatwo
opisać i zdefiniować, wpisać w sztywne ramy. U Grzegorczyka ma ona wymiar
jednostkowy, intymny. Wobec śmierci nie można być obojętnym, gdyż pobudza ona
wiele uczuć, czasami wręcz umożliwia dialog, otwiera drogę do wybaczenia,
zażegnania dawnych uraz. „Niebo dla akrobaty” wzrusza realizmem, obrazem
odchodzenia z nadzieją w oczach, z
milczącym przesłaniem iż każdy koniec jest początkiem. Autor pokazuje również
hospicjum z zupełnie innej strony – oczami pracowników, duchownych, ludzi
opiekujących się umierającymi. Nie ma tu łatwych rozmów, ckliwych opowieści,
moralizowania – są ludzie cierpiący, śmiertelnie chorzy, próbujący pogodzić się
z myślą o własnej śmierci, próbą uporządkowania swojej pamięci, życia, relacji
z bliskimi. Ale także żyjący codziennością, celebrujący każdy dzień jako dar. Jan
Grzegorczyk wkłada w swoje opowiadania wiele wartości, ciepła, zrozumienia,
empatii i otuchy, pomimo wagi tematu, którego ciężaru nie każdy z pisarzy
potrafi unieść.
Bohaterowie „Nieba dla akrobaty” mówią o rzeczach niezwykle
istotnych, mądrych, odbijających niejako nasze wątpliwości, smutek, żal,
samotność i bezsilność w chwili odchodzenia kogoś bliskiego. Okazuje się
bowiem, że śmierć nie jest całkowitą destrukcją, nie ma władzy nad pamięcią i
wspomnieniami innych osób, w których ciągle żyje część osoby, która odeszła.
*Cytat: Jan Grzegorczyk, Niebo dla akrobaty, wyd. II, wyd. Zysk i Ska, Poznań 2017.
Dziękuję portalowi Sztukater za egzemplarz książki.

Czytałam tę książkę dość dawno temu, ale pamiętam, że wywarła na mnie bardzo dobre wrażenie.
OdpowiedzUsuńPodziwiam wolontariuszy pracujących w hospicjach, byłam przy kilku śmierciach bliskich mi osób, bardzo to przeżywałam. Co chwilę, odchodzi ktoś kolejny z tego świata i jest mi przykro, dzisiejsza śmierć Wodeckiego też mnie przybiła. Książkę będę mieć na uwadze!
OdpowiedzUsuń