środa, 20 września 2017

W magii czasu i futurystycznych zegarów

Każdy z nas wpleciony jest w linie czasu, jesteśmy od niego uzależnieni, definiujemy za jego pomocą przeszłość i teraźniejszość. Zegary, które odzwierciedlają i odmierzają czas to narzędzia naszej codzienności. Odnoszę jednak wrażenie, że zegary mają w sobie jakąś tajemnicę, fascynują misternym mechanizmem, gotowe perfekcyjnie odmierzać upływające sekundy i minuty. Powieść „Czasodzieje. Klucz czasu” Natalii Sherby, rosyjskiej pisarki, od razu nasuwa skojarzenie z zegarami. Jednak w powieści mają one zupełnie inną funkcję, są magicznymi artefaktami, służą jako broń, są portalami do ukrytych miejsc. Historia o magach z Eflary, władających czasem skierowana jest do młodszych odbiorców, jednak pomysł fabularny i kreację świata Eflary docenią również starsi sympatycy gatunku o alternatywnych wymiarach. Książka, która miała swoją rosyjską premierę w 2011 roku, ukazała się w wydawnictwie EneDueRabe w przekładzie Agnieszki Papaj-Żołyńskiej

Życie nastoletniej Wasylisy to wąski krąg, w którym znajdują się szkoła, gimnastyka akrobatyczna, przyjaciel Loszka i dom Marty Michajłowej, dalekiej krewnej. Dziewczynka nie jest zbyt lubiana wśród rówieśników, trudno jej nawiązać nowe znajomości. Wychowana bez rodziców przez starszą panią, zapalczywą miłośniczkę kotów, nauczyła się samodzielności, skupiając się na jedynej pasji - gimnastyce. Świat dziewczynki zmienia się z dnia na dzień kiedy zjawia się jej ojciec, który zabiera ją do tajemniczej posiadłości. Wasylisa poznaje rodzeństwo, które od pierwszych chwil traktuje ją bardzo wrogo. Nowej sytuacji nie ułatwia obojętność i surowość ojca, człowieka uzależnionego od władzy. Mnożące się sekrety, półsłówka, podsłuchane rozmowy coraz bardziej dezorientują bohaterkę. Jest zaskoczona, że istnieje alternatywny świat Eflara, którą władają czasodzieje, magowie obdarzeni magicznym darem władania czasem. Nie każdy jednak może stać się czarodziejem, decyduje o tym próba, która ujawnia stopień magiczności kandydata. Rodzeństwo głównej bohaterki i Wasylisa przechodzą próbę, która okazuje się być dla wszystkich wielkim zaskoczeniem. Życiowy zegar dziewczynki wkroczył zupełnie na inny tor, czy jednak będzie ona chciała wykorzystać uśpiony dar, porzucając jednocześnie dawne wcielenie?

„Czasodzieje” to bardzo wyrazista lektura, mocna, klimatyczna, dynamiczna. Świat Eflary urzeka od pierwszych stron, chociaż panują w nim brutalne zasady. Magia czasu to zarówno ogromna moc, siła ale i brzemię. Wasylisa to dość nietypowa bohaterka, pozbawiona miłości rodziców, osamotniona, nieakceptowana nagle zostaje wyrwana z normalnej codzienności do świata, którego nie zna, nie rozumie. Podświadomie przyciąga ją i wabi czasodziejstwo, ale niewiedza prowadzi ją w epicentrum konfliktu między ojcem a sprzeciwiającym się mu Łazariewem, który tylko się zaostrza. Czytelnik wraz z główną bohaterką poznaje Eflarę, jej mieszkańców i hierarchię świata zegarów, w którym trwa walka o władzę, pozycję, stanowiska. Wasylisa staje się pionkiem, narzędziem w ręku silniejszych i pozbawionych skrupułów ludzi. Jej sytuacja jest trudna, nikomu nie może zaufać, ale i ona budzi dystans, nieufność ze względu na pochodzenie i bycie córką Ogniewa. 

Wasylisa to silna postać, dojrzała, niezależna ale i zagubiona, łaknąca przyjaźni i opiekuńczości. Jej ojciec okazuje się być zawistnym i okrutnym człowiekiem, który poświęci wszystko aby osiągnąć zamierzony cel. Podobnym czarnym charakterem jest jego towarzyszka – Elena, potężna i złowroga czasodziejka, która zrobi wszystko aby pozbyć się dziewczynki. Akcja powieści jest naszpikowana tajemnicami, dlatego czytelnik ma niebywałą przyjemność w odkrywaniu kolejnych kart. Oczywiście jak na cykl przystało, wiele sekretów zostaje niewyjaśnionych, a wątki są tylko lekko zakreślone aby rozwinąć się w kolejnych tomach. Pierwszy tom jest niezwykle obiecujący, podsyca niedosyt i świetnie zarysowuje główną fabułę. Przygoda czasodziejów tak naprawdę dopiero się zaczyna, bo Eflarze grozi zagłada w postaci kurczącego się Rozdarcia Czasu, więc wybrańcy, właściciele siedmiu kluczy będą musieli współpracować aby zapobiec zbliżającej się katastrofie.

Autorka stworzyła przemyślany fantastyczny świat, z całym wachlarzem magicznych przedmiotów o przeróżnych zastosowaniach (zajmujący jest pod tym względem cały magiczny ekwipunek czasodzieja – chronowskazówka, czasoksięga). Na Eflarze spotkamy wróżki, luty, smukłorogi, rusałki, wodniki. Otaczają nas wnętrza pięknych, dostojnych zamków lub otwarte przestrzenie, które zapierają dech w piersiach. Natalia Sherba nie szczędzi czytelnikom również opisów niezwykłych stroi jakie mają na sobie mieszkańcy Eflary. „Czasodzieje. Klucz czasu” śmiało można polecić dziesięciolatkom. Myślę, że i nie jeden dorosły znajdzie w lekturze wiele czytelniczej frajdy i baśniowej otoczki. Osobiście oceniam książkę Natalii Sherby dość wysoko, mam nadzieję, że kolejne tomy uniosą nakreśloną historię, a bohaterowie nie stracą na wyrazistości. 

„W dole, dokąd sięgał wzrok, rozpościerały się tysiące złotych i srebrnych cyferblatów w otoczeniu błyszczących, czarnych listków. Rosły one jak kwiaty i w jakimś stopniu przypominały słoneczniki, tylko na krótszych łodyżkach. Na tarczach widniały cyfry i najprawdziwsze, cienkie wskazówki. (…) – To starozegary – wyjaśniło cicho Klementyna.  – Każdy zatrzymał się w innym czasie… Kiedy na Ziemi umiera człowiek, na tym polu wyrasta nowy kwiat – starozegar” (s. 272)

*Cytaty: Natalia Sherba, Czasodzieje. Klucz czasu, przeł. Agnieszka Papaj-Żołyńska, wyd. EneDueRabe, Gdańsk 2016. 

 Dziękuję portalowi Sztukater za egzemplarz książki.


sobota, 16 września 2017

KĄCIK MAŁEGO MOLIKA (10/2017) - "Kraina Obi-Boków" Mariusz Niemycki

W tej baśniowej krainie Różowych Słońc, mieszkają puszyste, przyjacielskie ogry, mech snujący opowieści, niewidzialne mglaki, gadające grzyby oraz niegrzeszące inteligencją smoki. Zagadki podszyte magią, podróż pełna przygód, a wszystko po to aby odszukać porwaną rodzinę. Winowajcą wszystkich przedziwnych zdarzeń jest Księga Smoków, która działa niczym portal, przenosząc wypowiadających zaklęcie w inny wymiar. „Kraina Obi-Boków” Mariusza Niemyckiego zabiera nas w przedziwną podróż z baśniowymi stworami, krętymi drogami przesiąkniętych magią ziem fantastycznego świata, w którym wyobraźnia nie ma granic. Powieść została wydana po raz pierwszy w 2003 roku, ponownie ukazała się w wydawnictwie Skrzat z baśniowymi ilustracjami Surena Vardaniana. Myślę, że wznowienie zyskało na szacie graficznej i ma szansę przyciągnąć młodych odbiorców.

Kuba budzi się w pustym mieszkaniu, siostra i rodzice zniknęli bez śladu. Pozostał tylko szczur o wdzięcznym imieniu Dominik, który nagle zaczyna mówić ludzkim głosem oznajmiając zdziwionemu chłopcu, że ma na imię Dovertis. Kluczem do rozwiązania zagadki zaginionej rodziny jest ekscentryczny stryj Hubert, który wszedł w posiadanie magicznej Księgi Smoków w dość przedziwnych okolicznościach. Dzięki jej sile Kuba wraz ze swoim szczurkiem przenoszą się do krainy Obi-Boków, gdzie być może odnajdą zaginionych bliskich chłopca. Podróżnicy przechodzą lekką metamorfozę – Kuba zmienia się w piętnastoletniego młodzieńca a Dovertis przybiera postać Dyplomowanego Przewodnika po Tym i Innych Światach. Dołącza do nich koneser wszelkich grzybów – ogr Boki, poczciwy i niezwykle sympatyczny wielkolud, który staje się zarówno obrońcą przybyszów jak i ich przyjacielem. Kuba będzie musiał zmierzyć się z własnym strachem, skomplikowanymi łamigłówkami i pułapkami, które przygotowała Bea – władczyni Krainy Mgieł.  

„Kraina Obi-Boków” to pierwsza część serii o przygodach Kuby w magicznym świecie Obi-Boków.  Perypetie nastoletniego chłopca i jego dość niezwykłych towarzyszy niejednokrotnie przywoływały uśmiech na mojej twarzy. Świat wykreowany przez Mariusza Niemyckiego to dziecięca podróż, w której pełno drogowskazów przybierających kształty wartości, takich jak przyjaźń, zaufanie, dobro, empatia. Bohaterem, który wzbudza czytelniczą sympatię jest niewątpliwie Boki, ogr  o słusznych rozmiarach, wyznający niezbyt skomplikowaną filozofię życiową, czyli do pełni szczęścia wystarczy smakowite jedzenie, choćby w formie sepleniących grzybków. Kosmatemu stworowi wcale nie przeszkadza fakt, że „jedzonko” czy raczej elementy runa leśnego, to obok mchu, jedne z większych gaduł w krainie Obi-Boków. Poczciwy Boki uczy się, że siła fizyczna nie zawsze wygrywa w obliczu magii. Podobnie jak Kuba, ogr stawia czoła wielu niebezpieczeństwom, własnym słabościom i jak na prawdziwego, baśniowego bohatera przystało, doświadcza przeróżnych uczuć – od radości, ciekawości, chęci przeżycia przygody,  po zwątpienie, niemoc.

 Negatywni bohaterowie są bardzo enigmatyczni, ich nieziemskie moce zdają się być nieograniczone, ale tylko pozornie, o czym przekonują się nasi podróżnicy. Humorystyczne dialogi, niezbyt rozgarnięci ale niewątpliwie barwni bohaterowie, plastyczny i wartki język sprawiają, że „Kraina Obi-Boków” trzyma fason wśród literatury fantastycznej dla dzieci. Cieszę się, że w książce dołączona została mapa krainy, po której podróżują Kuba, Dovertis i Boki. W magicznych światach łatwo zabłądzić nie tylko samym bohaterom, ale i czytelnicy mogliby poczuć się zagubieni. Cieszą oko również ilustracje Surena Vardaniana, które pomimo, że są czarno-białe, świetnie oddają rys powieściowych postaci. Ilustracje są bardzo drobiazgowe, szczegółowe, dopracowane z dbałością o każdy detal. Przypominają mi one tradycyjne obrazki w dawnych baśniach. 

Książka Mariusza Niemyckiego wpisuje się w kanony klasycznej powieści, w której bohater musi podjąć ryzykowaną podróż, aby odzyskać  to, co utracił. Pomocne w magicznej ekspedycji okażą się być artefakty w postaci smoczej księgi oraz smoczej łuski. Główny bohater będzie mógł liczyć na swoich towarzysz, ale i pozna smak zdrady, piętrzących się przeciwności, strach który najczęściej rodzi się przede wszystkim w naszych umysłach. Kuba, którego poznajemy na początku opowieści jako zaspanego nastolatka, bojącego się ciemności, w finałowym etapie swojej podróży jest już zupełnie innym chłopcem. I chociaż "Kraina Obi-Boków" powiela schematy to ujmuje humorem, nietuzinkowymi postaciami oraz lekkością opowieści. Na pewno rozweseli i wciągnie wszystkich fanów fantastycznych podróży po magicznych światach wyobraźni.   

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu SKRZAT 

czwartek, 7 września 2017

Dekalog wewnętrznego szczęścia

Łatwiej zarazić drugiego człowieka narzekaniem, smutkiem, niemocą, przygnębieniem niż chęcią działania. Nie zdajemy sobie sprawy jak szybko udziela się nastrój marazmu, który jak chmura gradowa zaczyna przesłaniać nam słońce. Gdy jesteśmy przepełnieni żalem, goryczą, złością wyładowujemy złe emocje, najczęściej dzieląc się nimi podczas rozmowy, żaląc się przyjacielowi, bliskiej osobie. Takie „oberwanie chmury” wcale jednak nie pomaga nam się oczyścić. To mechanizm, który nakręca narzekarza i jego słuchaczy. 

Od pewnego czasu staram się szukać historii ludzi, którzy zarażają innych optymizmem, uczą patrzenia poza własne ego, podążania za własnymi wartościami i mnożenia własnego potencjału. Na pewno do takich osób należy Nick Vujicic, który pokonuje bariery swojej niepełnosprawności i uczy innych wiary w marzenia. Opowiadając swoją historię pragnie podkreślić jak cenne jest ludzkie życie. Nikt go za nas nie przeżyje, to my jesteśmy jego kreatorami, architektami, chociaż inni będą próbowali nam udowodnić, że jest inaczej. Tych prostych wskazówek warto nauczyć najmłodszych, aby nigdy nie bali się żyć, wierzyć w swoje możliwości. Publikacja wydawnictwa „Studio Emka” – „Przytul mnie” to wartościowa lektura dla dzieci, które podobnie zresztą jak dorośli, nieustannie szukają autorytetów, wzorów do naśladowania. O miłości do życia, poszukiwaniu swojego miejsca, radzeniu sobie z innością, brakiem akceptacji opowiada Nick Vujicic, który urodził się bez kończyn. Jego rzadka choroba, fokomelia nie przeszkodziła mu w realizowaniu celów, edukacji, założeniu rodziny, realizowaniu pasji. Swoją niezwykłą siłę psychiczną czerpał z pokonywania kolejnych przeszkód. Upadał aby po chwili podnieść się i iść dalej.

 „Przytul mnie”  to wzruszająca opowieść o blaskach i cieniach życia, poruszająca małe serducha. To wspaniałe przesłanie i lekcje dla dzieci, ale i dla dorosłych, o akceptacji inności. Niepełnosprawności nie trzeba się bać. Często dzieci nie wiedzą jak się zachować wobec osoby z niepełnosprawnością. Mądrze pisze o tym Nick, który przytacza własne doświadczenia szkolne, pokazując jak bardzo można zranić słowem, obojętnością. Inną lekcją, którą dzieli się nasz bohater jest wiara we własne siły, odnalezienie w sobie wdzięczności za to, co kształtuje nasze życie. Uwrażliwia on młodego czytelnika, że nie zawsze wygrywamy, nie zawsze jest pięknie, problemy, przeszkody, to wszystko również składa się na naszą codzienność. Jego przesłanie polega na tym, że na tych słabościach, kolejnych schodach, łzach można budować swoją siłę, jeżeli nauczymy się patrzeć z optymizmem w przyszłość, nie poddamy się i będziemy wierni przede wszystkim sobie. 

Słowo wstępu autorstwa Ignatiusa Ho definiuje bardzo trafnie naszą współczesność, nieustanne poszukiwanie czyjejś akceptacji, podkreślania własnej wartości w oczach innych:


„Obecne młode pokolenie cechuje swego rodzaju „łamliwość” – wiele młodych osób nie potrafi dostrzec swojej wartości, celu czy wyrazić marzeń. Wiele innych żyje z ciężarem błędów popełnionych w przeszłości bądź też zamartwia się o przyszłość.” (s.8)


Osiem rozdziałów, które są drogowskazami dla dzieci zawsze kończy refleksja – morał, czyli czego każdy z nas może nauczyć się od Nicka, jak jego słowa możemy zastosować we własnym życiu. W opowieściach Nicka nie ma patosu, pojawia się humor, dystans do własnej choroby i wielka siła motywacji do bycia coraz lepszym człowiekiem. Myślę, że to świetna lektura-podręcznik dla nauczycieli kiedy poruszany jest temat inności, niepełnosprawności czy nawet poszukiwania własnej drogi życiowej. Nick jest przykładem człowieka, który doświadczył wiele negatywnych sytuacji ale i zyskał też dobro, kochającą rodzinę, wspierających rodziców. Za wszelką cenę chciał aby ludzie traktowali go swobodnie, normalnie, widząc w nim zwykłego człowieka. W jego opowieściach drzemie jedna z ważniejszych prawd – aby patrzeć w ludzkie wnętrze, to ono jest w stanie powiedzieć jaki jest człowiek i jaką siłę posiada. 



Nick Vujicica to jednej ze sławniejszych mówców motywacyjnych. Niektórzy uprawiający tę profesję potrafią zjednywać sobie tłumy, porywać ludzi samymi słowami. Dar przemawiania, pewności siebie, znajomości psychologii, interakcji międzyludzkich to jednak nie wszystko aby zmienić słuchacza, który tylko chwilowo jest uniesiony, podbudowany wielkimi słowami. Potrzebne jest coś więcej, wiara mówcy w to, co próbuje przekazać odbiorcom. Myślę, że Nick wpisuje się w sylwetkę mówcy szczerego, ujmującego swoją siłą i historią. Historią, która zdarzyła się naprawdę i ukształtowała człowieka walczącego, akceptującego swoją inność ale i gotowego do pokonywania barier. Tych barier, które tkwią w naszych głowach. 

 Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu STUDIO EMKA
http://studioemka.com.pl/index.php?page=p&id=587

wtorek, 29 sierpnia 2017

KĄCIK MAŁEGO MOLIKA (9/2017) - "Tajemnica magicznej dyni" Renata Opala

Są takie dni, kiedy wszystko nas przytłacza, emocje kłębią się w nas niczym burzowe chmury. Gorszy humor sprawia, że świat blaknie, barwy rozmywają się, obiad nie pachnie tak jak zawsze, a nawet czekolada, sprawdzone antidotum na smutki, wydaje się być mdła i pozbawiona słodyczy. Chciałoby się wtedy schować pod poduszkami, przykryć wszystkie zmartwienia miękkim kocem. Kiedy takie dni zbliżają się wielkimi krokami i już czuję ich melancholijny oddech, to moim sprawdzonym sposobem jest porządna dawka baśni. Lekturowym pocieszeniem okazała się być klasyczna opowieść Renaty Opali „Tajemnica magicznej dyni” (wyd. Skrzat), pełna ciepła i wartościowych drogowskazów dla młodego człowieka. Książkę, która ukazała się w serii „Fantasy dla dzieci”, zdobią bajeczne ilustracje autorstwa Magdaleny Sikory. Idealnie współgrają z fabułą historii i jej baśniowym klimatem. 

Bazalia to królestwo gdzie żyje się szczęśliwie, mieszkańcy nie wiedzą czym jest głód czy wojna. Jednak w tej baśniowej krainie, idylli Król i Królowa nieustannie zamartwiają się swoją córką Marcelinką, która całymi dniami przesiaduje w pałacu, nie uśmiecha się, przepełnia ją niewytłumaczalny smutek. Jej starszy brat Marcel, wesoły i pełen radości chłopiec również martwi się o siostrę. Skąd to dziwne zachowanie królewny? Rodzice postanawiają prosić o pomoc Astrologa, który mieszka w wysokiej wieży. Okazuje się, że jedynym antidotum na łzy Marcelinki jest zupa z dyni. Nic niezwykłego, chciałoby się rzec, ale nie dla mieszkańców Bazalii, którzy nawet nie mają pojęcia jak wygląda ta magiczna dynia i gdzie ją można znaleźć. Marcel postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i samotnie wyrusza po tajemniczą dynię. Będzie musiał przemierzyć wiele królestw, spotka przyjaciół i wrogów, nieraz będzie musiał wykazać się odwagą i sprytem, gdyż dynia okaże się pilnie strzeżoną tajemnicą. Czy Marcel pomoże siostrze i znajdzie nietypowy składnik magicznej zupy? 

Podróż księcia Marcela to opowieść o dojrzewaniu, nowych doświadczeniach, stykaniu się z problemami i innością. Główny bohater kieruje się braterską miłością, jest uczciwy, przyjazny, pomocny i empatyczny. Bazalia okazuje się Królestwem idealnym w porównaniu z pozostałymi krainami, w których życie nie jest beztroskie, lecz pełne cierni, ubóstwa i głodu.  „Tajemnica magicznej dyni” przenosi nas w odległe krainy, chociaż mamy wrażenie, że pod warstwą baśniowości kryje się nasza współczesność.  Dzisiaj tym mocniej potrzebujemy historii o przyjaźni, empatycznych ale zwykłych bohaterów, aby nie stać się jak Marcelinka, ofiarą „smugi smutku” przesyłanej za pomocą komputera. 

Opowieść o Marcelku i Marcelince urzekła mnie prostotą i nawiązaniem autorki do tradycyjnych baśni. Królewicz z Bazalii pomimo swojego pochodzenia nie wywyższa się, zjednuje sobie przyjaciół, szybko nawiązując nowe znajomości. Nie narzeka na trudne warunki, skromne jedzenie czy trudy podróży, potrafi docenić dobroć innych ludzi, szanuje zwierzęta. W jego cieniu znajduje się smutna siostra, o której wiemy tylko tyle, że nie ma przyjaciół, nie wychodzi z pałacu, nie potrafi czerpać radości z zabawy. Królewna poddaje się złym czarom, sama nie potrafi uwolnić się z przygnębienia. Zupa z dyni zyskuje w tym wypadku magiczną moc, bo symbolizuje wysiłek, braterską miłość, gest bezinteresownej dobroci. 


Renata Opala w swojej opowieści o królestwie Bazalii pokazuje jak wiele drzemie w nas odwagi gdy nasi bliscy potrzebują pomocy. Uwrażliwia młodego czytelnika na zgubne działanie wirtualnego świata, który przejmuje kontrolę nad emocjami niczym czarodziej Agrar. 

A gdybyście chcieli spróbować magicznej zupy z dyni, której tak wytrwale poszukiwał Marcel, to autorka zamieściła jej przepis w książce. Na jesienne smutki jak znalazł :) Smacznej lektury! 


Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu SKRZAT