czwartek, 24 marca 2016

Miłość od przemocy dzieli jeden krok



Współczesny Wrocław, pełen mrocznych zaułków, starych kamienic, kipiący od ludzkich tajemnic. Miasto o wielu twarzach, sycące ludzkie demony, uzależniające, idealna przestrzeń do tkania gęstych opowieści zabarwionych kryminalnymi wątkami. Nadia Szagdaj, specjalista od kryminałów retro, tym razem zabiera czytelnika do swojego miasta rodzinnego, w którym do życia budzą się koszmary, tkwiące głęboko w człowieku.  „Love” nie jest zwykłym kryminałem, powieść porusza wiele aspektów moralnych, społecznych i psychologicznych.  Z jednej strony tytuł prowadzi nas w stronę wątków miłosnych, ale tak naprawdę autorka pokazuje ludzi jej pozbawionych, szukających substytutu, mylących miłość z gwałtownym i nieobliczalnym  poszukiwaniem akceptacji, zaufania.


Ineza Fischer,  nie spełnia się w zawodzie dziennikarza, który dla niej okazuje się być pisaniem artykułów o celebrytach do różnych gazet, poszukiwaniem na siłę szokujących tematów. Czarę goryczy zawodowej przepełnia również ukazanie się najnowszej książki jednej z "gwiazdeczek" show biznesu, którą dziennikarka zgodziła się napisać bez możliwości ujawnienia własnego nazwiska. Zostaje więc autorem-widmo. Jej marzenia o zostaniu prawdziwym dziennikarzem śledczym zderzają się z szarą rzeczywistością:

Zawód dziennikarza miał być jak najlepszy kochanek - pasjonujący   i pełen niespodzianek, ale i stateczny, kiedy trzeba, dający szczęście i przynoszący pieniądze. Tymczasem okazał się zdradziecki i niepewny, w dodatku nudnawy, szczególnie w tej branży, do której trafiła zupełnym przypadkiem.” (s.9)

Krótkotrwały pobyt w Londynie u siostry, będącej terapeutką, również nie nastraja Iny optymistycznie do jej przyszłości. Przypadkiem trafia jednak na ogłoszenie zaginięcia dawnej, niezbyt lubianej koleżanki z liceum, Agnieszki. Kierując się swoim dziennikarskim przeczuciem, postanawia podjąć się tematu, który ma przynieść upragniony sukces. Kobieta nie zdaje sobie sprawy jak bardzo pochłonie ją śledztwo, liczne rozmowy z byłymi, szkolnymi znajomymi i poszukiwania choćby najmniejszego tropu, który mógłby naprowadzić ją na ślad zaginionej. Udaje się jej nawiązać współpracę z jednym z policjantów, zajmujących się sprawą Agnieszki. Olaf, doświadczony, pięćdziesięcioletni policjant wydaje się nie tylko świetnym źródłem informacji ale i fascynującym mężczyzną, co dziennikarka postanawia wykorzystać. Znajomi Agnieszki oraz jej rodzina z niechęcią opowiadają o zaginionej, wydaje się, że wszystkim jest na rękę jej zniknięcie. Ina odkrywa wiele osobistych tajemnic i dramatów, widzi ludzi upodlonych, zepsutych, zagubionych. Każdy z nich wydaje się być podejrzanym, każdy mógłby mieć motyw aby pozbyć się kobiety, nawet rodzina. Kim tak naprawdę była Agnieszka? Kto stoi za jej zaginięciem? Czy Ina może ufać swoim rozmówcom? I co wspólnego ma miłość i przemoc?

Nadia Szagdaj wplata w kryminalną fabułę wiele aktualnych problemów społecznych, choćby znęcanie się fizyczne mężczyzny nad kobietą, syndrom ofiary, która zawsze potrafi przebaczyć swojemu oprawcy. W takim trującym związku jest przyjaciółka Iny – Alicja, która nie widzi jak bardzo brutalny jest jej partner i ojciec jej dzieci. Podobnie Ina, rozwódka, pozostawiona z długami byłego męża, szuka miłości, a wdaje się w bardzo destrukcyjny romans. Kobiece bohaterki w powieści „Love” cierpią na syndrom braku miłości, braku akceptacji, samotności, która najczęściej objawia się w kolejnym kieliszku wódki. Zarówno dawni znajomi jak i pacjenci zaginionej są poranieni, cierpią ze względu na własne ambicje, egoizm czy hedonizm. Pozorna miłość zamienia się najczęściej w brutalną przemoc.

Bohaterowie „Love”  budują swoje życie na piasku, który szybko usuwa się im spod nóg. Szkoda, że autorka bardziej nie skupia się psychologicznych motywacjach postaci. Ufność ludzi wobec Iny też jest zastanawiająca – każdy chętnie się jej zwierza, zdradzając swoje najskrytsze sekrety. Być może wzbudza ona u rozmówców zaufanie i otwartość. Całe śledztwo w pewnym momencie ją przerasta, ale nie poddaje się. Ina to bohaterka, która wzbudza wiele skrajnych emocji, od zaciekawienia, poprzez irytację po zrozumienie. Inną postacią jest policjant Olaf Bieniek, mroczny, szorstki, małomówny, całkowicie pochłonięty swoją pracą, pociąga dziennikarkę swoją stanowczością. 

Autorka nie oszczędza czytelnikom ostrego napięcia, zaskakującego zakończenia, szybkiego przewracania kartek, szczególnie tych kilkunastu ostatnich. Wątek Iny może mieć swoją kontynuację, a nawet byłoby wskazane gdyby autorka pokusiła się o napisanie dalszych losów ambitnej dziennikarki.

Zagadkowa okładka, ciemna kolorystyka przełamana jasnym napisem, z ogromnym różowym O,  również znajduje swoje odzwierciedlenie w powieści, co wydaje mi się być bardzo ciekawym zabiegiem, wręcz grą z czytelnikiem, który dopiero po lekturze odkrywa znaczenie okładki. „Love” Nadii Szagdaj zaskoczy zarówno fanów kryminałów z lekkim wątkiem miłosnym, który tak naprawdę staje się mrocznym elementem układanki, jak i miłośników Wrocławia. Topografia miasta, w której pełno ciemnych zaułków, niepokojących peryferii, ale i charakterystycznych punktów architektonicznych Wrocławia, czyni przestrzeń bardzo realistyczną. Kroczymy tuż za Iną, błądzimy, obserwujemy miasto z jej okna, zapuszczamy się tam, gdzie z reguły nie powinniśmy.  Czujemy niebezpieczeństwo, ale nie potrafimy go  dokładnie zlokalizować, bo jest rozbite na wiele fragmentów, drzemiąc w głowach ludzi. Autorka pokazuje nam wiele barw miłości, które najczęściej przybierają ciemne tonacje. W „Love  dostrzegamy tak naprawdę wiele demonów człowieka XXI wieku, mieszkańca dużej metropolii, przeżywającego kryzys tożsamości, wypalonego, zachłannego, doświadczającego kolejnych związków, jednorazowych, szybkich, bez zaangażowania, wyłącznie dla własnego hedonizmu. Ina to po części obraz współczesnej kobiety, sfrustrowanej, niespełnionej zawodowo i prywatnie, zbyt ufnej. Nie jest ona superbohaterką, wiele razy popełnia błędy, nie reaguje stanowczo np. na kolejne pobicie przyjaciółki. Jej determinacja w poszukiwaniach jest zaskakująca.

„Love” Nadii Szagdaj wyd. Bukowy Las to książka o mrocznych stronach ludzkich emocji, to także opowieść o nas samych, o naszych znajomych, o cząstce słabości i bezradności , tkwiącej w każdym z nas. Pomimo tych ciemnych kolorów ludzkiej duszy, pojawia się tez jasny przekaz – że warto walczyć, bo Ina, pomimo wszystko nie poddaje się, chociaż ona również staje się ofiarą, a jak sama stwierdza – najgorsze blizny pozostają w psychice, ich nie da się zamaskować czy usunąć, z nimi po prostu trzeba nauczyć się żyć.

            Składam serdeczne podziękowania za egzemplarz książki wydawnictwu BUKOWY LAS.



*Cytaty pochodzą z książki: N. Szagdaj, Love, wyd. Bukowy Las, Wrocław 2016.

poniedziałek, 2 listopada 2015

Z archiwum PRL-u – galeria ubeków według Marka Świerczka

Jak wiele niewyjaśnionych historii drzemie w archiwach, utajnionych dokumentach? Tajemnic, których nikt do tej pory nie odkrył, nie zbadał? Jak dużo jest białych plam okresu PRL-u, przemilczanych, zepchniętych w ślepą uliczkę polskiego sumienia?

 Można pisać o historii z dokładnością, precyzyjnie operując datami, postaciami czy faktami. Można też opowiedzieć o przeszłości w sposób niekonwencjonalny, fabularny, wplatając nutę sensacji, kryminalnego zacięcia, mrocznej i gęstej atmosfery spowijającej czytelnika jak mgła, w której czai się bestia. Tak pisze Marek Świerczek, historyk, który próbuje przybliżyć czytelnikom przeszłość, trudną, zapomnianą, taką, o której nie chce się myśleć, a tym bardziej odkrywać. Po książkach „Bestia” i „Dybuk”  autor wydał powieść „Skowyt”, której akcja rozgrywa się w 1989 roku. PRL dogorywa, krwawi, aby przerodzić się w nowe państwo, nowy świat.

Akcja prowadzi czytelnika do jaskini bestii jaką jest Służba Bezpieczeństwa. Jeden z pracowników, Robert Karski otrzymuje zlecenie wytropienia jednego z oficerów, pracujących w Wydziale IV –Artura Hellera. Zajmował się on inwigilacją duchownych, a jego nagłe zniknięcie zdaje się być nie na rękę ówczesnej władzy. Karski szuka dokumentów, dociera do żony Hellera, a także do młodej kochanki, znajduje dziennik poszukiwanego, a kolejne tropy i rozmowy prowadzą go coraz w mroczniejsze rejony. Kim tak naprawdę jest Heller? Dlaczego uciekł i co ukrywa?

Pamiętniki ubeka czy bestii?
Obok perspektywy głównego bohatera czytelnik zapoznaje się z zapiskami Artura Hellera, który skrywa pewną brutalną tajemnicę. Jego inność i wyobcowanie nie przysparza mu sympatii otoczenia. Ukojenie znajduje podczas samotnych, leśnych eskapad. Nad ranem budzi się nagi, zazwyczaj splamiony krwią. Instynkt przejmuje nad nim kontrolę, staje się bardziej wyczulony na dźwięki, zapachy, ruch. Dziennik, intymny zapis myśli, przybliża jego postać, jednocześnie pokazując jego fizyczność, separację, zezwierzęcenie. Tak też go odbierają inni, opisując go jak zwierzę, bestię, gotową zawsze do ataku:

miał cienie pod oczami, plamy na skórze. Zrobił się bardzo chudy, ale ruszał się jak… no, nie wiem, jak zwierzę. Tak sprężyście i szybko, I cicho, Potrafił pojawić się za tobą tak, że nic nie słyszałeś. Ale miał coś chorego w oczach. Jak zdychający pies” (s.196).

Zapiski są pełne retrospekcji, nieuporządkowane, chaotyczne, pełne niedopowiedzeń. Heller pisze dla siebie, próbuje stworzyć wiwisekcję swojej metamorfozy, zrozumieć to, w co się zamienił. Opisy przestrzeni są bardzo drobiazgowe, wręcz namacalne. Las zamienia się w labirynt wyzwolenia, schronienie, rodzi poczucie jedności z naturą:

 „Las nocą daje wolność. Ciemność między drzewami jest gęsta. Niemal czuje się, jak napiera na rozpalone policzki. Chłodzi. Kryje. Pozwala przeżyć. (…) Gdy leżę na ostrej, jakby nawoskowanej trawie, las ożywa. Słychać stąpnięcia kopyt, trzaśnięcia gałązek pod łapkami jeży, popiskiwanie gryzoni” (s.167).

Świadomość Artura zlewa się z instynktem bestii, zwierzęcia, które jednocześnie jest łowcą i zwierzyną. Warto bliżej przyjrzeć się fragmentom, przewijającego się dziennika byłego ubeka. Jest w nich porażający psychologizm, emocjonalizm jednostki osaczonej, noszącej piętno inności. Każde słowo wydaje się  układać w skomplikowaną układankę poszukiwania tożsamości. W zapiskach Hellera przebija się gorzka diagnoza naszego świata, kondycji człowieka we współczesnym świecie:

Trzeba zagłuszyć głosy skomlące w nas. Dlatego ludzie stale mówią, słuchają radia lub oglądają telewizję. Piją wódkę, dorabiają się, kurwią. Wszystko, byle nie musieć wsłuchiwać się w siebie i patrzeć w mrok dookoła. Ale gdy ani w nas, ani wokół nie ma niczego, wtedy słyszymy. Wdziera się w nas prawda, jak nóż w ciało. Pali wnętrzności, kaleczy. Oślepia. Wtedy już nie ma odwrotu. Dokonuje się przemiana. Samotność już nie boli, bowiem wszyscy są samotni. Biegniemy po rozświetlonych księżycem, ośnieżonych lasach, napędzani jak mechaniczne zabawki instynktami starszymi niż nasz gatunek…”(s. 190-191).

Człowiek staje się zwierzęciem czy może już nim jest?

Rozpadająca się jaskinia zła, czyli brudny PRL
„Skowyt” pachnie brudnymi ulicami, szarością kamienic, ludźmi pozbawionymi nadziei i perspektyw, tkwiących w marazmie. Karski, wędrując ulicami, spotyka prostytutki i pijaków, ludzi nieufnych, przestraszonych obecnością ubeka, studentów wtapiających się w nijaką rzeczywistość. Rok 1989. Czas nadchodzących zmian, ale dla większości ludzi okres obaw, strachu, niepewności. Służby Bezpieczeństwa zacierają ślady, rozpadają się, gniją od środka. Ubecy gryzą się wzajemnie, nie ufają nikomu, pogardzani przez otoczenie, sami czują się jak żywe trupy. Próbują alkoholem czy innymi używkami uciszyć wątpliwości i skowyt bólu. Oni już dawno stali się bestiami w ludzkich skórze.
Główny bohater, czytający wiersze Baudelaire`a, przeczuwa upadek złowieszczej, komunistycznej machiny, w której był tylko trybem. Budzi się  w nim sumienie, moralność, lecz z drugiej strony ciągle jest zniewolony przez swoją funkcję, pracę, ministerstwo. Karski to bohater pełen sprzeczności, smutku i brutalnej melancholii, obecnej u bohaterów Marka Hłaski.
Rzeczywistość PRL jest mroczna, dominuje kolorystyka ciemna, przestrzenie zamknięte, puste i opuszczone mieszkania, budynki. Ludzie rozmawiają brutalnie, używają ostrego języka, wulgarnego. Spoglądają na bohatera ze wstrętem, strachem, jednak jego legitymacja ubeka przełamuje wszelkie mury milczenia. Postać Karskiego wyróżnia się spośród galerii bohaterów „Skowytu”, im bardziej poznaje on Hellera tym bardziej upodabnia się do niego. Śledztwo ujawnia wiele brudów, poukrywanych głęboko w strukturach Służb Bezpieczeństwa, dotyczących zniknięcia i śmierci wielu księży. Karski jest inteligentny, łączy fakty, przeszukuje dokumenty, uparcie tropi Hellera, będąc jednak ciągle krok za nim.
Bezradność zdaje się rodzić zło, które przemyka uliczkami, sączy się w uszy przechodniów, sąsiadów. Złowieszcze przestrzenie przyprawiają czytelnika o dreszcz, który tylko podsyca naszą ciekawość.
Karski w rozmowie z zielarką słyszy z jej ust: 

Zło to zło – (…) To krew przelewana z żądzy, kruki krążące nad padliną w lesie i szloch w ciemności.”( s. 65).

Zła nie można niczym usprawiedliwiać, przypudrować, zakamuflować, złagodzić lub przemilczeć. Trzeba je nazywać po imieniu, wydobywając najmroczniejszą przeszłość i przypominać, odbudowywać to, co ludzie chcieliby już pogrzebać.

Powieść „Skowyt” Marka Świerczka pokazuje fragment zakurzonej przeszłości, przemilczanej, o której młodsi nie mają pojęcia, nie interesują się. Klimat PRL-u na długo pozostaje w pamięci, a fabuła z konstrukcją powieści sensacyjnej i kryminalnej dostarcza wiele emocji i napięcia. Kunsztowne rysy bohaterów, ich psychologiczne portrety porywają drapieżnością i brutalnością. Swoista ambiwalencja ludzkiej natury znajduje pełne odzwierciedlenie w postaci Karskiego czy  Hellera. Przeplatające się losy głównych bohaterów, ich walka z codziennością, z samym sobą, relacje z innymi ludźmi  - to metafora społeczeństwa PRL.  Autor z niezwykłą starannością i pietyzmem łączy prawdziwą historię z fabularnością, tworząc swój oryginalny styl, świadczący o erudycji i lekkości snucia opowieści. Odnajduję pewną drogę dla czytania „Skowytu” - można go odnieść zarówno do przeszłości jak i współczesności. Zwierzęcy skowyt jest wpisany w ludzką dwoistość. Czy jednak damy mu się opanować?  


Cytaty pochodzą z książki M. Śwerczka, Skowyt, Novae Res, Gdynia 2015.

Składam serdeczne podziękowania autorowi za egzemplarz książki, która okazała się być niezwykłą lekturą, przenoszącą w mroczny świat PRL-u.

czwartek, 15 października 2015

Magiczny Kortez w Polskim Radiu Rzeszów

Jeżeli miałabym wybrać  płytę jesieni byłby to debiutancki album „Bumerang” Korteza.  Kim jest Kortez? Skromny, nieznany chłopak, a dla mnie architekt emocji. Uwiodły mnie słowa, opowieści Korteza, które z jednej strony są nostalgiczne, pełne tęsknoty, a z drugiej pobudzają wspomnienia, pasują do wielu, codziennych sytuacji. Przy „Bumerangu” myśli płyną swobodnie, emocje z całego dnia rozpływają się w gitarowych brzmieniach. Taką muzyką można sobie aplikować i po trudnym dniu w pracy, jak i o mglistym poranku.
 Wsłuchiwanie się w muzykę Korteza było początkowo bardzo nieśmiałe, ograniczone do kilku utworów. Później, było to słuchanie całej płyty, smakowanie tekstów, które wiele mówią o nas samych. Od tej muzyki nie chcemy się uwolnić, chociaż szepcze do nas gorzko, smutno, z pełnym bagażem życiowych doświadczeń.

W Polskim Radiu Rzeszów odbywają się często świetne koncerty, o czym przekonałam się będąc na Łagodnej Piance. Jakie było moje zdziwienie gdy usłyszałam, że to właśnie Kortez zagości w Rzeszowie i na antenie radia. Takiego koncertu nie można było przegapić…
Scena Radia Rzeszów była wypełniona sympatykami muzyki Korteza.  A sam artysta? Zwyczajny, prostolinijny, prawdziwy, szczery i taką gra muzykę. Tylko gitara i fortepian. Bardzo nastrojowo. Kortez to bardzo tajemnicza osobowość, autentyczna, bez lukru i gwiazdorskiego dystansu.
Co takiego jest w muzyce Korteza, że przyciąga i tak łatwo uzależnia? Prawdziwe teksty i brzmienia pochodzące prosto z serca. Teksty Korteza ocierają się o poetycką codzienność, dotyczą relacji, intymnych zwierzeń czy nawet perspektywy dziecka (piosenka „Bumerang”). Są sentymentalne, gorzkie, mówią o tym, co dotyka każdego z nas. Brzmienia momentami przypominają Dżem, ale są jak najbardziej oryginalne.  

  
Kortez kołysze wieczorami, koi nerwy i buduje nastrój swoim łagodnym, ale i zadziornym momentami głosem, pozbawionym manieryzmu .
Z całego albumu trudno wybrać ulubione kawałki. Jednak najcieplej myślę o utworach: „Bumerang”, „Z imbirem” i bardzo kosmicznej piosence (kojarzącej się z książką i filmem  „Marsjanin” ) – „Pocztówka z kosmosu”.

teraz ze mną pragniesz słodko spać
każdy twój sen chłonę, prócz
imbirowych przyszłości
o smaku kabli
o smaku gniewu
jak umknęła nam ta
mała różnica
przeciwny biegun
i jak umknęło nam, że
kogoś innego
ci już potrzeba

kto pachnie
imbirem
imbirem…
/z imbirem/


"Wyjdź po cichu,
Nie pal światła
We śnie dotknij mojej skroni
Jeśli kiedyś
Zechcesz wrócić
Wiedz, że tutaj
Nic nie zmieni się

Te stare płyty weź,
lubiłaś je
I tak na pamięć znam ich każdy dźwięk
Dzieciom mów, że tyram gdzieś na chleb
I kłam, i kłam, że wciąż kochasz mnie, że chcesz"
/Od dawna już wiem/

Koncert w Polskim Radiu Rzeszów odbył się  w ramach audycji „Dźwiękosfera” prowadzonej przez Andrzeja Srokę, który ma wrażliwe ucho do świetnych kawałków. Kortez, o którym nie powiedziałabym miesiąc temu, że zawładnie moim muzycznym serduchem, stał się dla mnie muzycznym odkryciem jesieni. Sam koncert był pełen emocjonalnych dreszczy. Szczerze podziwiam  mężczyznę, który śpiewa bez wstydu o emocjach i trudnych uczuciach.

Przez cały dzień nucę pod nosem fragmenty tej magicznej płyty. A wracając z pracy łapię się na tym, że z niecierpliwością chciałabym posłuchać Korteza jeszcze raz i jeszcze…  
Chyba bardziej nie muszę Was zachęcać, bo ta muzyka wraca do nas jak bumerang, wzruszając intymnością i autentycznością.


Pozostawiam Was z utworem "Pocztówka z kosmosu"