środa, 15 stycznia 2020

Melancholia kota


„Nie wiem, kto pierwszy przestał być dzieckiem – ja czy Wnuk. Faktem jest, że coraz częściej przesiadywałem na kolanach Dziadka albo wylegiwałem się na stosach książek piętrzących się na jego biurku. Gabinet dziadka pachniał trochę kurzem, od którego kręciło się nosie, trochę lawendową wodą po goleniu, a trochę fajkowym tytoniem.” (s. 4)

Kocia filozofia nie ma sobie równych. Aby poznać jej tajemnicze meandry musimy wsłuchać się w opowieść rudego kota o imieniu Philo. Mieszkanie z filologiem klasycznym pod jednym dachem wyzwala u kota, bohatera powieści Katarzyny Ryrych niepohamowaną ciekawość i wrażliwość na świat i ludzkie problemy. Philo to kot bardzo spostrzegawczy, trafnie rozpoznający ludzkie charaktery i motywacje, trzymający zawsze w zanadrzu łacińskie sentencje, służące do spuentowania konkretnych sytuacji. „Philo. Kot w drodze” to książka o wielkiej przyjaźni człowieka i kota, krętych drogach i labiryntach przeznaczenia i wyjścia poza strefę kociego komfortu. Bo co może być gorszego od choroby i zniknięcia człowieka, który zawsze był w domu i dbał o pełną miskę, okazywał czułość i zainteresowanie? Nagle przytulny dom staje się pusty, z każdego kąta spogląda samotność i cisza, zapachy zacierają się, ulatniają, a fotel, na którym siadała ukochana osoba, przywołuje tak wiele wspomnień. 

Philo to kot filozof, przesiadujący na kolanach Dziadka, wsłuchujący się w szelest kartek i rozmów prowadzonych przez swojego pana i Doktora, jego przyjaciela. Łączy go z Dziadkiem silna więź -„miłość męska i solidna, bez tych wszystkich słodkich imion, aksamitnych obróżek i wydziwiań”. Kiedy więc jego właściciel traci przytomność kot przeczuwając najgorsze, opuszcza bezpieczne mieszkanie i biegnie po pomoc. Prowadzi go dobrze znany zapach Doktora, biegnie więc za samochodem, aby przekazać ważną wiadomość. Akcja ratunkowa Philo udaje się, ale kot przepełniony tak nagłymi i bolesnymi emocjami mdleje. Budzi się w obcym miejscu, którym okazuje się być gabinet weterynarza. Wraz z nim w klatce przebywa inny kot – Tetryk. Podstarzały kocurek został oddany ze względu na swój wiek i miał znaleźć się w domu spokojnej starości. Jego pani również zachorowała, a rodzina postanowiła pozbyć się zwierzaka. Philo nie poddaje się, postanawia odszukać Dziadka, ucieka wraz z Tetrykiem i tak rozpoczyna się jego wielka przygoda…

Philo to taki bohater, w którego ciepłym spojrzeniu i refleksjach możemy grzać się w zimowe wieczory. To kot wrażliwiec, rozpoznający świat za pomocą zmysłów, zapachów, z których stworzony jest koci świat. Jest z jednym z kocich muszkieterów, odważny, pełen serdeczności dla Tetryka i młodego kociaka Smarkacza. Poszukiwania Dziadka budzą w nim uśpioną duszę podróżnika, wielbiciela morza. Kot filozof zna potęgę wyobraźni i zadawania pytań, myślenia:

„Morze szumiało jak sosnowy las, do którego Dziadek zabierał mnie i Wnuka na niedzielne spacery – nagrzane sosny wydzielały słodki żywiczny zapach, a pod łapami miękko ustępował kosmaty mech albo złocisty piasek, przemieszany z sosnowymi igiełkami.” (s. 101).

Morze urzeka kota, zapach wodorostów i ryb jest czymś nowym, nieznanym w codziennym wachlarzu zapachów jakie ukrywał dom i ogród Dziadka. Philo poznaje ludzi zakochanych w morzu, które „mruczy tak, jakby było szczęśliwe, ale smak ma taki jak ludzkie łzy”. Autorka wyposażyła kociego bohatera w dozę melancholii, delikatności, spoglądania na świat przez perspektywę poszukującą piękna. Philo posługuje się narracją poetycką gdy pojawiają się opisy przestrzeni lub relacji z Dziadkiem. To liryczne ale i pełne wewnętrznego ciepła spojrzenie na naturę:

Byłem zakochany w zapachu morskiego wiatru, smaku świeżych ryb, malutkich kropelkach wody osiadających na moim futrze. Może to moi leśni przodkowie zaszczepili mi swoją tęsknotę – sny o długich łodziach i wielkich, nieodkrytych przestrzeniach” (s. 135).

 Brak opiekuna wywołuje w kocim bohaterze tęsknotę, która sprawia, że Philo często jest zamyślony, ale jego cel odnalezienia starszego pana jest bardzo klarowny i dominujący w kocich emocjach.
Katarzyna Ryrych pokazuje różne portrety ludzi, tak bardzo niezrozumiałych i dziwnych dla kota. Są ludzie dobrzy – jak Dziadek, rybacy, Pan Doktor, Karmicielka (którą Tetryk dość stereotypowo opisywał jako starszą panią przypominającą Babę-Jagę, co okazało się źródłem niezbyt przyjemnych sytuacji, w które wplątali się Philo i jego starszy towarzysz) kochający swoich kocich towarzyszy miłością bezinteresowną i prawdziwą, ale są też ci, którzy żywią niechęć do czworonogów – choćby zawistne i chciwe Ciotki, którym zależy wyłącznie na wartościach materialnych. Philo spotyka też inne koty, żyjące bez domu, zdane na surowe warunki ulicy. 

„Philo. Kot w drodze” to opowieść pełna humoru, zwrotów akcji, kocich pościgów i potyczek. Koci bohaterowie prężą się  w rysunkach stworzonych przez Joannę Rusinek. Ilustracje w formie biało czarnych szkiców układają się w serię pocztówek z niezwykłej podróży Philo w poszukiwaniu esencji przyjaźni. Katarzyna Ryrych kreśli barwną i dynamiczną historię, oddając narrację kotu, obdarzonemu darem wnikliwej i emocjonalnej perspektywy. Gwarantuję, że między stronami poczujecie zapach morskiej bryzy i usłyszycie kojące mruczenie fal…  Ta opowieść to przede wszystkim poruszający obraz miłości kota, jego przywiązania, tęsknoty za bliskim człowiekiem, oznaczającym Dom, schronienie, bezpieczeństwo. To relacja obustronna, silna jak instynkt, dodająca sił i nadziei, że rozłąka pozwala na zrozumienie czym jest bliskość i obecność, i jak gorzka bywa tęsknota za tym co było dobre , a co być może codzienność przysłoniła i zamgliła. To nauka dla młodych i starszych jak ważne jest to, co mamy obok siebie.

„ja i Dziadek potrzebowaliśmy się nawzajem. On dawał mi ciepły kąt, fotel, wieczorne pogawędki, a ja – jak przystało na prawdziwego kota – tworzyłem jego Dom. Wypełniłem mruczeniem długie jesienne wieczory, gdy o okna bębnił ulewny deszcz, a po ogrodzie snuły się szare, lepkie i wilgotne mgły, siedząc przy kominku w zimowe popołudnia przypominałem, że wkrótce nadejdą święta – a Dziadek po prosty był” (s. 80).

Cyt. Katarzyna Ryrych, Philo. Kot w drodze, il. Joanna Rusinek, Wydawnictwo Literatura, Łódź 2019.

środa, 8 stycznia 2020

Wykluczony


W literaturze młodzieżowej nie brakuje tematów związanych ze szkolną codziennością, problemami młodych ludzi, relacjami i kształtowaniem się człowieka. Książką wbijającą kij w szkolne mrowisko jest „Hodowla”  Katarzyny Ryrych, polskiej pisarki i poetki, znającej szkołę od podszewki, gdyż autorka sama jest nauczycielką języka angielskiego. Tytuł to pojemny epitet określający system edukacji, który nie wychowuje młodych ludzi, nie uwzględnia jednostkowości, ale próbuje kształtować pewien model. Często wtłacza się nastolatków w formy, utrwala w nich stereotypy, narzuca się im gombrowiczowskie gęby.   

Szkoła średnia w małej miejscowości okazuje się być mechanizmem o znamionach totalitarnych, tępiącym bunt, inność, nieposłuszeństwo. Czasy szkolne mają niebywały kształt na osobowość młodego człowieka i o tym również traktuje powieść Katarzyny Ryrych. Jeden z byłych  uczniów powraca do dawnego miasteczka, odwiedzić stare kąty. Podróż staje się sentymentalną retrospekcją i próbą zmierzenia się z przeszłością, z własną bezradnością, brakiem odwagi i solidarności wobec kumpla, przyjaciela, który nie znalazł akceptacji i zrozumienia w grupie rówieśników. Maciek jest klasowym buntownikiem, samotnikiem, „ptakiem albinosem”, jednostką toczącą nieustanną walkę z nauczycielami. A gdy okazuje się, że jest inny ze względu na swoją orientację seksualną, koledzy i koleżanki zaczynają go unikać, wytykać, co mocno odbija się na chłopcu…

Inność oznacza samotność, bo szkolna „hodowla” musi być idealna, wzorcowa, przypominająca klony, którymi łatwo manipulować. Taka jest szkoła kreślona przez Katarzynę Ryrych – uczeń czy nauczyciel, którzy wyłamują się z przeciętności i próbują przełamać schematy, są piętnowani, powoli zmuszani do kapitulacji. Pozostają osamotnieni w swoim manifeście niezgody na szkolną rzeczywistość. Autorka kreuje dwa kontrastowe obrazy nauczyciela – Lary-Flary, wyluzowanej nauczycielki języka angielskiego, która szybko nawiązuje nić porozumienia z uczniami i jest przez nich lubiana oraz Królowej Matki, wychowawczyni uzurpującej sobie prawo do temperowania charakterów, wymuszającej dyscyplinę i posłuszeństwo, która „wierzyła, że udało się jej zamienić bandę nastolatków naładowanych adrenaliną i buzujących hormonami w bezpłciowe anioły” (s.15). Takie zestawienie dwóch, różnych charakterów to również metafora dwóch, odmiennych koncepcji wychowywania i nauczania. Lara-Flara to orędowniczka praktycznego nauczania, podmiotowego, pozostawiająca przestrzeń dla ucznia – partnera w procesie nauczania, natomiast Królowa Matka to zamknięta tradycjonalistka, wykorzystująca siłę, pozycję do kontrolowania młodego człowieka. 

Opowieść narratora, jednego z przyjaciół Maćka, to swoiste katharsis, ale i przyznanie się do winy, do strachu przed oceną grupy. Przemilczenie, brak wsparcia i odwagi aby wyłamać się z klasowej obojętności to główny problem przed jakim staje już dorosły bohater, który nie potrafi pogodzić się ze śmiercią przyjaciela. Krytycznie ocenia szkołę, swoich rówieśników i nauczycieli, zamiatających pod dywan problemy i wszelkie kryzysy:

nasze chamstwo zamieniło się w coś naprawdę parszywego. Schowało się pod dywan i wyłaziło tylko wtedy, kiedy czuło się bezpiecznie. (…) A przecież powinniśmy się byli czegoś nauczyć. To znaczy czegoś innego. Wyszlachetnieć. Stać się kimś. Nauczyć się wyrażać własne zdanie. Tymczasem, niby policyjne psy, trafiliśmy na szkolenie. Nie rusz, zostań, bierz go. Atakuj, bo jest inny. Zabij. Albowiem (…) ośmielił się wychylić. Wysunąć poza szereg. Wyrosnąć ponad średnią” (s. 141-142).

Z perspektywy czasu uświadamia sobie, że mógł coś zrobić aby przełamać układ, podziały w klasie, mógł się przeciwstawić. Autorka w „Hodowli” pokazuje obraz współczesnego środowiska, młodych ludzi podzielonych na grupy, zmanipulowanych, pozostających w tłumie, aby nie narazić się pozostałym lub nauczycielom. „Zakład”, czyli szkoła to bardziej obóz przetrwania niż miejsce, w którym młody człowiek może liczyć na wsparcie. Postać Maćka – innego i wykluczonego jest dość tajemnicza, obserwujemy go wyłącznie oczami narratora i innych osób z klasy. Jego tajemniczość wynikała przede wszystkim z oddalaniem się do rówieśników, którzy nie chcieli go lepiej poznać, zrozumieć, zaakceptować. 

Powieść „Hodowla” Katarzyny Ryrych (wyd. Adamada) uwypukla najważniejsze problemy, z jakimi styka się młody człowiek w szkolnej przestrzeni. Pisarka podkreśla też jak ważną rolę w procesie kształtowania się jednostki i więzi rówieśniczych odgrywa nauczyciel. Może on prowadzić „hodowlę” posłusznego organizmu albo traktować swoich uczniów jednostkowo, dając wsparcie przy rozwiązywaniu problemów. Cieszę się, że książka „Hodowla” pokazuje wady systemu edukacji,  szkoła często staje się fabryką klonów, podporządkowanych i nijakich charakterów. I chociaż powieść skierowana jest do młodzieży, warto aby każdy nauczyciel wziął jej przesłanie do serca. 


Dziękuję portalowi Sztukater za egzemplarz książki. 

wtorek, 26 listopada 2019

Słuchać głosu serca, czyli kilka lekcji miłości Elizy Anny Falkiewicz


„Zbuduję dom z cegiełek marzeń”
(Cegiełki marzeń, s. 30)


Wydawać się może, że poezja to najlepsza forma wyrażania, opisywania miłości, uczucia tak nieokiełzanego, enigmatycznego i często nieuchwytnego. Miłość można spróbować opowiedzieć na wiele sposobów, połączyć odległe tropy, zaskakując czytelnika. Jeżeli jednak twórca pójdzie na skróty, ograniczając paletę motywów miłości, to otrzymamy powtarzalną opowieść-kalkę o zakochaniu, tęsknocie i pozostałych fazach miłości ujętych w zamknięte mini-obrazki, okrojone i pozbawione szerszego wydźwięku (zapewne przez nieznośne układanie wersów zakończonych prostym i banalnym rymem) i dialogu z wymagającym czytelnikiem. W najnowszym tomiku Elizy Anny Falkiewicz „Lekcje miłości” odbiorca podąża znanymi ścieżkami, uproszczonymi i schematycznymi. To poezja dla niewymagających, większość wierszy to powtarzanie ujęć i obrazów miłości z mowy codziennej, często są to banały, uniwersały, ubrane w emocjonalność i doświadczenie poetki.  

Autorka definiuje miłość w prosty, emocjonalny sposób, w większości utworów brakuje metaforyki czy różnorodności obrazowania. Poetka nie wychodzi poza typowe obrazowanie miłości, co sprawia, że w większości wierszy dominuje natłok emocji, ujętych frazesowo i monotematycznie. Krytyczne uwagi nie przekreślają jednak całkowicie tego zbioru 88 wierszy, swoistego dekalogu człowieka zakochanego. Tomik „Lekcje miłości” zawiera również kilka pięknych utworów, kilka nowatorskich wersów, które są zalążkiem obiecującego liryzmu. Kilka poetyckich lekcji mnie ujęło, szczerością i metaforyką wychodzącą poza oklepane, banalne i nieco infantylne portrety Erosa (szczególnie „Warszawskie wieczory”, - nie czuć w tym wierszu tego sztucznego rymowania, na którym opiera się większość form poetyckich w recenzowanym tomie). 

W 9 lekcjach opisujących miłość znalazły się wiersze odnoszące się do różnych sfer uczuciowości – podmiot liryczny oddaje hołd rodzicom, wielokrotnie pojawia się jako młoda, naiwna dziewczyna, zaklęta w marazmie oczekiwania, pół-śnie zauroczenia. Nie brakuje też epickich obrazów miłości, zakochania, ale i doświadczeń złamanego serca. Eros zamieszkuje ciało ale i ducha, jest więzią między człowiekiem a Bogiem. Poetka nie unika też tematu miłości do ojczyzny, odzwierciadlającej się w nostalgii emigranta. Podmiot liryczny deklaruje również uczucia do zwierząt (najbardziej uproszczone utwory, skierowane raczej do młodszego odbiorcy). Ostatnia lekcja miłości to zaakcentowanie jak wiele miłości tkwi w samej kobiecie. W poetyckich opisach Erosa dominuje tęsknota, wieczne oczekiwanie kobiety, która analizuje przeszłość i powraca do wizerunku ukochanego. Podmiot liryczny woli śnić, wspominać, pławić się w goryczy rozstania. To lęk przed zranieniem, podszyty zwątpieniem i doświadczeniem rozstania:

„Patrzę na swoje dłonie
Każdy palec jest tęsknotą do twoich rąk
Krzykiem za twoim ciepłem
Wspomnieniem twojego uścisku…”
(Kocham cię, s. 41)

„I usnę w łóżku z własnych myśli
W łóżku, co mi się w nocy wyśni
Lekka jak liści wonne ziele
I tylko tyle… tak niewiele
(Cegiełki marzeń, s. 30)

Najczęściej przestrzenią podmiotu lirycznego jest zamknięty, pusty dom, pełen fotografii i zapachu bliskiej osoby. Okazuje się, że miłość generuje głównie tęsknotę, poczucie osamotnienia, którego nawet nie zapełnia fizyczne, gwałtowne uczucie. Lekcje miłości nie są teorią słów, ale praktyczną szkołą emocji. Oprócz wspomnianych banałów obrazowania (tego typu jak: „Lubię wąchać twoje ciało/Gdy leżę przy tobie nad ranem”; „Co to jest miłość?/Twoja dłoń na mojej/Kiedy jestem słaba i smutna w chorobie”; „Nigdy już, nigdy/Ciepło mego ciała, drżenie moich dłoni/Mój zapach/Nie złączy się z twoim”) zachwyciłam się pojedynczymi wersami, migotczącymi do czytelnika i obiecującymi coś o wiele więcej wartościowego. Warto wspomnieć tu choćby utwór „Cień przeszłości”, w którym powracanie do przeszłości przez zakochanego jest porównane do dziecięcego podekscytowania smakiem kruchego ciasta. To także obraz okruchowości, fragmentaryczności uczucia, zapamiętywania jego smaku i zapachu – czyli sfery sensualnej:

„To ciągle naturalnie, rzewnie i ze słodką szkodą
Czepiam się przeszłości
Jak dziecko kruchego placka”
(Cień przeszłości, s. 46)

Bliższe są mi obrazy poruszające wyobraźnię, zmuszające do refleksji jak choćby wers w utworze „Więc po co ta miłość?”: „Myśli sypią się martwe jak pszczoły w spalonym ulu” czy metafora „domeczku ze splecionych dłoni” (wiersz „W domeczkach ze splecionych dłoni”, który również jest godny uwagi). Miłość zostaje opisana głównie przy pomocy stanów emocjonalnych, dużo tu sprzeczności, miotania się pomiędzy złością a tęsknotą, snem a marzeniem, codziennością a niezwykłością chwil z ukochanym. Ukojeniem są wiersze skierowane do Boga, liryczne modlitwy pełne pokory i poczucia Bożej bliskości („Jesteś w każdym oddechu”; Dałeś mi tyle”; „Długa droga do Ciebie”). Niewątpliwie nostalgia wybrzmiewa w wierszach odnoszących się do ojczyzny, bycia emigrantem. Tu również znajdziemy kilka dobrych wierszy, opowiadających o bliskich miejscach, rodzinnych przedmiotach – jak choćby babcine krzesła. 

Miłość człowieka do zwierząt to również piękny temat, pokazujący wrażliwość autorki i otwartość na każdą formę życia. Jednak struktura tych wierszy, ich tematyka jest dość infantylna, potraktowana z przymrużeniem oka bez problematyzowania i refleksyjności. Chciałoby się zagłębić bardziej w świat przyrody, w labirynt zwierzęcych uczuć – a czytelnik dostaje tylko zabawne opowiastki, anegdotki, wręcz frazesy.

Jeden z wierszy, na który warto zwrócić uwagę w całym tomiku
Tomik Elizy Anny „Falk” Falkiewicz „Lekcje miłości” (wyd. WFW) zaliczyłabym do poezji kiełkującej, rozwijającej się, nierównej warsztatowo, ale aspirującej do wartościowego pokazywania świata i uczuć za pomocą poezji. Najbardziej irytującym elementem wspomnianego tomiku jest podporządkowanie słów sztucznemu, narzuconemu rymowaniu (szczególnie w krótkich wersach), które ogranicza w pewnych momentach możliwość słowa i obrazowania. Poezja Falkiewicz tworzą głównie emocje, niewyszukane i oparte na schematach stany miłości, jej różnych wariantów. Mam problem z takim typem poetyzowania, z jednej strony jest one nieskomplikowane, intymne, jednostkowe (co wyraźnie podkreśla sama okładka, na której znalazł się portret autorki) a z drugiej bazujące na frazach i słownych zestawieniach pozbawionych retorycznej i kreacyjnej świeżości. Wyraźnie w „Lekcjach miłości” zabrakło mi zaskoczenia, nietypowych zestawień pokazujących miłość z innej strony, tych słownych poszukiwań sprzecznych emocji i różnych stanów i faz zakochania. 

Dziękuję portalowi Sztukater za egzemplarz książki. 

środa, 14 sierpnia 2019

Książki na gorącym ruszcie


A książka powinna fascynować: płonąć i zdumiewać. Doświadczony mistrz musi skalkulować cały proces niczym partię szachów i zimną krwią balansować nad przepaścią. Oprawa, kapitałka, bukram, tektura, wkładki z gazy, lniany sznurek, zakładki, klej kazeinowy, zasuszone kwiatki, mole książkowe, pluskwy czy karaluchy w grzbiecie – wszystko to są ukryte pułapki.” (s. 6)

Współczesny bibliofil jest uzależniony od kolekcjonowania książek, podziwia ich strukturę, potrafi zachwycić się wyjątkowych zapachem papieru, niebanalnym wydaniem, okładką czy obwolutą. Dotykanie książek, szelest przewracanych stronic to niejako intymna, irracjonalna przyjemność, poczucie dzikiej satysfakcji, wręcz „guilty pleasure” niejednego fanatyka literatury. Powieść Władimira Sorokina „Manaraga” kreuje postać bibliofila – barbarzyńcy, autor opiera się na kontrastach, bo z jednej strony społeczeństwo niszczy książki dla iluzji przyjemności, a z drugiej buduje na tej modzie nową sztukę, neokulturę, grillowanie potraw na książkach staje się połączeniem sacrum i profanum. Rosyjski pisarz wykorzystuje motyw palenia książek, oznaczający budowanie świata totalitarnego,  futurystycznego, w dość przewrotny sposób. W przyszłości wykreowanej przez Sorokina książki papierowe są tylko eksponatami w muzeach, są znakiem przeszłości, końcem pewnej epoki. Ludzie czerpią informacje i rozrywkę z tzw. pcheł, mądralek -  urządzeń wirtualnych „ulepszaczy”, podwyższających umiejętności umysłowe i fizyczne człowieka. Europa próbuje na nowo ukształtować swoją rzeczywistość po wojnach religijnych, staje się wielkim obozem uchodźców, ludzi pozbawionych domów i ojczyzny. I nagle ludzie wpadają na przedziwny, szalony  pomysł. Kradną książki, dzieła największych pisarzy, klasykę literatury aby smażyć na nich szaszłyki czy steki… Barbarzyństwo przeradza się w sport pełen adrenaliny, bo grillowanie książek jest karane, zakazane przez prawo, co tylko podburza ludzi, zachęca do przesuwania granic. I tak rodzi się czarna strefa book`n`grilla , którą rządzi mafia kucharzy, zwana Kuchnią.  

Głównym bohaterem jest mistrz book`n`grilla, Geza Jasnodworski, samotnik, syn białoruskiego Żyda i polskiej Tatarki, uchodźców uciekających przed fanatykami religijnymi. Jest oddany swojej pracy, i dość szybko wzbogaca się na nielegalnym grillowaniu dzieł literackich, a zwłaszcza rosyjskiej literatury. Całkowicie wierny Kuchni ma odkryć i wyeliminować grupę kopiującą książki, których kryjówka znajduje się na górze Manaraga. Tak w skrócie przebiega oś fabularna powieści „Manaraga”. Autor stawia wiele pytań o przyszłość człowieka, jego uzależnienie od technologii, przekształcanie świata. 

Powieść przybiera formę pamiętnika, Geza opowiada o swojej pasji, zdradza szczegóły z przeszłości, kreśli trudną sytuację rodziną i skomplikowane relacje z matką. Wybierając book`n`grill staje się wolny, nie ma domu, nie gromadzi przedmiotów, wierzy w nomadyczność i szybkie przyjemności, nie rozstaje się tylko z walizką z narzędziami do grillowania. Tak naprawdę gotowanie to jego szaleństwo i jedyna wartość, z którą się identyfikuje. Geza jest fanatykiem ale i wielbicielem książek, o których wie wszystko dzięki nowoczesnej technologii tzw. pchłom, które podnoszą jego umiejętności intelektualne. Te sztuczne mechanizmy uzależniają człowieka, sprawiają, że czuje się bezpiecznie, dbają o jego równowagę psychiczną, czynią go silnym. Tak naprawdę kontrolują ludzki umysł, bez nich człowiek staje się bezbronny, pozbawiony wiedzy i nadnaturalnej siły.


Pomimo, że Geza „czyta”, czyli pali arcydzieła, przeważnie białe kruki literatury rosyjskiej, to jednocześnie jest zafascynowany książką jako przedmiotem. W powieści pojawiają się sensualne opisy zapachu książek, delektowanie się zapachem „polana”, jak określa się książkę w języku podziemnych kucharzy, oznacza pewną formę szacunku, rytualnego poznania materiału, na którym będzie się przygotowywało wykwintne posiłki:

"Stare książki pachną różnie. Zielona pchła kolekcjonuje zapachy. W większości są one skomplikowane, ale bywają też proste. Na przykład niemieckie bajki zawsze pachną wanilią, a powieści Juliusza Verne`a - piżmem. Kafka pachnie dębową deską i ołowiem. Dickens - rdzą i kocimi szczynami. (...). "Sto dwadzieścia dni Sodomy" pachnie morskimi wodorostami i terpentyną. (...) Co do literatury rosyjskiej, na której gotuję, to pachnie ona przyjemnie, choć w różny sposób. Pierwsze wydanie wyboru dzieł Turgieniewa wydziela woń kompotu owocowego. Wybór dzieł Dostojewskiego - dziegciu. A Tołstoja - jabłkowej pastyły przecieranej z niedźwiedzią żółcią" s. 30-31.

W „Manaradze” można odnaleźć pokaźną listę książek – arcydzieł, które zamieniają się w popiół ku radości bogatych biesiadników. Szczególną uwagę autor poświęca Tołstojowi. Geza ma przyrządzić posiłek dla ekscentrycznej rodziny, będącej wierną kopią tej tołstojowskiej. Zanim kucharz przystąpi do palenia musi przeczytać rękopis napisany przez ówczesnego sobowtóra Lwa Tołstoja. Fantasmagoryczne opowiadanie to metaforyczne odniesienie do twórczości autora „Anny Kareniny” oraz jego postawy filozoficznej. Tołstoj jako wielki olbrzym przychodzi do ludzi, przynosząc wiosnę i radość, ma ze sobą małego Mamuta (częsty motyw w prozie Sorokina). Tołstoj głosi ludziom pieśń o dobru (odniesienia do tołstoizmu). W opozycji to tego tekstu czytelnik otrzymuje również fragment współczesnej prozy, istniejącej w przestrzeni hologramów, którą podczytuje znudzony Geza. Tylko arcydzieła mają znaczenie w przyszłości, tylko książka papierowa może dostarczyć rozrywki i ekscytacji, paląc się i oddając swój zapach grillowanym potrawom. Literatura zmienia swoją funkcję – nie jest elementem ponadczasowym, wartościującym człowieka – ale staje się materiałem ulotnym, papierem do palenia, krótkotrwałą i jednorazową zachcianką nowych elit. 

W jednym z wywiadów Władimir Sorokin podkreślał wyjątkowość książki jako przedmiotu, na którym zapisuje się nasza codzienność, nasz sposób czytania:

Mówiłem, że książka to rzecz. Ale wspaniała! Można ją oblać winem i ono pozostanie na niej na zawsze, można podłożyć pod czajnik, pomoczyć łzami, schować pod poduszkę. Książka ma swój zapach. Naprawdę jestem jej wielkim amatorem, nie znoszę czytania z iPada. I być może ta powieść to mój płacz po umierającej książce.” 
[Średniowiecze to stan umysłu. Z W. Sorokinem rozmawia Ludmiła Anannikova, „Książki. Magazyn do czytania” 2018, nr 6, s.61]

„Manaraga” Sorokina wieszczy upadek tradycyjnej książki, pokazuje świat podporządkowany nowym technologiom, na pierwszy plan wysuwa się zniewolenie człowieka, jego samotność, dziki hedonizm, palenie za sobą mostów przeszłości w postaci literatury. Powojenny świat szuka nowych rozrywek, i są one wyłącznie cielesne, płytkie, pierwotne. Ogień i pożywienie – przecież tylko to liczyło się w przetrwaniu praczłowieka. Czy jest to nowy początek czy może raczej zwiastun apokalipsy? Rosyjski pisarz, porównywany do Aleksandra Sołżenicyna, bazuje na tematach współczesnych, nadaje im głębszy wymiar, pokazuje możliwe scenariusze, wizje świata, w którym uczucia i wspomnienia, emocje wypierane są przez sztuczne hologramy i iluzje władzy. Palenie książek to jednocześnie zagłada samokontroli, wolności, różnorodności, to zamienianie w popiół wartości dążenia do prawdy i poznania własnej tożsamości. Przykładem bycia w iluzji jest życie Gezy, który jest pionkiem, łakomym przyjemności fizycznych, balansującym codziennie pomiędzy zniewoleniem a nieustanną ucieczką. „Manaraga” Władimira Sorokina (wyd. Agora) w przekładzie Agnieszki Lubomiry Piotrowskiej to mocna, lekko satyryczna i futurystyczna wizja człowieka, stojącego na rozstaju dróg ewolucji. Autor pokazuje przedefiniowanie znaczenia czytania i kultury słowa po wielkich ucieczkach ludności spowodowanych wojnami. Literatura staje się wyłącznie przedmiotem, zabawą, drogim dodatkiem do posiłku. Gorzki profetyzm Sorokina uwiera miłośnika książek, dreszcz wywołują sugestywne opisy płonących woluminów Czechowa, Dostojewskiego czy Płatonowa. Walka toczy się o podniebienia klientów, jedna Kuchnia zostaje zastąpiona inną, stare metody zastępuje się technologią molekularną. Co oznacza uralska Manaraga dla przyszłości literatury? Warto sprawdzić!

Cyt. Władimir Sorokin, Manaraga. Powieść, przeł. Agnieszka Lubomira Piotrowska, wyd. Agora, Warszawa 2018.