wtorek, 15 sierpnia 2017

Czarne chmury reprywatyzacji nad Warszawą

Reprywatyzacja to sztuka wypełniania dziur. Dziur po ludziach. Bo do przejęcia od miasta kamienicy czy placu potrzebny jest komplet właścicieli. Albo spadkobierców. Ewentualnie osób, które kupiły od nich roszczenia i mają na to papier” (s. 95) 

Tak najkrócej można opisać czym jest reprywatyzacja i jak wiele budzi kontrowersji. To jedna z niechlubnych kart polskiej historii i prawa, które nie zostało uporządkowane odpowiednią ustawą. Reprywatyzacja to chaos, labirynt krzywd – zarabiają na niej sprytni lawiranci, pozbawieni skrupułów, obeznani z prawem, mający kontakty, a cierpią ci najbiedniejsi, szarzy lokatorzy, którzy tracą poczucie bezpieczeństwa, zdając się na decyzje i łaskę nowych właścicieli. O reprywatyzacji w Warszawie zaczęło być głośno po publikacjach w „Gazecie Wyborczej” dwóch dziennikarek – Iwony Szpali oraz Małgorzaty Zubik. Należą im się wielkie słowa uznania, że w gąszczu informacji, zawiłości prawnych, poplątanych ludzkich losów odnalazły odpowiednie fragmenty i potrafiły je złożyć w historię sięgającą korzeniami do lat przedwojennych. „Święto prawo. Historie ludzi i kamienic z reprywatyzacją w tle”  to reportaż na bardzo wysokim poziomie, wyciągający na światło dzienne kolejne afery i przekręty związane z przejmowaniem kamienic i nieruchomości publicznych. Dziennikarskie śledztwo autorek to przede wszystkim fascynująca i zaskakująca opowieść o ludziach, przedwojennych właścicielach kamienic, mieszkańcach, fałszerzach, handlarzach roszczeniami. To również potwierdzenie etosu dziennikarza, dotarcia do prawdy wszelkimi możliwymi sposobami. 

Przedziwne, że o losach kamienic i ich lokatorów decyduje przestarzała ustawa z 1945 roku, tzw. dekret Bieruta, który scentralizowany był głównie na nacjonalizację powojennej przestrzeni Warszawy. O rekompensatach dla dawnych właścicieli nie było tak naprawdę mowy. Historia reprywatyzacji ma swój początek w latach 90. XX wieku. O swój utracony dobytek walczą spadkobiercy, łatwiej jest jednak sprzedać roszczenia niż dotrwać do końca procesu reprywatyzacji. Z tej ogromnej luki prawnej czerpią garściami środowiska adwokackie, tuszują, kombinują, preparują dawne dokumenty, wykorzystują niewiedzę urzędników miasta, żerują na ludzkiej łatwowierności i przejmują nieruchomości warte wiele milionów złotych. Nowi właściciele starych kamienic, usytuowanych najczęściej w centralnych, atrakcyjnych miejscach stolicy prowadzą wojnę z lokatorami, mają inne plany na zagospodarowanie wynajmowanych lokali. Najgłośniejszą historią, z dramatycznym finałem  jest niewyjaśniona sprawa śmierci Jolanty Brzeskiej, działaczki Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów, kobiety spalonej żywcem w 2011 roku. Ona, tak jak pozostali mieszkańcy kamienicy przy ulicy Nabielaka 9, została zmuszona do eksmisji.  Jak do tej pory nie znaleziono winnych jej zabójstwa, śledztwo trwa nadal. Poszkodowanych, zastraszonych  jest jednak więcej, walczą oni o swoje mieszkania na własną rękę, szukając w archiwach starych dokumentów, pisząc podania i listy – wszystko aby odnaleźć chociaż cień nadziei na przekreślenie reprywatyzacji, która być może nie do końca została przeprowadzona w oparciu  o wiarygodne umowy. 


Przeraża, że w opisywanych historiach jest tyle niesprawiedliwości, opieszałości sądów i urzędników, braku skrupulatności i sumienności w ich pracy. Autorki słusznie wytykają politykom brak zainteresowania kwestią prawnego uporządkowania reprywatyzacji. Temat ten ożywa wraz z kolejnymi wyborami samorządowymi, nikt jednak nie poczuwa się do odpowiedzialności za powolne wyprzedawanie Warszawy. Reportaż Iwony Szpali i Małgorzaty Zubik to lektura obowiązkowa dla polityków i rządzących. Reprywatyzacja uprzedmiotawia ludzi, stają się oni tylko pionkami w grze o duże pieniądze. 

Dziennikarki z niebywałą drobiazgowością prześwietlają kolejne powiązania, zbiory archiwalne, sylwetki, drzewa genealogiczne osób zamieszanych w reprywatyzację. Odtwarzają historię, piętnują fałszerstwa, krótkowzroczność i chciwość. Pokazują również bezradność zwykłych ludzi, głównie starszych, których losem nikt się nie przejmuje. „Święte prawo” szokuje ludzką bezczelnością, brakiem dobrej woli i empatii w procesach reprywatyzacyjnych. Jednak odkrywanie kolejnych przekrętów, zdzieranie nagromadzonych warstw kłamstw prowadzi do kluczowych informacji, które pozwalają prawdzie i sprawiedliwości zatriumfować. Nie jest to łatwa droga, nie wszystkie opisywane historie mają taki finał. Pozostaje pytanie, ile takich afer, transakcji przechodzi bez echa, zostaje przemilczanych. Przez wiele lat władze Warszawy patrzyły przez palce na ten proceder, głucha na fakty pozostaje również Hanna Gronkiewicz-Waltz, która lekceważy problem oraz skalę oszustw i niedopowiedzeń wśród własnych podwładnych.  

Książkę wypełniają fotografie powojennej Warszawy i tej współczesnej, tworząc mapę reprywatyzacji. Wyznaczają ją kolejne adresy, m. in.: Klonowa, Wronia, Noakowskiego, Targowa, Królewska, Hoża, Chmielna. Cykl emocjonujących reportaży uzmysławia czym jest reprywatyzacja i jak na niej wzbogacają się inni, niekoniecznie zgodnie z prawem. Kolejne opowieści czyta się z ogromnymi emocjami, złością, ciekawością, smutkiem, rozczarowaniem. Historia tzw. świętego prawa tak naprawdę dopiero nabiera rumieńców i długo jeszcze będzie jednym z głównych tematów wśród Polaków. Czarne chmury reprywatyzacji zdają się ciągle otaczać Warszawę, jej stare kamienice i mieszkańców, niepewnych jutra. 


 Dziękuję portalowi Sztukater za egzemplarz książki.

sobota, 12 sierpnia 2017

Baśniowe hybrydy

Baśnie między wierszami skrywają wiele prawd o ludzkiej naturze. Być może dlatego przejmują rolę przewodników, oprowadzających najmłodszych po krętych drogach uczuć, ucząc odczytywać wartości i rozpoznawać bogate i pełne sprzeczności wnętrze człowieka. Baśnie drzemią, uśpione również w naszym dorosłym życiu, ich magia pielęgnuje wspomnienia dzieciństwa i przypomina o tym dziecku, które jest w każdym z nas. Pierwsza powieść amerykańskiej pisarki MarcyKate Connolly „Potworna”, wydana w 2015 roku, to baśniowa hybryda, dopieszczona pod względem postaci i barwnej, mrocznej fabuły.  Czytelnik towarzyszy niezwykłej bohaterce, poznając świat czarowników, smoków, przedziwnych zwierzęcych hybryd. „Potworną” porównałabym do mgły stworzonej z tajemnic. Początkowo jest tak gęsta, że wszystko wydaje się być skryte, zakamuflowane, wraz z rozwojem akcji mgła powoli znika, odsłaniając mroczne sekrety miasteczka Bryre. Powieść ukazała się w wydawnictwie „CzyTam”, specjalizującym się w powieściach fantastycznych dla dzieci, a przełożył ją Iwona Michałowska-Gabrych. 

Kymera zostaje stworzona przez swego Ojca. Jej ciało to połączenie człowieka, kota, ptaka, węża. Swojego dawnego życia nie pamięta, nie udało się uratować wspomnień, tak przynajmniej twierdzi jej stworzyciel. Misja Kymery jest niezwykle niebezpieczna. Dziewczyny z Bryre zapadają na dziwną chorobę i znikają w niewyjaśnionych okolicznościach. Za porwaniami stoi okrutny ale anonimowy czarnoksiężnik, który rzucił na miasteczko klątwę. Główna bohaterka ratuje dziewczyny, wykradając je w nocy ze strzeżonego więzienia. Podczas nocnych wypraw Kymera poznaje miasteczko, jest zafascynowana królewskim ogrodem. Gdy spotyka chłopca, Rena, pragnie go bliżej poznać. Łamie zakaz Ojca, który przestrzegał ją przed okrutnymi i krótkowzrocznymi ludźmi. Jej ciekawość, fragmenty powracających wspomnień zdają się być silniejsze niż ojcowskie słowa. Kymera poznaje smak tajemnicy, kłamstw, tęsknoty. Ren nie jest jej jedynym sekretem, nad rzeką poznaje smoka, stwora znanego z baśni, które dziewczyna uwielbia czytać, poznając świat ludzi. Świadomość inności, bycia hybrydą jest przyczyną jej samotności, rodzi w niej tęsknotę za przyjaźnią, bliskością, a jednocześnie walczy w niej przywiązanie do Ojca, wierność swojej ważnej misji. Dziewczyna nie jest jednak typem uległej córki, jej buntowniczy charakter, naturalna ciekawość stają się powodem odkrycia zatrważającej prawdy, walką o odzyskanie przeszłości i samej siebie…

„Potworna” ujmuje przede wszystkim postacią Kymery, wskrzeszonej ze smoczych łez, dziewczyny, uzbrojonej w skrzydła, pazury, żądło, łuski. Kobiece wcielenie Frankesteina  to połączenie zwierzęcych instynktów z ludzką emocjonalnością. Kymera potworną jest tylko z pozoru, w sobie ma wiele pokłady empatii i dobroci. Inność, z którą się mierzy, to droga pełna poszukiwań, składania własnych uczuć, akceptacji, samopoznania. Mroczna tajemnica zdaje się potęgować jej samotność, a komplikujące się relacje, trudne wybory, sekrety, magia, postać czarnoksiężnika rodzą wiele wątpliwości i skrajnych emocji. Baśniowy klimat powieści kreują fantastyczne stwory, magiczne przedmioty i piętrzące się zagadki. Przewidywalność powieści nie odbiera przyjemności zgłębiania hybrydowego świata, w którym żyją królowie, magowie, smoki, a wszystko ujęte klamrą baśniowości.

„Potworna” to powieść bez ograniczeń wiekowych, a dla miłośników baśni pozycja obowiązkowa. Jest w niej trochę mroku, refleksji dotyczących współczesnego świata przemyconych pod kostiumem fantastyki. Główna bohaterka jest niezwykłym rysem postaci hybrydowej, a jej perspektywa wspaniale wprowadza odbiorcę w nocne życie miasteczka otoczonego klątwą. 

Mam nadzieję, że wydawnictwo „CzyTam” pokusi się o wydanie kolejnej książki MarcyKate Connolly, bo autorka naprawdę czuje klimat baśni, a jednocześnie potrafi oddać stery w ręce swoich niezwykłych bohaterów. „Potworna” to jedna z takich książek, które pobudzają, karmią moją wyobraźnię, sprawiając, że serce przyśpiesza a emocje rozgrzewają się jak gorąca czekolada. 


 Dziękuję portalowi Sztukater za egzemplarz książki.

czwartek, 10 sierpnia 2017

Sposób na połykanie książek dla niewtajemniczonych

Głowią się dorośli jak zachęcić najmłodszych do sięgnięcia po książkę. Wyliczają korzyści jakie wiążą się z czytaniem, przytaczają słowa mądrych ludzi, podsuwają bestsellery zekranizowane, walczą o kolejnego młodego czytelnika. Najtrudniej zachęcić osobę, która nie lubi czytać, a książka kojarzy się z jej wyłącznie z klasówką, pracą domową, ogólnie z przymusem. Jak pokonać te bariery? Przecież chcemy pokazać, że jest to przyjemność, zabawa. Wydawnictwo Muchomor doskonale wie jak to robić, aby trafić do młodego człowieka. Wystarczy wydać książkę niebanalną, śmieszną, wykorzystującą prostą stylistykę i symbole, którymi posługują się najmłodsi.

 Promować czytelnictwo można z przymrużeniem oka. Lektura dość nietypowej książki Francoize Boucher  o wymownym tytule „Książka, dzięki której pokochasz książki. Nawet jeśli nie lubisz czytać” wymaga dystansu, poczucia humoru, gdyż czynność czytania autorka obrazuje w sposób daleki od patosu, szkolnych sloganów, nudy czy zbędnego moralizowania. Gdy zaczynasz zapoznawać się z 50 powodami, dla których warto czytać, stajesz w oko w oko z  irracjonalnymi, groteskowymi, wręcz absurdalnymi przykładami. I właśnie o to chodzi! Publikacja francuskiej dziennikarki ma wywołać uśmiech, bo humoru tej lekturze nie można odmówić. Okazuje się, że książka ma wiele nietypowych zalet – nie psuje się, nie hałasuje, nie tuczy, odżywia mózg, ma długi termin przydatności w przeciwieństwie do żywności, a czasami nawet pomaga w zaśnięciu (zależy jaką książkę wybierzemy, niektóre mogą być wyjątkiem od tej reguły i przyprawić nas o bezsenność). Świetnie pasuje do niej porównanie do królików, gdyż codziennie liczba książek przybywa w zastraszającym tempie. 



Publikacja jest zwariowana, przypomina trochę komiks, a trochę szkolne brudnopisy, pełne karykaturalnych, ironicznych rysunków uczniowskiej rzeczywistości. Kolorystyka barwnych zakreślaczy – niebieskiego i pomarańczowego, od razu przyciąga uwagę. Również wyraźna, duża czcionka spodoba się młodszym czytelnikom. Humorystyczne obrazki, schematy, zabawne skojarzenia oddają klimat dziecięcego spojrzenia na świat. 


Czytanie według autorki może wiązać się z wieloma szaleństwami. Podchodzi ona do tego sarkastycznie, z pełnym luzem, rozbawiając czytelnika swoimi nowatorskimi stwierdzeniami do łez. Książka ma wiele zastosowań, od ukrycia nagości po ekologiczne podróżowanie czy sprawienie, że czytelnik zacznie wyróżniać się z tłumu. Autorka prowadzi swobodny dialog z czytelnikiem, wciągając go w swój tok myślenia. Daje ona dużo swobody odbiorcy, nie krytykuje, nie ocenia, ale w przystępny sposób, przy użyciu młodzieżowego języka próbuje pokazać ile zabawy może wiązać się z czytaniem. Projekt Francoize Boucher to rewelacyjna promocja czytania – prosta, wizualna, trafiająca w gusta współczesnych odbiorców, którzy rzadko sięgają po książki. Francuska autorka stawia niczym na ringu książkę i różne przedmioty użytkowe. Jej zabawne i nieoczywiste argumenty nokautują, czytanie powinno wejść nam w krew, być czymś powszechnym jak śniadanie czy ulubiony serial. Publikacja Francoize Boucher niewątpliwie wyróżnia się podejściem do czytelnictwa i książek, jest stworzona z dużym wyczuciem współczesnych trendów, humorem rodem z kreskówek. Jest tu miejsce dla mądrych sformułowań dotyczących walorów obcowania z literaturą, jak i dla tych zupełnie zwariowanych, nieszablonowych, fantazyjnych, ujętych w formie telewizyjnej reklamy czy internetowych memów.    


„Książka, dzięki której pokochasz książki” to lektura obowiązkowa, która powinna znaleźć się w każdej bibliotece, szczególnie szkolnej. To również publikacja dla tych, którzy chcą wiedzieć jak promować czytanie aby dotrzeć do młodych czytelników, tych najbardziej opornych. Już sama okładka zapowiada smakowitą ucztę pełną dziecięcego humoru, gdyż książkę połyka się bardzo szybko. Czy zachęci nieczytających do przełamania swej niechęci? Szanse są duże, szczególnie gdy tytuł ten zostanie polecony szkolną, pocztą pantoflową. Rekomendacja kolegi czy koleżanki to najlepsza zachęta dla osób, którzy biblioteki i księgarnie omijają szerokim łukiem. 


 Dziękuję portalowi Sztukater za egzemplarz książki.

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

KĄCIK MAŁEGO MOLIKA (7/2017) - "Wielka księga robali" Yuval Zommer

Co w trawie piszczy, czyli leksykon o fruwających, biegających i żądlących robakach
 
Robal. Pod tym słowem najczęściej ukrywa się właściciel kilku odnóży, skrzydełek, czułek, wzbudzający swym wyglądem albo zachwyt albo lodowaty dreszcz. Jednak pieszczotliwe „robaki” w słowniku dziecięcym to żyjątka fascynujące, pozwalające na odkrywanie mikroświata natury. Bezkręgowce to dość liczna grupa zwierząt, niezwykle różnorodna, barwna i pasjonująca. Motyle, pszczoły, ślimaki, koniki polne czy dżdżownice to przecież nasi sąsiedzi, więc warto poznać ich świat bliżej. 
Książką, w której całkowicie królują robale jest „Wielka księga robali” Yuvala Zommera, który nie tylko stworzył wartościowy tekst, obfitujący w ciekawostki, ale i bajeczne rysunki, które sprawiają wrażenie, że robaczki dosłownie zaraz uciekną lub odlecą ze stron. Wydawnictwo Wilga wydało prawdziwe cudeńko o tematyce przyrodniczej, to gratka dla fanów książek obrazkowych jak i edukacyjnych. Zaskakują rozmiary książki, wielkie, przejrzyste ilustracje, przemyślany, merytoryczny tekst z dużą ilością informacji, a także dbałość o szczegóły. Robalowa wiedza jest poparta mnóstwem przykładów, co zachęca dzieci do obserwowania i podpatrywania małych owadów, gdyż ich życie jest pasjonujące, co wielokrotnie potwierdza autor książki. Dodatkowym atutem „robalowej” publikacji są zadania na spostrzegawczość i znajomość świata bezkręgowców. Jak najlepiej przygotować się do podpatrywania świata bezkręgowców? Autor przewidział dla najmłodszych odkrywców krótki i treściwy przewodnik jakie narzędzia i jaka wiedza niezbędna jest podczas obserwacji ulubionych robali.

Robaki, główni bohaterowie książki mają naprawdę wiele tajemnic, nic więc dziwnego, że młody obserwator przyrody czuje się czasami jak prawdziwy detektyw. Czy wiedzieliście, że biedronki były w kosmosie, a ćmy to prawdziwe owadzie kameleony? Będziecie zdziwieni zwyczajami straszyków, miłością robaków do naszych domostw, akrobacjami much, które mają w zwyczaju chodzić do góry nogami. Publikacja Yuvala Zommera zajmująco, szczegółowo przybliża życie społeczności mrówek, rozwój motyli, zwyczaje pszczół. Podczas takiej lekcji biologii czytelnicy również poznają tajemnice termitów, ważek czy krocionogów.


 Bardzo spodobały mi się rozdziały traktujące o szacunku człowieka do przyrody, bo nawet najmniejszemu żyjątku możemy pomóc, choćby zakładając bufet dla motyli czy hotel dla pszczół. Robale okazują się być bardzo pracowitymi stworzeniami, pożytecznymi i tak naprawdę bez nich nasze życie wyglądałoby zupełnie inaczej. Warto podkreślić i pamiętać o tym, że smakiem jabłka czy maliny możemy delektować się dzięki pracy pszczół i motyli. 



Godzinami mogłabym przeglądać ilustracje robali na tle lasu, łąki, podróżujących podziemnymi tunelami. Robaki w wykonaniu Yuvala Zommera są bardzo realistyczne, oddane z całą starannością i dziecięcą wrażliwością. Ilość robaków może przerażać, ale tak właśnie wygląda nasz świat gdy się schylimy. Po lekturze „Wielkiej księgi robali” zaczynam się zastanawiać skąd bierze się wstręt do robaków, bo przecież niektóre z nich są niezwykle sympatyczne, choćby moje ulubione biedronki. Może publikacja wydawnictwa Wilga pomoże w oswojeniu lęku przed owadami.


Autor angażuje młodego czytelnika w zabawę poszukiwania i śledzenia konkretnych bezkręgowców, zamieszczając w każdym rozdziale małą łamigłówkę. „Wielka księga robali” to edukacyjna i wizualna podróż ścieżkami wydeptanymi przez wiele, małych nóżek. Dla mnie jest to leksykon niezbędny podczas lekcji biologii, spaceru, wycieczki, nawet zabaw w ogrodzie. Chociaż książka jest dość słusznych rozmiarów, warto zabrać ją ze sobą, studiując  każdego robaczka jego wygląd, porównując z tym co mamy przed oczami. Po lekturze „Wielkiej księgi robali” będziemy bogatsi o robalową wiedzę, wrażliwsi na to, co kryje się w trawie.


 Dziękuję portalowi Sztukater za egzemplarz książki.