niedziela, 16 czerwca 2019

Po tropach baśni, czyli książka jako szkatułka z wyobraźnią


Gdy się w końcu przebudził, zarzucił sobie skrzynię na grzbiet i przytaszczył ją do swojej gawry. Dopiero tu uroczyście dokonał ponownego jej otwarcia. Znalazł w niej książki cienkie i grube, mocno nadgryzione zębem czasu i pachnące nowością, opowieści o zwierzętach, ludziach i egzotycznych krainach przepełnionych tajemnicami. Najwięcej zaś było bogato ilustrowanych historii.” (s. 15)


Wrażliwej wyobraźni i zabawy formą nie można odmówić najnowszej książce pisarza Przemysława Wechterowicza i utalentowanej ilustratorki Gabrieli Cichowskiej, która ukazała się nakładem wydawnictwa Kinderkulka. Baśń, jak sugeruje czytelnikom tytuł, okazuje się być wielopoziomową historią, z przeplatającymi się emocjami i motywami. Ogromna wartość „Baśni o zaczytanym Niedźwiedziu i o Króliku, który spadł z nieba” drzemie zarówno w poetyckim, metaforycznym obrazowaniu rzeczywistości, jak i wplataniu w główny wątek kolejnych książek dla dzieci, zszywaniu ich fabularnym spoiwem, tak aby czytelnik mając odpowiednie tropy, mógł wyruszyć w kolejne literackie światy. Opowieść o niedźwiedziu, który nauczył się czytać, to takie metaforyczne drzwi, za którymi kryją się wielowymiarowe i ponadczasowe narracje i obrazy. To literackie schody do kolejnych pięter książkowych historii.
 
Główny bohater, wielki i melancholijny niedźwiedź jest obdarzony niezwykłym  darem, potrafi czytać. Znaleziona książka „Tygrys o Złotym Sercu” rozbudza w niedźwiedziu ciekawość, kiełkuje w nim miłość do czytania. Nagle książka staje się drogocennym przedmiotem, niezwykłym, tajemniczym, ukochanym, dostarczającym wrażeń i intensywnych przeżyć. Niedźwiedź przegląda „Tygrysa o Złotym Sercu” z pietyzmem, z ogromnymi emocjami, chciałoby się rzec z wypiekami na policzkach. Pewnego dnia przyciąga go nietypowy zapach, pod ziemią znajduje skrzynię z książkami pełnymi ilustracji: 

„Kopał wytrwale cały dzień, całą noc, aż pod koniec dnia następnego w świetle zachodzącego słońca dokopał się do skrzyni. Gdy ją wyciągnął i otworzył, oniemiał i upadł pełen zachwytu. Skrzynia bowiem po brzegi wypełniona była... książkami dla dzieci" (s. 12).

Zaczytany Niedźwiedź pragnie podzielić się swoim skarbem, chce inne, leśne zwierzęta zachęcić do słuchania i czytania. Pragnie po prostu podzielić się historiami, może i porozmawiać o książkach. Niestety zwierzęta nie podzielają pasji niedźwiedzia, skupieni na codzienności, na samych sobie, nie potrafią otworzyć serca, są głusi na wrażliwość czytającego niedźwiedzia, który czuje się coraz bardziej samotny i wyobcowany. Gdy nasz baśniowy bohater traci już nadzieję, w lesie pojawia się Królik, który zaczyna towarzyszyć misiowi w lekturze. Małe i ufne zwierzątko przypomina bohatera z ulubionej i pierwszej książki, którą przeczytał niedźwiedź. To właśnie „Tygrys o Złotym Sercu” otwiera w życiu niedźwiedzia nowy rozdział. Wspólne czytanie jest jak ziarno, z którego kiełkuje wyjątkowa przyjaźń…

Zamieszczone motto Umberto Eco, które znają wszyscy pasjonaci literatury- "Kto czyta książki, żyje podwójnie", podkreśla szkatułkowość baśni Przemysława Wechterowicza. Chciałoby się powiedzieć, że zaczytany Niedźwiedź żyje nawet nie podwójnie, ale każda przeczytana książka, pozwala mu na nieskończone wcielanie się w bohaterów i przeżywanie ich przygód.
Kompozycja szkatułkowa, dość rzadko wybierana przez pisarzy – tym bardziej w literaturze dziecięcej (być może w obawie o chaos i utrudnienie odbioru), niewątpliwie wyróżnia „Baśń o zaczytanym Niedźwiedziu”. W jedną historię główną, centralną zostają wkomponowane poboczne, ale równie ważne opowieści „Baśń o sercu Pajacyka” oraz „Czerwona piłeczka”, a także cała mozaika pozostałych 17 tytułów (takich jak: „Miejsce na miotle” Julii Donaldson, „Przygody Sindbada Żeglarza” Bolesława Leśmiana czy „Gęś, śmierć  i tulipan” Wolfa Erlbrucha). Muszę przyznać, że wplecenie melancholijnej i smutnej opowieści o małej Ricie i Królestwie Porzucanych Zabawek, a w nią, losów czerwonej piłeczki, wprowadza w całą baśń wiele napięcia, oczekiwania, potęgującego zaciekawienie odbiorcy.  Historie, pomimo swojej różnorodności tematycznej, subtelnie łączą się, zazębiają, wprowadzając czytelnika w kolejne poziomy magicznego świata, w którym opowieść niczym klucz, otwiera następną opowieść i następną. Autor nie narzuca czytelnikowi jedynego słusznego sposobu czytania tej szkatułkowej baśni. Ma to być wyzwanie dla odbiorcy, ale i podróż z detektywistycznym pazurem, w którym mapą i kompasem są kolejne tytuły książek, czytane przez melancholijnego Niedźwiedzia. 

Sam motyw szkatułki pojawia się kilkakrotnie. Szkatułką jest sama książka, w której kryją się mechanizmy zdolne poruszyć wyobraźnię, ale i równie jest nią skrzynia pełna książek,  zakopana w ziemi, której wyjątkową woń wyczuwa niedźwiedź. Szkatułkowość widoczna jest również w treści, to właśnie z książki Czesława Janczarskiego „Tygrys o Złotym Sercu” (która opowiada o samotnym tygrysie, innym niż wszystkie dzikie koty, potulnym i łagodnym, poszukującym przyjaciela) wyłania się postać Króliczka, Który Wszystkiemu Wierzy. Opowieść zaczyna żyć własnym życiem, baśń ponownie ożywia bohatera.
 
„Baśń o zaczytanym Niedźwiedziu i o Króliku, który spadł z nieba” to przejmująca opowieść o wartości przyjaźni, która nadaje sens życiu. Z głównym bohaterem, samotnie celebrującym chwile z lekturą, utożsami się każdy pasjonat literatury, bez względu na wiek. Każdy z nas ma w sobie coś z Zaczytanego Niedźwiedzia, nieodpartą chęć opowiadania o przeczytanych książkach, dzielenia się emocjami podczas lektury. Na pewno pamiętacie, to uczucie nieziemskiej ekscytacji, kiedy po przeczytaniu dobrej książki chcecie komuś o niej opowiedzieć, przedyskutować treść, polecić i przepracować emocje jakie w nas zasiała. Samotność niedźwiedzia rodziła się nie tylko z jego wyjątkowości – inności, ale i braku dialogu, zrozumienia, współodczuwania. Czytanie jest przyjemne, ale najwięcej wartości i satysfakcji przynosi możliwość podzielnia się historią, która poruszyła nasze najczulsze struny emocji. Ta baśń mówi o niesamowitej mocy literatury, która wydobywa z czytającego, to co najpiękniejsze, pozwala mu marzyć, zmienia jego codzienność, wyzwala pokłady empatii, otwiera świat. Niedźwiedź dzięki przyjaźni i wspólnemu czytaniu z Królikiem, zobaczył coś więcej niż przestrzeń lasu, poczuł nietypowy i wyjątkowy zapach książki, zasmakował słów i emocji, jego natura uległa metamorfozie, zaczął więcej odczuwać, jego perspektywa doświadczania rzeczywistości również poszerzyła się, wzbogaciła. Jednak najpiękniejsze było uczucie więzi, porozumienie z przyjacielem, który nagle pojawił się w jego życiu. 

Przemysław Wechterowicz wprowadza czytelnika w bardzo poetycki świat, wielopoziomowy, w którym nie brakuje szczypty magii, niezwykłości, ironii, specyficznego humoru, ale i trochę melancholii, zadumy i smutku. Zwróćmy uwagę jak bardzo baśń jest sensualna, pojawiają się zapachy lasu i urzekająca woń książek, która dla niedźwiedzia pachnie piękniej niż miód. W „Baśni o sercu Pajacyka” poznajemy zapach samotności, którą pachnie Wilk. To sprawia, że czytelnik może wyobrazić sobie przestrzeń, detale, wręcz sensorycznie odczytać baśniowy świat lasu czy Królestwo Porzuconych Zabawek. Sensualność ma ogromne znaczenie w tworzeniu przestrzeni, a także w uwrażliwianiu małego czytelnika na szczegóły, detale. 

Wyjątkowy wymiar ma w książce „Baśń o sercu Pajacyka” napisana w trochę innej tonacji, poważniejszej. Jest to finezyjna i bardzo baśniowa opowieść o dziewczynce Ricie, która przenosi się do Królestwa Porzuconych Zabawek, gdzie zaprzyjaźnia się z jej królem – Pajacykiem. Kolejne wizyty w magicznym świecie upływają na zabawie, aż do momentu gdy król Pajacyk budzi się bez serca. Wraz z chorobą władcy kraina zupełnie się zmienia, staje się wyblakła i powoli ulega destrukcji. Rita obiecuje przyjacielowi, że odnajdzie jego serce, i wyrusza w niebezpieczną podróż do mrocznego lasu… Podróż małej bohaterki jest lekko oniryczna, a i nie brakuje momentów grozy. Autor stopniowo buduje napięcie, tworzy barwne i niezwykłe postacie, operując zarówno humorem jak i melancholią. Nie ukrywam, że jest to trudna i pełna nieoczywistych emocji opowieść, ale opowiedziana z wyczuciem, z subtelną metaforyką baśniowości. Warto zwrócić jak pisarz operuje kolorem, w jaki sposób pokazuje zmieniające się i niszczejące Królestwo. Wraz z chorobą Pajacyka baśniowa rzeczywistość ulega deformacji, rozkładowi, rozpadają się i zamazują struktury i barwy, podobnie emocje zmieniają swoje natężenie i głębię. Bezradność miesza się z nadzieją, upór ze strachem, ale najbardziej wymowna i mocna jest końcowa sekwencja „Baśni o Sercu Pajacyka”, która wzrusza, ale i przynosi poczucie spokoju, nadziei, pogodzenia się z czymś nieuchronnym, tak bardzo bliskim, każdemu człowiekowi. Samo Królestwo Porzuconych Zabawek jest dość tajemniczym miejscem, nie mają do niego wstępu dorośli, a Rita jest pierwszym dzieckiem, które odwiedza świat niepotrzebnych i zniszczonych rzeczy, które kiedyś były najcenniejszymi przedmiotami wręcz przyjaciółmi dzieci. Wraz z dorastaniem właścicieli, zabawki stawały się bezużyteczne, aż trafiały do Królestwa. Być może mała Rita również dorasta, co powoduje, że baśniowa kraina Pajacyka przestaje dla niej istnieć… Z drugiej strony w baśni pojawia się motyw nieuleczalnej choroby, która wpływa na wszystkich bohaterów, zmienia barwny, beztroski świat w mroczną i zniszczoną, bolesnymi emocjami krainę. Dziewczynka mierzy się z czymś trudnym, doświadczeniem utraty, świadomością przemijania i kruchością życia. Rozsypują się fragmenty świata, którego była częścią, ale przecież pozostaje pamięć uczuć, przezwyciężająca strach i samotność. 

„Baśń o zaczytanym Niedźwiedziu i o Króliku, który spadł z nieba” od strony wizualnej jest niewątpliwie dziełem sztuki. Ilustracje autorstwa Gabrieli Cichowskiej, wykonane różnorodnymi technikami, nadają głębszy i pełniejszy wymiar całej opowieści. Niezwykły realizm przedstawionych postaci komponuje się z drobiazgowymi i kunsztownymi, ołówkowymi szkicami w „Baśni o sercu Pajacyka”, choćby postać Rity, motywy roślinne, pióra i motyle, które wręcz ulatują z kart książki. Artystka wykorzystała również technikę monotypii i kolażu, obrazując zaczytanego Niedźwiedzia w wyjątkowy i niebanalny sposób (najbardziej ujęła mnie ilustracja niedźwiedzia w małych okularach, czytającego Królikowi). Wśród ilustracji wytropimy również okładki książek, czytanych przez Niedźwiedzia, co również wskazuje i akcentuje formę szkatułki. Otrzymujemy obraz w obrazie. Sztuka Gabrieli Cichowskiej nawiązuje do charakterystycznego stylu Józefa Wilkonia, twórcy wrażliwego na młodego odbiorcę, mistrza polskiej ilustracji, kształtującego gusta estetyczne wielu pokoleń.  




„Baśń o zaczytanym Niedźwiedziu i o Króliku, który spadł nieba” Przemysława Wechterowicza i Gabrieli Cichowskiej to książka wielopokoleniowa, dopracowana i mistrzowsko skonstruowana fabularnie i kompozycyjnie, a także edytorsko. Ujęła mnie oryginalna forma współgrająca z niebanalnymi i misternymi ilustracjami Gabrieli Cichowskiej, która wydobyła liryczną głębię tekstu oraz nadała kształt i konkretny wizerunek bohaterom. Jest to szkatułka opowieści, emocji, motywów, inspiracji literackich i baśniowych przestrzeni, nakreślonych sensualnie, z dziecięcą wrażliwością, za która tęskni się, zamykając książkę. Baśń Przemysława Wechterowicza to zaproszenie do świata literatury, do podążania różnymi, czytelniczymi drogami, kształtującymi gust młodego czytelnika. Każdy chciałby mieć taką książkę, do której chciałby wracać i dyskutować o niej, myślę, że „Baśń o zaczytanym Niedźwiedziu i o Króliku, który spadł nieba” (wyd. Kinderkulka) może pretendować do takiej opowieści, która wypełni wyobraźnię dzieci i dorosłych.  Moją wyobraźnią ta baśń zawładnęła, a jak będzie z Waszą? 

Cyt.: Przemysław Wechterowicz, Baśń o zaczytanym Niedźwiedziu i o Króliku, który spadł nieba, il. Gabriela Cichowska, wyd. Kinderkulka, Warszawa 2019.

środa, 12 czerwca 2019

Uczucie znikania. O tomiku „Obiecuję ci niewidzialność” Roberta Jóźwika


Robert Jóźwik to lublinianin, urodził się, studiował i obecnie pracuje w stolicy Lubelszczyzny. Jego dotychczasowe wiersze to odzwierciedlenie fascynacji przestrzenią miasta, jego strukturą i wpływem na współczesnego, samotnego człowieka. 


 W najnowszym tomiku „Obiecuję ci niewidzialność” (wyd. Mamiko) autor odchodzi od urbanistycznego mapowania, a więcej uwagi poświęca naturze. Gdyby poszukać wspólnego mianownika, spinającego wiersze we wspomnianym tomiku byłoby to znikanie, rozpadanie się, proces destrukcji i rozpadu, uwolnienia się z formy. Poetycka niewidzialność pozostawia jednak ślad uczuć i wspomnień, tak jak w utworze „to jak? Nie”:

„zniknięcia zostawiają wielką rozmaitość śladów
od ledwo widocznych przymgleń
do zmineralizowanych ziarnistości”                  
[to jak? Nie, s. 32]


 Podmiot liryczny próbuje uchwycić uczucie znikania, często posługując się ciszą, która może oznaczać nieobecność, ale i wsłuchiwanie się w siebie. Cisza wydobywa tajemnice, pozwala na wzmocnienie refleksji, wybrzmiewa w niej tylko słowo lub jaskrawy obraz:

„wędrujący głos stopniowo się rozprasza
duchy też potrzebują czasu żeby wygasnąć.”
[czasem słychać kroki, s. 12]

„brzmienie płynącej krwi
w ciszy gmachu pełnej zjaw i pętli
delikatnych śladów dawnych nieistotnych zdarzeń”
[zresztą nieważne napijmy się, s. 22]

„niech zostanie tak ja teraz

subtelne sygnały
mniej niż ton niż barwa głosu”
[wolałbym nie, s. 37].

Cisza płynie w głuchych telefonach, sprawia, że podmiot liryczny często wybiera szept, aby opowiedzieć  o tym, co mu bliskie. Słowa zostają zastąpione dotykiem, gestami, sensualnymi doświadczeniami, takimi jak łaskotanie ciemności pod stopami czy zapach dymu papierosowego (opisanego bardzo metaforycznie). W utworach odnajdziemy poczucie labiryntowości, wiją się klatki schodowe, uliczki, drogi, plączą się blokowiska, windą można zjechać do piwnicy pełnej wspomnień. Przeszłość, czas również ulega rozkładowi, rozdzieleniu na drobne cząstki. Rozpadaniu, poetyckiej dekonstrukcji towarzyszą owady, takie jak ćmy lub muchy: „coś sprawiło że sylwetka rozpadła się/ a twój obłok stworzyły ćmy” (rodowód, s. 9) i „muchy otaczają zasłonę/ kiedy wzniosą są wysoko/dzień nagle stanie się/ odwrotnością nocy” (myślenie magiczne, s. 7).


Niewielki tomik Roberta Jóźwika "Obiecuję ci niewidzialność" to obietnica minimalizmu słownego. W każdym z utworów pobrzmiewa tęsknota za bliskością, gestem, wszystko się rozpada, a raczej rozkłada - słowa, wspomnienia, uczucia, obecność. Jest niewidzialność, przelotność i cisza. A z drugiej strony trwa natura, przyroda, echa prasłowiańskiej fascynacji niebem i roślinami, ziemią. Mocno zarysowane jest to w utworze „początki”, w którym podmiot liryczny podaje „przepis” na wejście do innego świata, w którym zamieszkują „mieszkańcy sadzawek i polan”. Lektura tych wierszy przypomina spacer po leśnym mchu, który pozornie jest miękki i przyjemny, pod jego warstwą kryją się mikroświaty metafor. 

"a przecież znikania można się nauczyć
jest myśl która gasi ciało
do poziomu tła

obiecuję ci niewidzialność" 
[idąc w miejsca, s. 11)

Ciekawym wierszem jest „w powiększeniu”. Podmiot liryczny próbuje zdefiniować czas, bada go niczym obraz pod mikroskopem. Życie, indywidualny czas to zaledwie „kilka epizodów”, naznaczonych bliznami. Autor często wybiera miesiące na ulubioną jednostkę czasu. Miesiące zacierają się, są „gęste i nieprzejrzyste”, tworzą jednolitą strukturę, co tylko podkreśla ciągłość, monotonności, rutynowość czasu. 

Poezja Roberta Jóźwika stawia odbiorcę przed doświadczeniem przemijania, ludzkiego, cielesnego. To także spotkanie z drugą osobą, odczytywanie jej zamiarów i myśli poprzez gesty, mimikę, spojrzenie. Teksty składające się na tomik „Obiecuję ci niewidzialność” są bardzo podobne do siebie, łączy je wrażliwość i tytułowa obietnica, składana samemu czytelnikowi. Czym jest niewidzialność, według lubelskiego poety? Czy tylko rozpadem, znikaniem, śmiercią? Czy może jest to metafizyczna podróż, w której ciało wydaje się być przeszkodą, a słowo jest kluczem do poznania tajemnic wypowiadanych szeptem. Krótkie wiersze Jóźwika przenika, ujęte metaforycznie uczucie znikania, które jak mocna nić zszywa wszystkie utwory. 


Dziękuję portalowi Sztukater za egzemplarz książki. 

piątek, 31 maja 2019

Czym karmi się zemsta? – o książce „Odwyk” Adama Widerskiego


Mroczną przeszłość najczęściej próbuje się wymazać z pamięci, upchnąć w najgłębszy kąt jaźni przy pomocy czasu, terapii, pracy, nałogu, drugiego człowieka. Przepracowane wspomnienia próbujemy poukładać, posegregować jak rzeczy na strychu lub w piwnicy, odseparowując je od teraźniejszości. Im bardziej chcemy je ukryć, odciąć jak niewygodną nitkę, tym mocniej przybierają na sile, zamieniają się w demony i koszmary, przedzierające się przez gąszcze podświadomości. Przeszłość może wyblaknąć, zatracić ostrość emocji, przygasnąć, usypiając zmysły i samokontrole. Psychika człowieka jest jednak tak indywidualną maszynerią, że nie da się przewidzieć, kiedy koszmary będą karmić w człowieku jego najmroczniejszą stronę. I o tym, między innymi, jest debiutancka powieść Adama Widerskiego „Odwyk” (wyd. Initium). Historia, opowiedziana na ponad 600 stronach, porusza wiele problemów społecznych, nabrzmiewa od przykładów dewiacji ludzkich, staje się panoramą ludzi dotkniętych lub zniewolonych przez macki nałogu alkoholowego, narkotykowego, nimfomanii, sadyzmu, zemsty. Tytułowy odwyk to motyw przebijający się przez obszerną fabułę i przewrotną akcję. Liczne, epatujące sadyzmem i bestialstwem, morderstwa to ukartowana, z dbałością o szczegóły, taktyka stosowana przez mordercę, który zadając śmierć ludziom uzależnionym wyzwala ich od nałogu, ale i karze za ich dotychczasowe życie.

Akcja powieści rozgrywa się na kilku poziomach czasowych – mamy lata 70. i 80. XX wieku i 2010 rok. We współczesnej Łodzi dochodzi do zabójstwa pacjenta kliniki, leczącej uzależnienia, ale to tylko początek krwawej serii. Śledztwo obejmują partnerzy – Łukasz Majski i Piotr Krzyski, mocne charaktery zupełnie kontrastowe, ale uzupełniające się wzajemnie. Podczas próby pojmania podejrzanego dochodzi do wybuchu, w którym zostają ranni policjanci, w tym Majski. Komendant Walski przydziela komisarzowi Krzyskiemu nowego partnera, młodą i piękną policjantkę Kamilę. Morderca na ofiary wybiera ludzi uzależnionych, alkoholików, ale wszystkie zbrodnie są tajemniczo powiązane z przeszłością komisarza Krzyskiego, o której chciałby na zawsze zapomnieć. W rozwiązaniu sprawy pomaga mężczyźnie nie tylko zakochana w nim bez pamięci posterunkowa Kamila, ale i narzeczona Marta, atrakcyjna, inteligentna dziennikarka. Dlaczego zabójcy zależy tak bardzo na zemście i jak daleko jest gotowy się posunąć aby zrealizować swój plan?

Adam Widerski nie oszczędza czytelnikowi brutalnych opisów, pisze prosto, bezpośrednio, nie celebrując specjalnie opisów psychiki bohaterów. Retrospekcje, którymi przeplatana jest główna fabuła mają nakreślić i uzupełnić wizerunek charakterologiczny zbrodniarza i samego Krzyskiego. Dużo miejsca w powieści zajmuje specyfika pracy policji, poszczególne etapy rozpracowywania dowodów zbrodni i przesłuchiwanie podejrzanych. Autor „Odwyku” barwnie, rzeczowo i szczegółowo nakreśla środowisko policjantów jako ludzi solidarnych i nieustępliwych, często działających na granicy paragrafów. Bardzo interesującą i nieco groteskową postacią jest patolog Hektor, słynący z czarnego humoru i kontrowersyjnego zachowania podczas sekcji zwłok. 

Głównym bohaterem jest komisarz Krzyski, policjant z niebywałym nosem do szczegółów i intuicją, człowiek naznaczony przeszłością. Portret Krzyskiego jest najbardziej skomplikowany – zewnętrznie silny i odważny, pozbawiony skrupułów, ale wewnętrznie skrępowany przez doświadczenia z dzieciństwa. Gdyby jednak przyjrzeć się bliżej poszczególnym postaciom, każda z nich jest w pewien sposób poraniona, samotna, oddana nałogom (czy to pracy, używkom, drugiej osobie). 

„Odwyk” to kryminał miejski, autor dołożył starań aby Łódź została ukazana z topograficzną dokładnością. To cieszy. Są jednak pewne minusy, szczególnie widoczne w kreacjach bohaterek. Najbardziej uwierające podczas lektury było ukazanie przez autora relacji pomiędzy Piotrem a Kamilą, doświadczonym policjantem a nowicjuszką:

„Kamila obserwowała go z rosnącym uwielbieniem. Był dla niej niczym antyczny heros. Marzyła o takim mężczyźnie. Przystojny, inteligentny, silny, dowcipny, sprytny, a przy tym darzący najbliższych głębokim, prawdziwym uczuciem. Ideał kochanka, a może nawet męża” (s. 446).

Takich opisów jest więcej. Młoda policjantka szuka nieustannie okazji aby zdobyć uwagę swojego „antycznego herosa”, ale i innych kolegów. Postacie Kamili, ale i Marty są dość uprzedmiotowione, piękne i idealne, ale nic więcej. Ich cielesność, opisy wyglądu i zachowania zupełnie niweczą pozostałe atuty (są one wyjątkowo bystre, ich pomoc jest kluczowa podczas śledztwa). Mam nieodparte wrażenie, że ich obecność w powieści to tylko ozdobnik, jeden z elementów tworzących relacje damsko-męskie, a nie bohaterki z krwi i kości. 

„Odwyk” Adama Widerskiego jest dobrym debiutem, chociaż nie pozbawionym niedociągnięć i uproszczeń. Oprócz kryminału otrzymujemy również małą diagnozę naszego społeczeństwa, osób znajdujących się na marginesie, ale uzależnionym może być każdy niezależnie od statusu, zajmowanego stanowiska czy pochodzenia. Z zarysowanych sytuacji wyłania się ogromna samotność, walka z samym sobą, brak wsparcia. Powieść pokazuje tytaniczną pracę policji, ale i prokuratorskie układy. Zakończenie zaskakuje, ale i wydaje mi się być lekko naciągane, uproszczone, podobnie kolejne ruchy mordercy, niezbyt zaplanowane i przemyślane, w przeciwieństwie do wcześniejszych. Końcowe sceny to dopełnienie układanki poprzez typową "spowiedź" pewnego siebie mordercy, który zupełnie się demaskuje przed policjantem i ujawnia  przyczyny zemsty oraz poszczególne kroki. Autor pozostawia nas jednak z niedopowiedzeniami, otwierając sobie furtkę na kontynuację powieści. „Odwyk” to solidny, przemyślany kryminał, z rozbudowaną sylwetką głównego bohatera i zaskakującą intrygą. Pisarz z lekkością łączy wątki, wplatając atmosferę łódzkich ulic i architektury. Jednak ubolewam, że sylwetki kobiet, zostały potraktowane po macoszemu, spłycone, pozbawione fantazji i niezależności. Anna, Marta i Kamila to bohaterki ubrane w kostium stereotypów i nijakości. Są one tylko dodatkiem do silnego, bezwzględnego i brutalnego świata mężczyzn.

Cyt. Adam Widerski, Odwyk, wyd. Initium, Kraków 2019.

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu INITIUM

poniedziałek, 27 maja 2019

Amplituda uczuć


Człowiek często zachowuje się jak ćma, którą przyciąga światło. Szukamy akceptacji i miłości, jesteśmy przyciągani przez namiętności, i jak ćmy instynktownie, kierując się magnetyzmem emocjonalnym podążamy do czyjegoś światła, będącego iluzją bezpieczeństwa i stabilizacji. Kierując się mapą uczuć i mając serce za kompas, nieraz sparzymy się i stracimy skrzydła, które niosły nas przez codzienność. Ewa Cielesz, autorka trylogii „Córka cieni” oraz innych powieści, takich jak: „Słońce umiera i tańczy”; „Szepty stepowe”; „Niskie drzewa” otwiera przed czytelnikiem emocjonalny świat „Pochyłego nieba” (wyd. Axis Mundi), składającego się z 3 tomów. Pierwszy z nich – „Ćma” to opowieść młodej kobiety Anity, która traci wszystko i musi zbudować nowe życie, stworzyć swoją przyszłość. Jednak stabilizacja nie jest pisana głównej bohaterce, jej pozornie uporządkowana i prosta droga niebezpiecznie rozgałęzia się, uczucia i namiętności walczą w niej ze zdrowym rozsądkiem, kolejne dramatyczne doświadczenia, nieprzemyślane wybory sprawiają, że kobieta pragnie znaleźć kogoś, komu będzie mogła zaufać, będzie mogła stworzyć dom. 

Ewa Cielesz, która oprócz pisania powieści zajmuje się również reżyserowaniem i tworzeniem scenariuszy teatralnych, pokazuje dualność kobiecej natury – z jednej strony jej bohaterki to dumne buntowniczki, wykazujące się niezłomnością i uporem, budujące swoją siłę na upadkach i błędach, a z drugiej strony mają one w sobie naiwność dziecka, ogromną skalę emocjonalności i wrażliwości. Autorka „Pochyłego nieba” osadza swoją powieść w polskiej rzeczywistości PRL-u lat 70. i 80., w osobistą historię młodej kobiety wpleciona zostaje wielka Historia, przetykana szarością stanu wojennego, ekscesami środowiska „niebieskich ptaków” ale i bogactw partyjnych władz, stałych bywalców Peweksów.
Tytułową ćmą jest Anita, młoda dziewczyna, która wdaje się w wakacyjny, przelotny, młodzieńczy romans. Kiedy dowiaduje się, że jest w ciąży, postanawia sama wychować dziecko. Surowa matka dziewczyny wypędza ją z domu, od tej pory Anita będzie musiała liczyć tylko na siebie. Zdesperowana kobieta szuka pomocy u siostry matki, Rozalii, mieszkającej we Wrocławiu. Ciotka, która wykazuje się o wiele większą empatią niż matka, znajduje dla niej pracę i oferuje pokój. Próbuje też ułożyć życie siostrzenicy, chcąc zapewnić jej lepszą przyszłość. Młoda dziewczyna staje przed wieloma wyzwaniami – bycia matką, znalezienia odpowiedniej pracy, wyborem pomiędzy stworzeniem rodziny dla córki a własną wolnością. Anita jest przekorna, ma w nosie konwenanse i opinie innych osób. 
Okładka

Główna bohaterka przeżywa wiele rozczarowań, zawodzi się na najbliższych osobach, ale i odnajduje pokrewne dusze, ulega namiętnościom, chcąc od życia więcej i więcej. Poznajemy ją jako oddaną i troskliwą matkę, ufną w dobroć ludzi pomimo wielu upokorzeń i zawodów. Anita wie, że nie może liczyć ani na surową matkę, dla której bardziej liczy się opinia ludzi niż los córki, ani na starszą siostrę, która zrobi wszystko aby wykorzystać sytuację i dobrze się materialnie zabezpieczyć. Życie dziewczyny to również sekwencje polskiej historii: stan wojenny, konspiracja i walka Solidarności, codzienne zmaganie się z deficytem towarów, żywności, ciężka praca i wychowanie małej Sonii. Główna bohaterka nigdzie nie może osiąść na stałe, kolejne domy są tylko na chwilę, aż pojawią się kolejne problemy i trzeba znowu szukać nowego miejsca, azylu. Przewrotny los sprawia, że Anita staje się właścicielką zrujnowanego pałacu, w którym mieszka syn byłego właściciela. Kiedy poznaje Michała, niewidomego artystę plastyka, wydaje się, że szczęście jest na wyciągniecie ręki:


"Jak to jest, że ludzie, którzy nadają sens naszemu życiu, pojawiają się znikąd i najczęściej wtedy, gdy ich wcale nie szukamy? Niezauważalnie zamieszkują nasze serca, wnoszą swoją mądrość, radość, słuchają zwierzeń, pozwalają się kochać zdrową, rozsądną miłością" s. 267.

Ewa Cielesz tworzy bardzo klimatyczną opowieść, z melancholią w tle, z poetyckimi opisami, które długo kołaczą w myślach. „Pochyłe niebo. Ćma” to zarejestrowane z wrażliwością i prostotą portrety ludzi zagubionych, szukających własnej drogi szczęścia. Z chaosu gestów, słów, rozczarowań i niepewności zbudowana jest rzeczywistość bohaterów. Od każdego z nich Anita – tytułowa ćma, czerpie doświadczenie, grzęźnie w chwilowych uniesieniach i uczy się samej siebie. Miłość okazuje się reakcją łańcuchową, pociągającą za sobą wiele implikacji. Powieść Ewy Cielesz ma w sobie fabularne i emocjonalne napięcie, odwzorowuje przekorność ludzkiego losu, zarysowuje przeplatające się historie Polaków – ich codzienność, walkę o wolność i pogłębiające się podziały. Co czeka Anitę i jej kruche szczęście? Kolejna część „Pochyłego nieba” – „Pajęczyna” rozwieje wszelkie, czytelnicze wątpliwości…

robił rzeczy małe, z pozoru nieistotne i łatwo było przeoczyć, że zawierał w nich to, co najważniejsze w życiu: dobroć, lojalność, szacunek, przyjaźń. A ja wyglądałam wielkiej miłości, czekałam na nią i bałam się, że jej nie otrzymam. Tymczasem on podawał mi ją każdego dnia małymi porcjami.” (s.78)


Dziękuję portalowi Sztukater za egzemplarz książki.