sobota, 8 listopada 2014

Nocne czytanie

Zdecydowanie jestem sową - uwielbiam nocną aktywność, co niestety oznacza poranne cierpienia, m. Jak większość czytających mam swoje rytuały, zwyczaje, które umilają mi chwile spędzone z książką (tak naprawdę mogę czytać wszędzie, ale jesienne wieczory to specyficzny czas dla mola książkowego).

Miejsce: Kuchnia. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie kuchnia to miejsce baśniowe. Od dzieciństwa uwielbiałam odkrywać co jest w szufladach, bawiłam się młynkiem do kawy i grzałam się przy kaflowym piecu. Dla mnie kuchnia to świat tajemnic, zapachów, wspomnień...

Umilacze: herbata. W nocy zazwyczaj nie podjadam, ale nadrabiam herbatami. Stwierdzam u siebie uzależnienie od herbat i kubków - obok tych rzeczy nie przechodzę obojętnie w sklepie...

Ciepły koc również się przydaje. 

Muzyka: To zależy od książki - niektóre wymagają skupienia więc czytam w ciszy. Ewentualnie Polskie Radio, do którego powracam nieustannie (przeważnie Trójka :P). Chilli Zet również nie przeszkadza przy czytaniu, puszczają świetną muzykę, której nie usłyszymy w komercyjnych stacjach radiowych.
 

Dlaczego nocne czytanie: Trudno znaleźć czas na czytanie w ciągu dnia, gdy jest wiele rzeczy do zrobienia, praca, dom, rodzina. Pozostają nocne godziny, a długość czytania zależy od książki - wmawianie sobie "jeszcze tylko jeden rozdział" nie działa :).

Sen: zawsze przychodzi taki czas, gdy powieki opadają i atakuje nas sen. Nie ma co walczyć z naturą. 
Jednak zdarza się, że fabuła lektury zagnieździ się nam w głowie, co owocuje barwnymi snami (także uważajcie co czytacie ! :)


 Najwięcej czytało się w nocy w czasach dzieciństwa, ten dreszczyk emocji, cisza i radość z beztroskiego bujania w obłokach, podróżowania dzięki wyobraźni - było najmilszą frajdą. I tak mi chyba zostało- nocą wyobraźnia chętnie współpracuje :)

A rano Budzik...ech...
Zbigniew Zamachowski - Budzik 

*źródło ilustracji: pinterest

17 komentarzy:

  1. A ja zawsze na wakacjach czytam do północy, a kiedy książka mnie wciągnie, gaszę światło, żeby rodzice niczego nie podejrzewali i zapalam latarkę. Uwielbiam tak czytać, ale teraz wychodzą na jaw problemy ze wzrokiem...
    Żyje się raz więc, jakoś trzeba się zadowalać, nie? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety to prawda - oczy na tym cierpią, ale w okularach też się fajnie wygląda :)

      Usuń
  2. to ja mam odwrotnie, bo im później to jakakolwiek książka czy film wywołuja u mnie tylko większa senność, czytam raczej popołudniami, wieczorami, noca ni eumie - dlatego zazdroszczę trochę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś pewnie skowronkiem i lubisz wstawać rano. Każdy ma inną porą idealną na czytanie.. Tylko aby znaleźć czas :)

      Usuń
  3. Jak byłam młodsza czytałam pod kołdrą z latarką, żeby nikt nie krzyczał, że nie śpię hehe :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miłe wspomnienia, najgorzej jak baterie w latarce się wyczerpały... :)

      Usuń
  4. Ja niestety nie potrafię zarywać nocy dla książek, ale za to widzę dwa podobieństwa - równie mocno lubię czytanie w kuchni, jak i nałogowe picie herbaty - nie wyobrażam sobie czytania bez tego zbawiennego dla mnie napoju! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak herbata to podstawa - mam całą szafkę załadowaną różnymi herbatami (tak mój mały bzik) :)

      Usuń
  5. O, ja też jestem sową i też czytam nocami! :) Dodatkowo, cierpię na bezsenność, co tu akurat pomaga - nigdy mi się oczy nie kleją, nie śpię tak do trzeciej-czwartej nad ranem. Nocne czytanie jest niesamowite właśnie ze względu na tę nocną ciszę; nie lubię hałasu, muzyki, innych osób rozmawiających w tym samym pomieszczeniu, co czytam. W kuchni też czasem siadam i podjadam, zwłaszcza słodycze (nie wiem, czy już o tym wspomniałam, ale uwielbiam wszystko, co słodkie, nigdy mnie nie mdli ani nic, zero skutków ubocznych ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś mi się wydaje Kasjeusz, że jesteśmy bratnimi duszami (a raczej siostrzanymi) :P
      Co do słodkiego, uwielbiam piec, ale nocą się hamuje - chociaż w kuchni jest tak blisko do lodówki, na wyciągniecie ręki...

      Usuń
  6. Tez kiedyś zawsze czytałam w nocy. Teraz rzadziej, ale nadal z sentymentem wspominam tamte chwile. Cisza, spokój... Ta łatwość skupiania się i przede wszystkim to, że nikt nie przeszkadza ;) Przeważnie przy czytaniu nic nie podjada, a gdy się wezmę za lekturę to szkoda mi czasu na robienie herbaty czy kawy. Wtedy książka jest najważniejsza :)
    Teraz bardzo często czytam w autobusie. W innych okolicznościach mam bardzo mało czasu. A tak codziennie mam te pół godzinki. Jest ciasno, głośno, ludzie się pchają i głośno gadają to jednak książka sprawia, że to wszystko cichnie, a ja przestaję być częścią tego chaosu...

    ksiazkowy-swiat-niki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To naprawdę piękne, że potrafisz aż tak wejść do świata książki - to wspaniała cecha. Też lubię czytać w autobusie, chyba, że pojawią się zawroty głowy (ale mogę wtedy słuchać audiobooka :P Jesteś naprawdę pochłonięta lekturą skoro nawet herbata Cię nie kusi na zrobienie sobie przerwy. Podziwiam ! Ja chyba nie potrafię się aż tak skupić :)

      Usuń
    2. Zawsze wszyscy się dziwili, gdy mówiłam, że czytając nie widzę liter tylko obrazy i sceny :)
      Dlatego przeważnie nie zwracam uwagi na literówki ;) Jeśli książka jest dobra to wszystko inne znika :)

      Usuń
    3. To się nazywa być pochłoniętym przez świat książek 😊

      Usuń
  7. Ja niestety ostatnio rzadko czytam po nocach - praca skutecznie utrudnia nocną aktywność ;P Dobrze chociaż, że w robocie mam na tyle luźno, że mogę sobie co nieco poczytać :>
    Ale nie ukrywam, że gdy mam sporo wolnego to czytanie nocą znów staje się moją mocną stroną ;))

    A co do kubków i herbaty - też uwielbiam! :>

    OdpowiedzUsuń
  8. Uzależnienie od kubków i herbaty - też tak mam:) Ja raczej należę do skowronków niż do sów, więc rzadko czytam do późna w nocy. Ale przed snem staram się choć na chwilę otworzyć książkę. Bywają takie, których odłożyć się nie da, choć następnego dnia trzeba wstać o 6...

    OdpowiedzUsuń