poniedziałek, 3 marca 2014

Szczęście x 100



   Powieść, o której wam opowiem jest trochę na inny czas, świąteczny i zimowy. Tym razem jednak oprawę bożonarodzeniową  pominę aby skupić się na rysach bohaterów książki „Szczęście w cichą nocAnny Ficner – Ogonowskiej.
Wcześniejszych części „szczęśliwej trylogii” nie czytałam, ale zainteresował mnie artykuł w „Książkach”, w którym recenzentka ostro wytyka autorce słodzenie czytelnikom i  tworzenie małorealistycznych, wręcz lukrowanych, wyidealizowanych postaci. Z takim krytycznym podejściem zabrałam się za czytanie krótkiej powieści, będącej kontynuacją czy dodatkiem (świątecznym) d o całego cyklu. Owszem raziła mnie ilość słodyczy i szczęścia na każdej stronie, irytował bezjajeczny mąż Hanusi (tak do niej wszyscy mówią), którego rola najczęściej sprowadzała się do milczącego obserwatora lub „przytakiwacza”.  Postać siostry  - Dominki, miała chyba za zadaniem zrównoważyć  ową słodycz nutką chilli ale wręcz tylko podkreśliło sztuczność tego świata.
Dużym plusem są ciekawe opowieści o tradycjach wigilijnych (przepisy!) i cały ten rodzinny klimat, otoczka świąt. Bohaterka pomimo oceanów szczęścia ciągle powraca do tragicznego wydarzenia z przeszłości, w którym straciła najbliższe osoby – zbliżające się święta są dobra okazją do wybaczenia innym i pogodzenia się z samym sobą. Oczywiście Hania wspaniałomyślnie wybacza rodzicom chłopaka, który był sprawcą wypadku. Kobieta doznaje osobistego oczyszczenia, wszystkie demony przeszłości zamieniają się we wspomnienie. Autorka uporała się z problemami bohaterki bardzo szybko, jak za dotknięciem magicznej różdżki.  Szkoda, że w życiu nie jest tak kolorowo, ludzka psychika jest bardzo skomplikowana a takie dramaty czy tragedie z przeszłości tak naprawdę nigdy nie znikają i ciężko o nich zapomnieć i normalnie z nimi żyć. Z innych recenzji wiem, że bohaterka zmaga się z tym problemem, ale czytając „Szczęście w cichą noc” odniosłam wrażenie, że wiele rzeczy zostało zbyt łatwo zamkniętych, aby skupić się na opisywaniu szczęścia. Przecież dramat bohaterki popsułby cały klimat świąteczny, więc autorka zamyka niepokój bohaterki w scenie wybaczenia.
Muszę przyznać, że dałam się ponieść świątecznej atmosferze, ale zarówno Hanka, Mikołaj i Dominika oraz całe zaplecze serdecznych postaci można przyrównać do białego śniegu, po którym tak naprawdę nic nie zostaje. Cieszy oczy ale tylko przez chwilę, nie pozostawiając głębszych refleksji.
Książka dobra na święta, a tak poza tym trochę żeruje na emocjach i wrażliwości czytelnika, pobudzając do wzruszenia. Tak wzruszyłam się aby na drugi dzień zrozumieć, że to był tylko zręczny chwyt autorki, nie mający nic wspólnego z prawdziwym katharsis…


Książka przeczytana w ramach wyzwania „Grunt to okładka”  
 

7 komentarzy:

  1. Podoba mnie się sposób w jaki piszesz. Jest prosty i przejrzysty. Co do książki to raczej nie moje klimaty :/ Ale mam nadzieję, że znajdę u Ciebie interesujący mnie egzemplarz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytam różne gatunki, więc na pewno trafisz na dobrą książkę. A jakie najbardziej lubisz czytać książki ?
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Nie znoszę przesłodzonych fabuł, ale w czasie świąt mięknę, wtedy mało co mnie irytuje, dlatego być może skuszę się na tę książkę za jakieś 10 miesięcy, oczywiście o ile będzie w bibliotece, bo na takie maleństwo nie będę wydawać ciężko zarobionego grosza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja - najlepiej zaplanować jej przeczytanie na okres świąteczny, może będzie zupełnie inaczej odebrana, zwrócimy uwagę na coś innego..

      Usuń
  3. Z pewnością przeczytam :)
    Pozdrawiam :>

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj!
    Chciałabym serdecznie zaprosić do udziału w moim autorskim czytelniczym wyzwaniu pt. KLUCZNIK.
    W skrócie - polega ono na czytaniu książek posiadających zaproponowane comiesięczne kluczniki, czyli hasła-klucze.
    Szczegóły tutaj: http://recenzjeami.blogspot.com/2014/03/wyzwanie-czytelnicze-klucznik.html
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeczytałam całą pierwszą część "szczęśliwej trylogii" oraz połowę drugiej i podchodzę mniej krytycznie do pisarstwa pani Ficner – Ogonowskiej. Nie odniosłam wrażenia, że autorka uporała się z problemami Hanki bardzo szybko, bo mam za sobą w sumie ponad 800 stron, a bohaterka nadal jest w rozsypce. Postaci są rzeczywiście wyidealizowane, ale jak na razie jest to dla mnie poziom do przyjęcia, zobaczymy tylko jak będzie w kolejnych częściach :) Ogólnie rozumiem zarzuty kierowane wobec tego typu książek, ale z drugiej strony sięgamy (a w zasadzie ja sięgam) po takie tytuły dla rozrywki, żeby się zrelaksować i na chwilę uciec od codzienności i w takiej roli sprawdzają się wg mnie świetnie.

    OdpowiedzUsuń