Różnice kulturowe w związku stają się zalążkiem problemów, których początkowo się nie dostrzega. Nawet miłość nie jest w stanie całkowicie zespolić innych tradycji, kultur czy religii. Jak pokazuje powieść Justyny Filosek "Zaćmienie księżyca" piękny, orientalny sen może zamienić się w koszmar jeżeli ślepo zaufamy nieznajomej osobie.

Kilka słów o stylu powieści. Początek powieści jest dość kiczowaty, sztuczny, autorka opisując swoich bohaterów, ich uczucia używa poezji, liryki - niestety tekst przeradza się w parodię. Zarówno Judyta jak i Ibrahim wypowiadają słowa rodem z średniowiecznych romansów. Opowieść staje się nieszczera, pozbawiona dojrzałości. Czasami miałam wrażenie, że czytam pamiętnik zakochanej nastolatki... Słowa są ogromną potęgą, a liryczność trzeba odpowiednio dozować albo nauczyć się nią posługiwać. Dużym plusem tej książki jest nakreślona historia, której tłem jest walka dwóch, obcych kultur. Poruszona zostaje tematyka kobiecości, która w tradycjach Bliskiego Wschodu jest pomijana i lekceważona. Postać Judyty, polskiej studentki to przestroga przed nieznanym, obcym światem, który kusi ale nie gwarantuje bezpieczeństwa i wolności.
Mnie osobiście zaskoczyło zakończenie, potwierdzające, że historia kopciuszka ma dwa "końce". Ogromne wrażenie estetyczne zrobiła na mnie okładka - bardzo sugestywnie wiążąca się z powieścią. Być może jest to portret tureckiej dziewczyny, postaci będącej kluczem do całej historii.
Podsumowując - Pani Justyna Filosek stworzyła zalążek powieści, która nie rozwinęła w pełni skrzydeł. Zabrakło prawdziwości, swobody w opisywaniu uczuć. Poetyckość to trudne narzędzie, które wymaga doświadczenia i dystansu. "Zaćmienie księżyca" to ciekawa historia ale ubrana w patetyczne, przebarwione słowa, wywołujące czytelniczy sarkazm.
Może jak będzie okazja przeczytam :)
OdpowiedzUsuń