czwartek, 23 sierpnia 2018

Pod skrzydłami simurga

„Są ponoć takie ptaki, których skrzydła rozpościerają się na szerokość sześciu metrów z każdej strony, jak dwa łuki tęczy. Ptaki o ogonach długich, falujących na wietrze i tak bajecznie barwnych, że mogą być porównane jedynie do rajskich ptaków” (s. 233)

Simurg to święty ptak, anioł stróż z perskich baśni, dobroć obleczona w szmaragdowe pióra. Swoimi barwnymi skrzydłami zdaje się otaczać od dzieciństwa główną bohaterkę najnowszej powieści Gabrieli Anny Kańtor„Tańcząc na czubkach palców”. W drugiej książce pisarki odnajdziemy ponownie nawiązania do śląskich korzeni, rysy silnych kobiet, psychologiczne portrety bohaterów. Na uwagę zasługuje również piękny, bardzo plastyczny język oraz zmieniające się warstwy narracyjne, od pierwszoosobowej po narrację trzecioosobową narratora wszechwiedzącego. Debiutancka powieść „Koronki z płatków śniegu” przesycona była historią rodzinną, genealogią  rodów, przeplatających się i powiązanych ze sobą obrazów przeszłości i współczesności. „Tańcząc na czubkach palców” wydaje się być silnym głosem sprzeciwu wobec patriarchalnego monolitu, który nieraz siłą formował schemat kobiecości. Autorka kreśląc losy głównej bohaterki wypunktowała jak destrukcyjny i głęboko osadzony w naszej kulturze jest model władczego, dominującego ojca i męża, dla którego kobieta nie jest partnerem lecz osobą słabszą, pozbawioną prawa decydowania o rodzinnym życiu. W postaci Pauliny odbija się nieustanne poszukiwanie wolności, niezależności, szczęścia. Podążanie za własnym simurgiem, oznacza walkę o kobiecość, krucjatę przeciwko męskiej dominacji, życie w zgodzie z samym sobą, na przekór innym. Jak powie główna bohaterka powieści „Tańcząc na czubkach placów”:

wszystkie kobiety od początku świata, wspierając się wzajemnie, szukamy Simurga; naszym życiem – każdą nadzieją, porażką, miłością czy bólem – chcemy być jak ten ptak czarowny, frunąć z wiatrem przed siebie, czuć wolność i dotrzeć do owego miejsca na ziemi, gdzie można wziąć głęboki oddech i wreszcie być sobą. Gdzie tańczy się lekko, na samych czubkach palców.”  (s. 232)

Paulina od dzieciństwa nie miała dobrych stosunków z ojcem, który przede wszystkim wymagał szacunku i uległości. Największą wadą córki, według ojca, była jej płeć. Wielokrotnie doświadczała jego irracjonalnych wybuchów złości, poniżania i przemocy. Pogodziła się z brakiem reakcji ze strony matki, potulnej i całkowicie oddanej mężowi. Zanim stała się świadomą siebie kobietą, była Dzieckiem, zagubioną istotą, nierozumiejącą źródeł nienawiści ojca, a ufającą ślepo matce. Kolejne linie życia, upływający czas nie zatarł bolesnych wspomnień. Paulina dorosła, stała się kobietą, matką i żoną, traciła i zyskiwała przyjaciółki, poświęcała się dla rodziny i uczyła się wybaczania. Jednak życie przygotowało jej jeszcze jedną niespodziankę pod postacią kobiety, która mogłaby być jej sobowtórem. Kim jest Róża, która do złudzenia przypomina Paulinę? 

Powieść Gabrieli Kańtor to gorzkie ale i prawdziwe refleksje dotyczące kobiecej rzeczywistości, zmagania się z samotnością, zdradą, porzuceniem, zniechęceniem, słabościami. To również poszukiwanie swojej drogi, przepracowanie traumatycznych przeżyć z dzieciństwa, poskładanie swojej historii na nowo. W głównej bohaterce bardzo mocno zakorzeniony zostaje bunt przeciwko ojcu, poczucie niesprawiedliwości, który zmienia swój kierunek, wręcz ulatnia się wraz ze starzeniem się rodziców. Kołowrotek życia to dla Pauliny dom, rodzina, dzieci, mąż oraz jego firma. Wraz z dorastaniem dzieci kobieta po raz kolejny styka się z samotnością, brakiem zrozumienia. Budzi się w niej uśpione marzenie napisania książki, zostania pisarką. Opowiedziana historia Pauliny nie jest jednak całkowicie pozbawiona nadziei, wielką siłę ma kobieca więź, lecząca, podnosząca na duchu, dająca wiarę, że przyszłość może być lepsza. 

„Tańcząc na czubkach palców” to galeria kobiet, w których odnajdziemy rysy naszych babć, matek, córek i nas samych. Autorka zdecydowała się włączyć do swojej powieści wiersze Ewy Parmy, które idealnie wkomponowują się w losy Pauliny, w kobiecą narrację o codzienności, mozolnym szukaniu własnej nici babiego lata i opiekuńczych skrzydeł simurga. Dzięki lirycznym obrazom powieść nabiera lekkości, poetyckości, słowa unoszą nas na czubki palców. Dobór wierszy Ewy Parmy jest wyjątkowy, spójny, ale i dający przestrzeń do refleksji, przemyślanej lektury, odniesienia poetyckich metafor do życia i emocji głównej bohaterki. Poezja Parmy jest bardzo eteryczna ale i kobieca, warto poznać tomiki poetki w całości.

Najnowsza powieść Gabrieli Anny Kańtor pokazuje dwa, znaczące i bardzo sugestywne obrazy, które zapadają czytelnikowi w pamięci – skrzywdzone dziecko pozbawione miłości ojca oraz dojrzałą kobietę, dla której życie przygotowało wiele zmian. W głównej bohaterce nieustannie drzemią obrazy z dzieciństwa, strach przed ojcem, jego brak empatii i miłości, poczucie bycia niechcianą, zdaną tylko na siebie. Ojciec nieustannie miesza w życiu Pauliny, która mimowolnie odkrywa jego tajemnice i kłamstwa.  Pomimo traumatycznych wspomnień Paulina to postać bardzo wrażliwa, empatyczna. Nie brakuje jej ironii, kiedy zaczyna przytłaczać ją codzienność czy domowa rutyna. Pojawiający się simurg, jego cień, powiew skrzydeł to metafora nadziei, mocy, kobiecej jedności i wiary, że przyjaźń może leczyć najgłębsze rany, nawet te wyżłobione w psychice. 
*Cytaty: Gabriela Anna Kańtor, Tańcząc na czubkach palców, wyd. MG, 2018.

                                         Dziękuję portalowi Sztukater za egzemplarz książki.

sobota, 11 sierpnia 2018

KĄCIK MAŁEGO MOLIKA (6/2018) - "Królik Franek i historia nieśmiałego misia"; "Królik Franek i prawda o zaginionym telefonie" Marta Krzemińska, il. Ewelina Jaślan-Klisik

Przedszkolaki doświadczają różnych emocji, często stykają się pierwszy raz z nietypowymi sytuacjami, czując wtedy niepewność i zagubienie. Każda z książeczek o codziennych przygodach Królika Franka autorstwa Marty Krzemińskiej może stać się dla malucha równie ważna jak ukochana przytulanka czy kocyk. „Królik Franek” (wyd. Wilga) sprawdza się podczas czytania na dobranoc, kiedy oprócz lektury możemy wraz z dzieckiem porozmawiać o książce, nawiązując do własnych przeżyć z całego dnia. Franek, który ma cechy typowego dziecka w wieku przedszkolnym jest postacią sympatyczną i przyjazną, popełnia błędy, ale stara się je naprawić, co wcale nie jest łatwe. W najnowszych przygodach będzie musiał zmierzyć się z kłamstwem i nieśmiałością.
„Królik Franek i historia nieśmiałego misia” pokazuje, że są różne osobowości, niektórzy są zamknięci, nieśmiali, małomówni, a inni bardzo szybko nawiązują kontakty. Królik Franek, który nie ma problemu z nowymi znajomościami. Kiedy poznaje misia Mikusia, wydaje mu się naturalne, że szybko się zaprzyjaźnią. Okazuje się jednak, że nowy kolega jest bardzo wstydliwy i nieśmiały, potrzebuje czasu aby poznać bliżej Franka. Dla króliczka jest to nietypowe zachowanie, które odbiera jako brak akceptacji ze strony misia. Czy Mikuś pokona swoją nieśmiałość i zaprzyjaźni się z Frankiem?
O kłamstwie, które ma krótkie nogi opowiada książeczka „Królik Franek i prawda o zaginionym telefonie”. Nasz sympatyczny bohater postanawia pożyczyć telefon siostry, nie pytając ją o zgodę. Bojąc się konsekwencji i reakcji rodziców oraz dziadka, postanawia skłamać. Kłamstwo zdaje się być tylko pozornym wyjściem z opresji, tak naprawdę rodzi poczucie winy. Franek sam doświadcza jak niemiłe uczucie towarzyszy ukrywaniu prawdy. W takich sytuacjach okaże się być bardzo pomocna mama, która zawsze stara się wyjaśnić Frankowi jego błędy i dodać otuchy w trudnych sytuacjach.
Kolejne części serii o Króliku Franku idealnie wpisują się w dziecięce problemy, wątpliwości, ucząc najmłodszych czytelników uniwersalnych wartości opartych na wzajemnym zaufaniu i rozmowach o codziennych trudnościach i radościach. W świat emocji i empatii wprowadzają Franka rodzice, wychowawczyni z przedszkola, dziadek czy starsza siostra. Świat Królika Franka jest dzieciom bardzo dobrze znany, wręcz czują się jakby byli jego częścią. I właśnie to zapewne chciała osiągnąć autorka, tworząc rzeczywistość i postacie bliskie dziecku, stykające się z podobnymi sytuacjami, przeżywające identyczne wątpliwości i obawy. Warto podkreślić, że każda z książeczek o Franku zawiera na końcu zestaw pytań, refleksji, które mogą pomóc w zrozumieniu historii i konkretnych uczuć, towarzyszącym postaciom. Seria o Króliku Franku sprawdzi się podczas przedszkolnych zajęć terapeutycznych czy bajkoterapii. 

Królik Franek to jedyny w swoim rodzaju bohater, ujmujący, sympatyczny, przemawiający do wyobraźni dziecka. Dzięki pięknym, łagodnym i kolorowym ilustracjom Eweliny Jaślan-Klisik przygody Franka zapadają w pamięci i sprawiają, że maluch chętnie do nich powraca. Ilustratorka zadbała aby mimika postaci była wyrazista i czytelna dla dziecka. Królik Franek, podobnie jak żółw Franklin czy Tupcio Chrupcio, ma szansę podbić serca maluchów oraz rodziców. Piękne opowieści, sytuacje zaczerpnięte z codzienności przedszkolaka oraz ciepłe ilustracje to gwarancja wartościowej i mądrej wspólnej lektury. 


Za egzemplarze książki dziękuję wydawnictwu WILGA 

wtorek, 24 lipca 2018

Drugie życie

Wspomnienia budują tożsamość człowieka, wypełniają doświadczeniami, zapisując w podświadomości linie uczuć, wzlotów i upadków, twarze bliskich ludzi i kontury przedmiotów, miejsc. Pamięć to brzemię, ale i najcenniejsza zdolność jaką posiada nasz mózg. Nie dziwi mnie więc, że zastanawiamy się kim bylibyśmy bez wspomnień, bez pamiętanej przeszłości, gdyby potraktować nasz umysł jak dysk i wykasować, wyczyścić, wyrzucić wszystko z szuflad pamięci. Motyw amnezji często pojawia się w literaturze jako forma poszukiwania odpowiedzi na funkcjonowanie człowieka bez pamięci. W debiutanckiej książce Anety Grabowskiej „Tu i teraz” amnezja zdaje się być dla głównej bohaterki nową perspektywą, szansą od losu, drugim życiem. Nie da się jednak uciec od przeszłości, ludzi, z którymi było się związanym, nie da się całkowicie wymazać świata, którego było się kiedyś częścią. Aby stawić czoło wspomnieniom, samemu sobie, trzeba najpierw poznać siebie na nowo. Tych wszystkich trudnych, silnych emocji doświadcza Majka, znajdując nowy dom, serdeczność, spokój i przestrzeń sprzyjającą do ułożenia własnego życia jeszcze raz. Bieszczady okazują się być najlepszym miejscem aby poskładać porozbijane myśli i wypełnić poczucie pustki. 

Bohaterka „Tu i teraz” traci pamięć, nie pamięta kim jest, nie potrafi przypomnieć sobie nawet własnego imienia. Pomocy udziela jej Łukasz, który bardzo podejrzliwie i sceptycznie podchodzi do amnezji spotkanej kobiety. Zamiast jednak udać się na policję, za namową swojej babci Anieli, proponuje nieznajomej tymczasowe schronienie. Dom Łukasza i jego babci stanie się dla kobiety przystanią życiową, pomimo nurtujących ja pytań o przeszłość, postanowi żyć tylko „tu i teraz”, jakby dawne życie nie miało znaczenia. Przybierając nowe imię – Majka, powierzy swoją przyszłość dwójce nieznanych ludzi, którzy od tej pory staną się jej najbliższą rodziną. Jednak podświadoma pokusa i chęć poznania przeszłości zburzą tymczasowe szczęście, które okaże się tak ulotne jak delikatny dmuchawiec na letnim wietrze. 

„Tu i teraz” Anety Grabowskiej to niezobowiązująca lektura, lekka, przyjemna, optymistyczna. Historia rozwija się z dwóch perspektyw – Majki i Łukasza, dzięki czemu czytelnik poznaje uczucia i emocje obojga bohaterów. Pełną ciepła i serdeczności jest postać babci Anieli, której postawa i zachowanie wzrusza i budzi ogromną sympatię od pierwszej chwili, słów i gestów jakimi obdarza ludzi staruszka. Akcja powieści toczy się w Bieszczadach, szkoda, że autorka nie poświęciła więcej miejsca na opisy przestrzeni, tak bardzo urokliwej i magicznej, wpływającej na człowieka. Chciałoby się wręcz poczuć to, czego doświadczyła w Bieszczadach główna bohaterka – wewnętrznego spokoju, poczucia bezpieczeństwa, jedności z naturą, przyrodą, harmonii i wolności. Historia rozwijającego się uczucia, burzliwego, momentami kapryśnego i młodzieńczego jest łatwa do przewidzenia. Czytelnik odnajdzie w tej prostej i schematycznej opowieści wiele ciepła, humoru, potwierdzenia, że są wartości, które warto pielęgnować. 

Postać Majki i jej rys charakterologiczny jest trochę  zagmatwany, niekonsekwentny – amnezja powoduje zmianę jej osobowości, charakteru, przetasowuje hierarchię wartości. Miałam wrażenie, że Majka i jej wersja z przeszłości to dwie, zupełnie inne bohaterki – mocno skontrastowane – jak biel i czerń. Ogromna metamorfoza Majki, która dokonuje się za sprawą amnezji, nie zupełnie do mnie przemawia. Może gdyby pokusić się o analizę i głębsze ukazanie przeszłości głównej bohaterki, jej stanów emocjonalnych, to zrozumiała byłaby aż tak drastyczna zmiana w jej charakterze.  

Bieszczadzka opowieść o ludziach, których doświadczyło życie to przyjemna podróż w świat marzeń, bezinteresownej dobroci i ludzkiej życzliwości.Trochę wyidealizowana, pozbawiona chropowatości szarej codzienności, otula czytelnika jak ciepły koc w deszczowy, jesienny dzień.

Przełomowym momentem, punktem kulminacyjnym powieści „Tu i teraz” jest oczywiście zmierzenie się bohaterki z przeszłością. I tu niestety zgrzyta łatwość z jaką autorka rozwiązuje problemy głównej bohaterki, zbyt spłaszczając rysy pozostałych postaci, z którymi Majka była związana w dawnym życiu. Opowieść o przeszłości Majki przypomina niemal sprint, zostaje ona szybko spuentowana w postaci listu, zamykającego dawne życie i uwolnienie się ze świata, który kiedyś stał się dla kobiety więzieniem. Pomimo tych drobnych uwag autorce udaje się zaskoczyć czytelnika, wzburzyć emocje i wywołać uśmiech. 


Muszę przyznać, że Aneta Grabowska, która przede wszystkim sama recenzuje książki na swoim blogu zaczytana.com.pl i realizuje się w zawodzie nauczyciela, stworzyła powieść prostolinijną, niezbyt skomplikowaną, ale wzruszającą w swej bezpretensjonalności, dającą wytchnienie. Dzięki czemu w tym beztroskim zakątku „Tu i teraz” czujemy się jak u siebie, jak u babci Anieli, której ciepło i naturalność przebijają przez strony powieści. Zawsze jest szansa aby ułożyć sobie życie, ale przeszłość pozostaje z nami na dobre i złe, nawet gdy spalimy za sobą wszystkie mosty. Zachwyt nad chwilą i teraźniejszością okazuje się najlepszą receptą na bolesne, traumatyczne wspomnienia. 


 Dziękuję portalowi Sztukater za egzemplarz książki.

niedziela, 22 lipca 2018

Fabryka ludzkich istnień

Systemy totalitarne XX wieku poddały człowieka licznym eksperymentom, których celem było stworzenie nadczłowieka, spreparowanie klonów posłusznych ideologicznie i genetycznie idealnych. Szaleństwo nazizmu niczym rozprzestrzeniająca się zaraza, uderzyło w najsłabszych, wykorzystało kobiety i dzieci, których życie było nierozerwalnie związane z obowiązkiem służenia Hitlerowi. Jak pokazuje fabularyzowana książka Piotra Adamczyka „Ferma blond” temat widma Lebensbornu wciąż czeka na dokładne zbadanie przez historyków. To stowarzyszenie, uznawane za fundację pomagającą, samotnym kobietom w ciąży, było tak naprawdę machiną produkującą ludzi, z uwzględnieniem wszelkich zaleceń o czystości rasowej. Nazistowskie fabryki ludzkich istnień były naznaczone przemocą, gwałtem, kobieta została sprowadzona tylko do jednej roli – podobnie dziecko stawało się własnością ogólnonarodową. I gdyby przyjrzeć się bliżej najnowszej książce Piotra Adamczyka nasuwają się samoistnie analogie z teraźniejszością, szerzący się nacjonalizm w Polsce momentami przypomina to, co spotkało Niemców, urzeczonych retoryką Hitlera. „Ferma blond” to nie tylko głos czy echo przemilczanych ofiar kobiet i dzieci, ale i uniwersalna opowieść o ideologiach, żądzy władzy i ludzkich mrokach duszy. I w tym całym gruzowisku zła, kiełkuje miłość, młodzieńcza namiętność, opisana przez autora „Domu tęsknot” bardzo ujmująco, słowami, które zapamiętuje się na długo. 

Historia „Fermy blond” rozgrywa się na dwóch osiach czasowych – mamy współczesną Polskę i przedwojenne Niemcy, okres umacniania się władzy Hitlera. Nicią, która poprowadzi czytelnika po labiryntach przedwojennego Berlina jest postać Michaela, który po śmierci matki, porządkując jej rzeczy, natrafia w matczynej toaletce na tajemnicze dokumenty, sugerujące, że jego życiorys został sfałszowany, a jedynym tropem jest miejsce, zlokalizowane pod Łodzią. Mężczyzna prosi swojego kuzyna, dziennikarza Piotra o pomoc. Oprócz nietypowego śledztwa, kuzynów łączy spadek po dziadku, antykwariuszu i kolekcjonerze dzieł sztuki, pozyskiwanych zazwyczaj nielegalnie od Żydów, czy podczas wojennych grabieży. Piotr, który jest również narratorem, podejmuje się zrekonstruowania losów matki Michaela, jego korzeni i prawdziwego pochodzenia. Pomocna okazuje się być wzajemna korespondencja sióstr oraz pamiętniki Charlotte, rzucające światło na młodzieńcze doświadczenia Niemki. Charlotte zakochuje się bez pamięci i gwałtownie w malarzu, Adolfie Zieglerze, ukochanym malarzu Hitlera. Ziegler to człowiek rządny sławy, łasy na komplementy, flirciarz, wykorzystujący młode dziewczyny. W jego sidła wpada również Charlotte, godząc się na bycie jego muzą i modelką. W dziewczynie podkochuje się Kristian, który za wszelką cenę będzie chciał ją chronić przed niebezpieczeństwem. Bohaterowie zderzą się z wojenną rzeczywistością, politycznym fanatyzmem, stając się bezwolnymi narzędziami w mechanizmach wielkiej, despotycznej władzy.
Na kanwie miłosnego trójkąta zostaje utkana przez Piotra Adamczyka pasjonująca opowieść, która rozgałęzia się na wiele historycznych wątków. Czytelnik ma okazję wejść w realia przedwojennych Niemiec, poznać nastroje społeczne, rodzący się fanatyzm i kult Hitlera. Mechanizmy osaczające cały naród, kontrolujące sztukę, edukację, każdą dziedzinę życia, a nawet codzienność odebrały Niemcom wolność jednostki. Od chwili przejęcia władzy przez Hitlera nikt nie mógł czuć się bezpiecznie – i właśnie te wszystkie iluzje, utopie idealnego państwa, narodowe zaślepienie i zepsucie obnaża „Ferma blond”:

„Żyjemy w kraju zbudowanym na nieufności i nienawiści. Każdy jest podejrzany. W dobre uczynki nikt już nie wierzy, ale w zło wierzą wszyscy” (s. 317)

Jednak autor podejmuje jeszcze jeden, niezmiernie ważny wątek, diagnozując i porównując przeszłość z teraźniejszością w wymiarze politycznym, w przestrzeni władzy. Uderza zarówno w politykę historyczną, w której prym wiodą bohaterzy, a nie ofiary, jak i w naszą rzeczywistość. Czyż znajomo nie brzmią opisy totalitarnego państwa i podsycanej nienawiści:

Wódz mówił o konieczności uniezależniania się od Europy, o tym, że nadszedł czas, by powstać z kolan i zbudować silne państwo, suwerenne, niezależne od zagranicznych konwencji, komisji i traktatów. (…) każda decyzja Führera bierze się z woli narodu, bo przecież wybrany został głosami ludu w wolnych wyborach.” (s. 138) 

Piotr Adamczyk odkrywa historię w sposób niebanalny, pikantny, niejako wprowadzając czytelnika w samo serce wydarzeń, kreśląc barwne postacie i wplatając fakty historyczne, które stają się układem krwionośnym powieściowego organizmu. Oprócz zajmującej i wielopoziomowej konstrukcji fabularnej w powieści „Ferma blond” odnajdziemy bogactwo myśli, pięknych i uniwersalnych cytatów o życiu i człowieku, które warto zapisać sobie głęboko w pamięci i przywoływać jak ulubione wiersze:

„Tęsknota to rodzaj błędu pamięci, powstaje wtedy, gdy łatwiej nam pamiętać, niż zapomnieć” (s. 204)

„Snucie marzeń to jedna z najtrudniejszych sztuk. Oprócz wyobraźni wymaga także odwagi, czasami nawet bezczelności. Trzeba umieć marzyć o tym, o czym innym ludziom nawet się nie śniło.” (s. 54)

„Między mężczyzną a kobietą nie ma nic groźniejszego od dotyku, bo tuż pod skórą w każdym człowieku tkwi zawsze gotowy nerw zdrady, który jest jednocześnie nerwem wielu uczuć, i jedynie kwestią przypadkowych okoliczności jest to, co mocniej zostanie nim poruszone” (s. 90)

„Ferma blond” prowadzi czytelnika zaułkami berlińskich ulic, zaprasza do starego antykwariatu, w
którym unosi się zapach książek, niezwykłych przedmiotów, otwiera drzwi do pracowni malarskiej ulubionego malarza Hitlera, a nawet wiedzie do tajemniczego salonu Kitty. Odwiedzimy również wojenną Łódź i okolice w poszukiwaniu ukrytego i tajnego ośrodka Lebensborn. Powieść trzyma w napięciu, stopniowo odkrywając niezwykłe losy Charlotte i jej bliskich. Główna bohaterka, matka Michaela to portret kobiety uwikłanej w mroczną Historię XX wieku. To portret gorzki, bo kobieta staje się w oczach hitlerowskiej ideologii przedmiotem, plasteliną, którą mężczyzna może ukształtować w dowolny sposób. Jej rola jest jasno zdefiniowana – ma być matką i kochanką, jej ciało nie należy do niej, ale do ojczyzny. Podobny los spotyka wszystkie kobiety podczas wojny- są one ofiarami gwałtów, przemocy, szantaży emocjonalnych.

Opowieść nie odpowiada na wszystkie pytania, nie wyjaśnia wszystkich kwestii związanych z życiem Charlotte, autor akcentuje i podkreśla jak wiele niewiadomych i przemilczanych aspektów narosło wokół Lebensborn, o którym Niemcy chcieliby zapomnieć, podważając istnienie laboratoriów ludzkich istnień na terenie Polski. 

Piotr Adamczyk to pisarz o niesamowitym talencie budowania klimatu opowieści za pomocą słowa. Portretując swoich bohaterów stawia na ich stronę emocjonalną, odmalowuje różne stany zakochania, pokazuje jak wiele kontrastów mieści się w miłości. „Ferma blond” to próba uświadomienia odbiorcy czym było Lebensborn, które wciąż funkcjonuje poza świadomością historyczną. Przeraża w tej historii również ogrom szaleństwa, które zawierała cała ideologia faszyzmu, określająca zarówno najintymniejsze zasady współżycia jak i kierunki sztuki, w której eksponowano ideał kobiety i mężczyzny, zaakceptowany przez Führera. „Ferma blond” nie jest romantyczną opowieścią o trójkącie miłosnym, to historia ludzkich dramatów, niewłaściwych wyborów, upadków, tęsknoty, poświęcenia i zdrady. Historia to fatum, upominające się za wszelkie zło i wyrządzone krzywdy. Wśród postaci „Fermy blond” nie ma dobrych i złych, wszyscy są ludźmi, ulegającymi pokusom, walczącymi z wewnętrznymi demonami. Powieść Piotra Adamczyka to zarówno historia przeszłości jak i obraz teraźniejszości. Dosadna, jątrząca, wartościowa i przejmująca konstrukcjami świata i bohaterów. Tylko czytać!

Cyt. Piotr Adamczyk, Ferma blond, wyd. Agora, Warszawa 2018. 


 Dziękuję portalowi Sztukater za egzemplarz książki.