wtorek, 6 października 2020

Blizny macierzyństwa – „Mamidło” Barbary Janas-Dudek


„Jestem nieznośna przede wszystkim

wobec siebie. Nie będzie łatwo chociaż mówią

siłaczka. Moc topnieje. Z nocy na noc zasypiam

mniej odporna, pchnięta na ścianę,

ograniczona.” (s. 19)

 

Czytanie „mamidłowych” wierszy jest jak precyzyjne i bolesne wyciąganie z siebie fragmentów włókien zszywających mocno doświadczenie matki. Te szwy to obrazy, portrety, poszarpane „makatki” macierzyństwa, wyjęte żywcem z porodówek, pokoi wypełnionych dziecięcym krzykiem lub ciszą. To emocjonalna opowieść z miejsc pomiędzy, bo kobieta-matka jest zawieszona pomiędzy sobą, a dzieckiem. Kobieca jedność rozpada się, ulega metamorfozie (często gwałtownej, bolesnej, nieodwracalnej), narodziny dziecka to jakby utrata fragmentu siebie, to emocje które przepracowuje się samotnie, w kontrze do świata celebrującego idyllę macierzyństwa. 

Temat połogu otoczony jest duszącą atmosferą tabu, podobnie jak poronienie – kobietom stawia się wymagania, a rola matki to często wrzucenie na głęboką wodę niezrozumiałych emocji, galopujących hormonów i samotności. „Mamidło” Barbary Janas-Dudek wzmacnia głos i perspektywę macierzyństwa trudnego, podkreślając samotność kobiet, ich psychiczne zagubienie. Okładka tego tomu, czarna z fotografią blizny, już nakreśla czytelnikowi klimat wierszy, które zamieniają się w namacalne doświadczenie kobiet, są głosem mówiącym: „nie jesteś sama, mam podobne uczucia, mnie również to spotkało, nie bój się mówić o tym głośno.” Jesteśmy mamidłami, makatkami, matkami, nasze macierzyństwo rozpina się pomiędzy uzurpatorstwem, ciągłym poczuciem „podwójnego życia”, a bezwarunkowa miłością, która potrafi doczepić skrzydła swoim dzieciom.

„Mamidło” Barbary Janas-Dudek to poruszanie się po mrocznych i jątrzących marginesach kobiecych wnętrz. To podróż po obrzeżach przemilczanych, przytłaczających emocjonalnością i realnością i jak mówi podmiot liryczny to poetycki lament:

„za mnie, za ciebie,

tych, którzy krzyczą,

i tych bez słów

wobec prawdy

 

ronię”

(Lament, s. 61)

Naturalizm wierszy tworzą historie kobiet rodzących, zmagających się z traumą, depresją poporodową, chorobą dziecka, śmiercią. To poetycki dokument  niezagojonych blizn, matczynych samotni, które wypełniają codzienność.

„Mamidło” kojarzy mi się ze zdejmowaniem kolejnych masek i filtrów z instagramowych wycinków życia matki, jest tu cała gama zduszonych i chowanych głęboko uczuć. Może wydawać się, że jest to zimna i szorstka, brutalna i pełna fizyczności, a miejscami wręcz epatująca cielesnym naturalizmem (przejmujący fragment wiersza: „Martwe. Wywołano bóle porodowe. Kazano przeć./ Kawałek łożyska gnije w macicy. Będą łyżeczkować”, s. 24) kronika cichej rozpaczy, bezradności, wewnętrznego przeżywania. Jednak przez mocne wersy przebija czułość i intymność emocji. To intensywne, cielesno-psychiczne przeżywanie, wręcz rozrywa bohaterki wierszy, rozpruwa ich makatkowe złudzenia (bohaterka wierszy pyta swoje dzieci: „Do kogo przychodzicie? Do tej strzępiącej się makatki? Kawałka materiału, z którego wypruto litery?”, s. 22).

Metafora makatki jest pod tym względem wyjątkowo trafna i głęboka – materiał pełniący rolę dekoracyjną, barwny fragment tkaniny przykrywający to, co często chce się ukryć – to próba przyjrzenia się kobiecie zmieniającej się w matkę, od której będzie się wymagało deklaracji siły i poświecenia, która ma być „precyzyjnie wyhaftowana”, „wykrochmalona”. Kobieta staje się produktem patriarchalnej i konserwatywnej wizji macierzyństwa, idealnego i heroicznego, tu nie ma miejsca na strzępy emocji, epatowanie cierpieniem i połogowym bólem. Ciąża sprowadza się do dziewięciomiesięcznych procedur, podobnie poród.  To powolne zmarginalizowanie indywidualności kobiety.

Na szczęście „Mamidło” uwalnia głos kobiet, nadaje im podmiotowy wymiar. Liryczny obserwator przygląda się szpitalnej rzeczywistości, kadruje oddział patologii ciąży, noworodki w inkubatorach, pierwsze spotkania i niepewne oczekiwanie matek, drżących o życie dziecka. Jest blisko, „daje się wciągnąć w materię tego miejsca” jest jednocześnie jedną z matek, jak i opowiadającą. 

W tej poetyce matczynych blizn pojawia się także połóg, któremu poetka przywraca ważne miejsce w dyskusji o macierzyństwie. Takie dekonstruowanie przestrzeni tabuizowanych przez ostre ale i kobiece poetyckie narracje, uwalnia punkty styczne ciała i emocji. Ciała zawłaszczonego przez szpitalne aparatury, ciała „ograniczonego”, zniekształconego, ale i ukazanego tak bardzo naturalnie, w opozycji do kultu konsumpcyjnego piękna. 

Poetycka odwaga tego tomu odbija się w postaciach, bohaterkach, „siłaczkach” codzienności, krzątających się w kuchniach, rozdartych między sobą, a macierzyństwem. Te wiersze rodzą przestrzeń kobiecej solidarności, nie koloryzują, ale uwrażliwiają, że o bolesnych emocjach trzeba mówić, trzeba je wydobywać na powierzchnię. Mamidło mówi właśnie o tych, które milczą, zmarginalizowanych, samotnych, doświadczających trudów i mroków macierzyństwa. Bo czy macierzyństwo może być mroczne? Poemat Barbary Janas-Dudek rozbija wszelkie mury milczenia o poronieniu, komplikacjach przy porodzie, samotnych i wykluczonych matkach rodzących chore dzieci. Jest to również gorzka diagnoza polskiej opieki okołoporodowej, braku empatii i traktowaniu kobiet przedmiotowo. 

Poetka wrażliwie i czule odsłania kolejne kobiece blizny, pozwala im przejąć opowieść, ujawnić nawet te najmroczniejsze myśli, chwile rozpaczy, zwątpienia, pojawiające się kryzysy i rysy, dzięki którym macierzyństwo zostaje ukazane wielowymiarowo. Poszczególne fazy macierzyństwa wyznaczają skrajne doświadczenia, poczucie ciągłej utraty, tęsknoty, przybliżania się i oddalania. Podmiot liryczny zwierza się w jednym z wierszy: „Każdy dzień jest krokiem w pęknięcie”. Czy nie jest to trafna definicja początków macierzyństwa?

„Mamidło” to emocjonalny przekrój etapów, przez które przechodzi matka. W części „Punkty zwrotne” odnajdziemy obrazy macierzyństwa dojrzałego, „wyrastania” dzieci, nieuchronnego oddalania się od opiekuńczych ramion rodzicielki. Z mamy staje się ona mamidłem (w użyciu tego słowa brzmi zarówno pewna pieszczota, ale i pobłażliwość, a gdyby przyjrzeć się mocniej semantyce to mamidłem jest coś nierealnego, jakieś perswazyjne złudzenie; może to obraz matki, do którego każda  matka dąży, chociaż jest nieosiągalny, być może macierzyństwo to ciąg mamideł, planów, marzeń, często nierealnych, ale tkwiących w kobiecie), mającym jednak ciągle moc „doklejania skrzydeł” swoim dzieciom. I to jest najpiękniejsza i najbardziej uderzająca myśl wyłaniająca się z tomu Barbary Janas-Dudek. 

„Mamidło” Barbary Janas-Dudek wypełnia białe plamy obrazu macierzyństwa dosadną i wrażliwą metaforyką, otacza bohaterki czułością, zrozumieniem, kształtuje ich myśli w kolejne wersy, które na długo pozostają w głowie. To emocjonalna kronika matczynych blizn, wyszywanych na ciele grubymi, ciemnymi i szorstkimi nićmi strachu, obaw, niepewności, braku pewności siebie i zagubienia, ale i nadziei,wnikającymi tak mocno w duszę. 

Cyt. Barbara Janas-Dudek, Mamidło, Zaułek Wydawniczy Pomyłka, Szczecin 2020. 

 

 Za egzemplarz książki dziękuję Autorce.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza