środa, 12 kwietnia 2017

Echa przeszłości

Rodzinne historie jak stare fotografie wypełniają książkę Gabrieli Anny Kańtor „Koronki z płatków śniegu”. Pierwsze strony to zaproszenie w podróż wehikułem czasu, który zabierze  nas na dawne Polesie i Śląsk, gdzie spotkamy kolejnych przedstawicieli rodziny Ruczajewskich – Ruczaj. Pokoleniowe drzewo rozrasta się wraz z narodzinami dzieci, dorastaniem, zakładaniem własnych rodzin – życie zatacza koło – ktoś umiera i rodzi się, przedłużając gałąź rodu. Czym wyróżnia się ta saga od innych? Powieść ta, jest potwierdzeniem fascynacji autorki tematyką i przestrzenią Śląska, jego historycznymi losami oraz kolorytem lokalnym. Nie bez znaczenia jest sam tytuł, gdyż koronki zdają się towarzyszyć głównym bohaterom w najważniejszych chwilach, są zarówno tłem i symbolem domu jak i stanowią rodzinną pamiątkę. Przeszłość przenika teraźniejszość, z każdym rozdziałem poznajemy zagmatwane losy członków rodziny, na których historia odbiła swoje mroczne piętno.

Rok 1864. Młody hrabia Juliusz Ruczajewski traci ojca walczącego podczas powstania na Polesiu, sam ucieka aż na Śląsk, aby tam rozpocząć nowe życie, zmienia też nazwisko na Ruczaj. Podejmuje się ciężkiej pracy fizycznej i poznaje prawdziwą, śląską dziewczynę – Jadwigę. Równocześnie poznajemy Jagodę praprawnuczkę Juliusza Ruczaja. Akcja przenosi się do roku 2005, kiedy to kobieta wraz z mężem Marcelem i dziećmi postanawia wybudować dworek w Przysieku, na wsi położonej w Małopolsce. Budowa domu jest dużym wyzwaniem, okazuje się bowiem, że kobieta marzy o prawdziwym dworku, o którym słyszała z rodzinnych opowieści. Przeplatanie współczesności z przeszłością powoduje, że czytelnik składa historię jak puzzle, wpasowując w pełen obraz poszczególne elementy. W rodzinie Ruczajów panuje dziwne porzekadło – kiedy ktoś z rodziny umiera to robi miejsce nowemu członkowi rodu. Tak więc śmierć przeplata się z narodzinami, ale opowieść pokazuje jednocześnie jak wiele dziedziczymy od swoich przodków – czy jest to charakter, czy kolor oczu, to pozostaje w nas ślad naszych dziadków. Historię uzupełniają i komentują szepty zmarłych. Są to bardzo trafne spostrzeżenia dotyczące bieżących, rodzinnych wydarzeń jak i tego, co minęło. One również wiążą, niczym niewidzialną nicią, poszczególne losy, zdarzenia, opowieści. 

Autorka dużo miejsca poświęca Śląskowi kojarzonemu przede wszystkim z osobą babci. Na kartach powieści rozbrzmiewa śląska gwara, zwyczaje i tradycje. W krwi rodu Ruczajów płynie ogromna miłość do ojczyzny, definiująca pewien etos, krąg wartości, przynależności do ludzi honoru. Bohaterowie powieści „Koronki z płatków śniegu” często muszą podejmować trudne wybory, są uwikłani w historię i sami ją tworzą. 
Gabriela Anna Kańtor zręcznie szkicuje trudne historyczno – społeczne tło Śląska. Porusza ona bolesne tematy, spory, dotyczące autonomii i różnic tego rejonu Polski. Klimatu opowieści dodają stare czarno – białe fotografie, teksty ludowych, harcerskich piosenek wplecionych w fabułę. Autorka pozwala mówić również zmarłym. Ich słowa są jak zasuszone kwiaty w pamiątkowym albumie. Ich życie kończy się, ale pozostają obserwatorami przyszłych pokoleń, czuwają i wspierają. 

Męskim, silnym postaciom towarzyszą również zaradne, kobiece bohaterki, trwające wiernie jak Penelopa przy swoich mężach. Pomimo, że zajmują się głównie domem i wychowywaniem dzieci nie są ilustrowane stereotypowo. Drzemie w nich ogromne poczucie obowiązku, pielęgnowanie pamięci o przodkach, budowanie solidnych fundamentów życia rodzinnego i domowego. Kańtor nie pokazuje lukrowych obrazków z przeszłości, nie opowiada rodzinnej bajki, ale czerpie z wielu odcieni życia W jej sadze jest miejsce na cały wachlarz emocji, ludzkich charakterów, problemów, dramatów ale i radości. Najprzyjemniej czyta się o losach przodków Jagody, jej rodzinnych korzeniach. „Koronki z płatków śniegu” smakują nad wyraz przyjemnie, żal tylko gdy historia zbyt szybko się kończy i trzeba pożegnać rodzinę Ruczajów. 


 Dziękuję portalowi Sztukater za egzemplarz książki.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz