wtorek, 29 sierpnia 2017

KĄCIK MAŁEGO MOLIKA (9/2017) - "Tajemnica magicznej dyni" Renata Opala

Są takie dni, kiedy wszystko nas przytłacza, emocje kłębią się w nas niczym burzowe chmury. Gorszy humor sprawia, że świat blaknie, barwy rozmywają się, obiad nie pachnie tak jak zawsze, a nawet czekolada, sprawdzone antidotum na smutki, wydaje się być mdła i pozbawiona słodyczy. Chciałoby się wtedy schować pod poduszkami, przykryć wszystkie zmartwienia miękkim kocem. Kiedy takie dni zbliżają się wielkimi krokami i już czuję ich melancholijny oddech, to moim sprawdzonym sposobem jest porządna dawka baśni. Lekturowym pocieszeniem okazała się być klasyczna opowieść Renaty Opali „Tajemnica magicznej dyni” (wyd. Skrzat), pełna ciepła i wartościowych drogowskazów dla młodego człowieka. Książkę, która ukazała się w serii „Fantasy dla dzieci”, zdobią bajeczne ilustracje autorstwa Magdaleny Sikory. Idealnie współgrają z fabułą historii i jej baśniowym klimatem. 

Bazalia to królestwo gdzie żyje się szczęśliwie, mieszkańcy nie wiedzą czym jest głód czy wojna. Jednak w tej baśniowej krainie, idylli Król i Królowa nieustannie zamartwiają się swoją córką Marcelinką, która całymi dniami przesiaduje w pałacu, nie uśmiecha się, przepełnia ją niewytłumaczalny smutek. Jej starszy brat Marcel, wesoły i pełen radości chłopiec również martwi się o siostrę. Skąd to dziwne zachowanie królewny? Rodzice postanawiają prosić o pomoc Astrologa, który mieszka w wysokiej wieży. Okazuje się, że jedynym antidotum na łzy Marcelinki jest zupa z dyni. Nic niezwykłego, chciałoby się rzec, ale nie dla mieszkańców Bazalii, którzy nawet nie mają pojęcia jak wygląda ta magiczna dynia i gdzie ją można znaleźć. Marcel postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i samotnie wyrusza po tajemniczą dynię. Będzie musiał przemierzyć wiele królestw, spotka przyjaciół i wrogów, nieraz będzie musiał wykazać się odwagą i sprytem, gdyż dynia okaże się pilnie strzeżoną tajemnicą. Czy Marcel pomoże siostrze i znajdzie nietypowy składnik magicznej zupy? 

Podróż księcia Marcela to opowieść o dojrzewaniu, nowych doświadczeniach, stykaniu się z problemami i innością. Główny bohater kieruje się braterską miłością, jest uczciwy, przyjazny, pomocny i empatyczny. Bazalia okazuje się Królestwem idealnym w porównaniu z pozostałymi krainami, w których życie nie jest beztroskie, lecz pełne cierni, ubóstwa i głodu.  „Tajemnica magicznej dyni” przenosi nas w odległe krainy, chociaż mamy wrażenie, że pod warstwą baśniowości kryje się nasza współczesność.  Dzisiaj tym mocniej potrzebujemy historii o przyjaźni, empatycznych ale zwykłych bohaterów, aby nie stać się jak Marcelinka, ofiarą „smugi smutku” przesyłanej za pomocą komputera. 

Opowieść o Marcelku i Marcelince urzekła mnie prostotą i nawiązaniem autorki do tradycyjnych baśni. Królewicz z Bazalii pomimo swojego pochodzenia nie wywyższa się, zjednuje sobie przyjaciół, szybko nawiązując nowe znajomości. Nie narzeka na trudne warunki, skromne jedzenie czy trudy podróży, potrafi docenić dobroć innych ludzi, szanuje zwierzęta. W jego cieniu znajduje się smutna siostra, o której wiemy tylko tyle, że nie ma przyjaciół, nie wychodzi z pałacu, nie potrafi czerpać radości z zabawy. Królewna poddaje się złym czarom, sama nie potrafi uwolnić się z przygnębienia. Zupa z dyni zyskuje w tym wypadku magiczną moc, bo symbolizuje wysiłek, braterską miłość, gest bezinteresownej dobroci. 


Renata Opala w swojej opowieści o królestwie Bazalii pokazuje jak wiele drzemie w nas odwagi gdy nasi bliscy potrzebują pomocy. Uwrażliwia młodego czytelnika na zgubne działanie wirtualnego świata, który przejmuje kontrolę nad emocjami niczym czarodziej Agrar. 

A gdybyście chcieli spróbować magicznej zupy z dyni, której tak wytrwale poszukiwał Marcel, to autorka zamieściła jej przepis w książce. Na jesienne smutki jak znalazł :) Smacznej lektury! 


Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu SKRZAT 

niedziela, 27 sierpnia 2017

KĄCIK MAŁEGO MOLIKA (8/2017) - "Połącz kropki"

Proste zabawy, znane każdemu z nas znowu powracają i okazują się być ponadczasowe. Tak jest z kolorowankami oraz z tworzeniem obrazów z kropek. Kropkowanki są mi dobrze znane jeszcze z czasów szkolnych, kiedy to na matematyce ćwiczyliśmy liczenie i znajomość cyfr. Zadania, które wymagały połączenia kropek były miłą odskocznią od typowych ćwiczeń matematycznych. Każdy chciał dowiedzieć się co kryje się pod kropkami.  


Na pierwszy rzut oka porozrzucane kropki tworzą jeden wielki chaos. Dopiero gdy je połączymy według kolejnej numeracji, z nieładu wyłoni się zaskakujący obrazek. Dla najmłodszych to świetna zabawa w liczenie, a dodatkowo ćwiczenie cierpliwości oraz dokładności.

Wydawnictwo „Dlaczemu” stworzyło publikację przeznaczoną dla dzieci. „Połącz kropki” to ponad 6 tysięcy kropek, pod którymi kryją się obrazki zwierzątek. Jest ich aż 22, a na samym końcu książeczki znajdują się rozwiązania. Po złączeniu kropek możemy sprawdzić czy prawidłowo zostały połączone.

 Kropek tworzących obrazki jest setki. Cyferki otoczone czerwonym okręgiem oznaczają początek połączenia, jest to duże ułatwienie, bo łatwo się pomylić w liczeniu i rysowaniu. Kiedy już połączymy wszystkie kropki i stworzą one ilustrację jednego ze zwierząt, wtedy możemy ją pomalować, pokolorować, tworząc własną ilustrację. W ten sposób zapełniamy kolejne czarno-białe strony własnymi, kolorowymi malowankami, tworząc barwną, obrazkową książkę.

Książka „Połącz kropki” aktywizuje najmłodszych, wymaga logicznego myślenia, a jednocześnie pozwala na twórcze spędzenie czasu.Świetny przerywnik w nauce czy podczas odrabiania lekcji - odstresowuje i pozwala oczyścić umysł i myśli. 


Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu "dlaczemu" 

wtorek, 22 sierpnia 2017

Notes wypełniony po brzegi mruczeniem

Dzisiaj kilka słów o notatniku, który niedawno zagościł na moim biurku i towarzyszy mi podczas czytania i wieczornego planowania. Jego szata graficzna działa na mnie bardzo pobudzająco, przywołując wiele pozytywnych uczuć.
 Są takie gadżety dla moli książkowych i kociarzy, które zajmują szczególne miejsce w naszej szufladzie, torebce, plecaku. Notes – to magiczne narzędzie, niezbędne do życia każdej osobie zakochanej w planowaniu, notowaniu ważnych cytatów, refleksji, czy po prostu listy zadań na kolejne dni. Jeżeli jeszcze dzięki niemu można wspomóc kocią fundację, to jest to pozycja z serii „must have”. 

Wydawnictwo Dlaczemu stworzyło prawdziwą gratkę dla miłośników kotów – pięknie wydany i niezwykle praktyczny kotes. Kotes to miejsce na zapiski, wypełniony motywami zabawnych  kocich ilustracji. Jednak to, co najbardziej zwraca naszą uwagę to rozczulające fotografie kotów, które poszukują kogoś, kto odda im serce i podaruje własny kąt. 
Projekt Dlaczemru jest niezwykle szlachetny, dzięki współpracy z Fundacją KOT wydawnictwo Dlaczemu zachęca do adopcji kota, podopiecznego fundacji. 
Zdjęcia mruczków, które zamieszkują kotes są ujmujące, naturalne, po prostu piękne. Obok wąsatych czworonogów znajdują się ich krótkie historie, słowa opowieści, którymi mogłyby się podzielić, gdyby mogły mówić w ludzkim języku.

Moje czytelnicze serce uradowały również wspaniałe cytaty z kocim motywem autorstwa wybitnych ludzi (znajdziemy tu choćby słowa Rogera Carasa, Daniela Defoe, Pabla Picasso, Jerzego Pilcha) . Sentencje bardzo mądre, a dla kociarzy wręcz kanoniczne :), choćby Ernesta Hemingwaya:

Posiadanie jednego kota prowadzi do posiadania następnego”


lub Colette:

„Obcując z kotem, człowiek ryzykuje jedynie to, że stanie się wewnętrznie bogatszy” 

Kotes od pierwszego dotknięcia i przeglądnięcia zdobył moje serce i zajmuje centralne miejsce na moim biurku. Jest to notes kołowy, z 94 stronami, bardzo sztywnymi i solidnymi. Ostatnia strona okładki ma praktyczną kieszonkę, w której zmieszczą się zakładki, karteczki indeksujące czy luźne kartki. Kotes jest bardzo przejrzysty, barwny, naładowany kocią, pozytywną energią. Dla mnie jest idealnym notesem do listy zadań, warto z nim zaczynać i kończyć dzień. Fotografie kotów, które szukają domów pełnych ludzkiego dobra i ciepła, sprawiają, że mimowolnie się uśmiecham. Chętnie przygarnęłabym każdego z nich. A może jeden z nich czeka na Was? 

Wydawnictwo Dlaczemu to prawdziwi miłośnicy kotów, nic więc dziwnego, że kotes jest stworzony z pasji i szczerego serca. Przeglądanie go to przyjemność, na pewno przyciągnie uwagę każdego kociarza. Pomieści studenckie notatki, pomysły, inspiracje, kulinarne przepisy, numery telefonów, listy książek do przeczytania, filmów do obejrzenia. Idealny na początek roku szkolnego, akademickiego czy po prostu jako narzędzie pracy. 

Kotes to jeden z moich ulubionych notesów, prawdziwa szkatułka na motywacyjne cytaty i plany :)

Strona fundacji KOT- Koty Otoczone Troską: http://fundacjakot.pl/


Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu "dlaczemu" 

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Podróżniczka z plecakiem pełnym szczęścia

Szczęście bywa niezbędnym elementem każdej wyprawy. Nawet jeżeli mamy wszystko zaplanowane, przemyślane, a mapę znamy prawie na pamięć, to zawsze przydarzy się coś niespodziewanego. I wtedy zaczyna towarzyszyć nam stres, który potrafi przytłumić radość podróżowania. Rośnie irytacja, roztargnienie i wewnętrzne rozdrażnienie. Każdy wojażer, dla którego podróże to pasja, układa z doświadczeń indywidualny dekalog globtrotera. Katarzyna Maniszewska podąża własną ścieżką, spontaniczną, nieplanowaną, czasami pokręconą, trudniejszą, nieraz oznaczającą błądzenie i gubienie się w nieznanych przestrzeniach. Jej wędrówka to przekraczanie osobistych barier, bo podróż to również spotkania z drugim człowiekiem, z Innym. Inny rodzi dystans, jednak autorka w swoich opowieściach wykazuje się siłą empatii, chęcią poznania historii i kultur. „Podróżnik bez powodu. Łut szczęścia” (wyd. Sorus) to podróżniczy album, w którym autorka umieszcza wspomnienia rozmów, przygód, niebezpieczeństw, nowych znajomości. Autorka przypisuje swoim podróżom konkretne utwory muzyczne, rockowe, energetyczne kawałki, które wywołują obrazy z pamięci. Katarzyna Maniszewska lubi podróżować samotnie, jest doktorem nauk humanistycznych i swoje życie zawodowe związała z dziennikarstwem i uczelnią. 

Chwila doskonała to taki moment w czasie i przestrzeni, w którym zdaję sobie sprawę, że jestem szczęśliwa. Tak po prostu. (…) Mam na myśli takie momenty, na które nikt inny nie ma wpływu. Takie, w których jest się samemu, nawet w tłumie. Wtedy przestaję myśleć o wszelkich sprawach mniej lub bardziej przyziemnych. Tak rozumiany idealny moment jest właściwie stanem umysłu, okamgnieniem euforii (…). Na idealny moment składa się wiele czynników, których odczuwanie jest niezwykle subiektywne. W moim wypadku są to najczęściej krajobrazy(….), które mnie zachwycają, słońce, dźwięki – muzyki lub przyrody. (….) Idealne chwile są rzadkie.  (s. 44-45)

Z takich momentów zbudowane są opowieści Katarzyny Maniszewskiej. To esencja podróżowania, dla takich chwil warto podejmować ryzyko. Podróżniczka to wyjątkowo rezolutna i odważna osoba, z łatwością nawiązuje kontakty z tubylcami, przełamuje kulturowe bariery, jest otwarta na nowe doświadczenia i, co najważniejsze, nie planuje swoich podróży. Spontaniczność wyzwala adrenalinę, kreatywność, asertywność, wyzwania. To daje poczucie niezależności i wolności, wszystko zależy od chwili. 

Mapę niezwykłych miejsc „Podróżnika bez powodu” wypełniają wspomnienia z Borneo, Wietnamu, Indonezji, Sulawesi, Papui, Birmy, Indii, Kambodży, Laos, Sri Lanki oraz Wysp Wielkanocnych. W niektórych miejscach ludziom towarzyszyło zdziwienie gdy autorka opowiadała, że podróżuje sama. Na pewno pewności siebie i odwagi nie można jej odmówić, skoro wybiera taką formę wędrowania. Może szczęście w takich wypadkach jest rzeczywiście czymś tak niezbędnym jak butelka z wodą w plecaku? 

Migawki z  podróży to portrety spotykanych ludzi, nietypowych zwyczajów (choćby niezwykłe i trochę makabryczne zwyczaje pogrzebowe mieszkańców Sulawesi), społecznych kontrastów. Opisy zwierząt, krajobrazów, zabytków, architektury, kulinarnych ekscentryzmów przeplatają się z wątkami historyczno-politycznymi. Autorka naświetla czytelnikowi współczesne problemy ludzi z odległych zakątków świata, są to luźne przemyślenia, osobiste refleksje, przypominające bardziej słowa klucze niż solidną charakterystykę danej społeczności. Czasami miałam wrażenie, że są one zbyt pobieżne, albo zbyt sloganowe. Autorce bliżej jest do stylu Beaty Pawlikowskiej, język jest prosty, potoczny. Literackości w „Podróżniku bez powodu” nie znajdziemy, raczej szybkie notatki poczynione w trakcie podróży. Swoboda stylu też nie wzbudza we mnie zaufania, autorka na siłę próbuje być zabawna, humorystyczne anegdoty jednak nie bawią ale pachną sztucznością. 

„Podróżnik bez powodu. Łut szczęścia” to migawki z samotnych wojaży Katarzyny Maniszewskiej. Książka zwyczajna, chociaż niektóre perypetie bohaterki naprawdę wywołują gęsią skórkę. Autorka jednak zbyt szybko ucieka w skrótowość. Wolałabym kilka miejsc, ale opisanych z całym bagażem emocji, barw i pełnej perspektywy podróżniczki. Ta perspektywa gdzieś ulega zatarciu, czasami wyłania się pod postacią kilku, osobistych zdań, ale autorka pozostaje ukryta, zdystansowana. Przerzuca szybko, zachłannie swoje obserwacje na papier, nie dając się ponieść słowom. Katarzyna Maniszewska z jednej strony pokazuje swój własny model podróżowania, trochę roztargniony, chaotyczny, nastawiony na łapanie chwil, momentów szczęścia, a z drugiej strony brakuje tym podróżniczym refleksjom głębi, lekkości narracji, nadania wyjątkowego kształtu przestrzeniom, własnej perspektywy. „Podróżnik bez powodu. Łut szczęścia” to taki nieociosany kamień, bo niektóre opowieści mają potencjał, gdyby je odpowiednio rozwinąć, wyzbywając się tonu sztuczności czy kalek typowych dla narracji sprawozdawczej. Jeżeli podróże to pasja to również można z pasją o nich pisać, tak aby całkowicie zaskoczyć czytelnika, wciągając go w orientalny świat, w nieznane. Autorka zdaje się jeszcze poszukiwać tej drogi...

*Cytaty: Katarzyna Maniszewska, Podróżnik bez powodu. Łut szczęścia, wyd. Sorus, Poznań 2016.

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu SORUS

wtorek, 15 sierpnia 2017

Czarne chmury reprywatyzacji nad Warszawą

Reprywatyzacja to sztuka wypełniania dziur. Dziur po ludziach. Bo do przejęcia od miasta kamienicy czy placu potrzebny jest komplet właścicieli. Albo spadkobierców. Ewentualnie osób, które kupiły od nich roszczenia i mają na to papier” (s. 95) 

Tak najkrócej można opisać czym jest reprywatyzacja i jak wiele budzi kontrowersji. To jedna z niechlubnych kart polskiej historii i prawa, które nie zostało uporządkowane odpowiednią ustawą. Reprywatyzacja to chaos, labirynt krzywd – zarabiają na niej sprytni lawiranci, pozbawieni skrupułów, obeznani z prawem, mający kontakty, a cierpią ci najbiedniejsi, szarzy lokatorzy, którzy tracą poczucie bezpieczeństwa, zdając się na decyzje i łaskę nowych właścicieli. O reprywatyzacji w Warszawie zaczęło być głośno po publikacjach w „Gazecie Wyborczej” dwóch dziennikarek – Iwony Szpali oraz Małgorzaty Zubik. Należą im się wielkie słowa uznania, że w gąszczu informacji, zawiłości prawnych, poplątanych ludzkich losów odnalazły odpowiednie fragmenty i potrafiły je złożyć w historię sięgającą korzeniami do lat przedwojennych. „Święto prawo. Historie ludzi i kamienic z reprywatyzacją w tle”  to reportaż na bardzo wysokim poziomie, wyciągający na światło dzienne kolejne afery i przekręty związane z przejmowaniem kamienic i nieruchomości publicznych. Dziennikarskie śledztwo autorek to przede wszystkim fascynująca i zaskakująca opowieść o ludziach, przedwojennych właścicielach kamienic, mieszkańcach, fałszerzach, handlarzach roszczeniami. To również potwierdzenie etosu dziennikarza, dotarcia do prawdy wszelkimi możliwymi sposobami. 

Przedziwne, że o losach kamienic i ich lokatorów decyduje przestarzała ustawa z 1945 roku, tzw. dekret Bieruta, który scentralizowany był głównie na nacjonalizację powojennej przestrzeni Warszawy. O rekompensatach dla dawnych właścicieli nie było tak naprawdę mowy. Historia reprywatyzacji ma swój początek w latach 90. XX wieku. O swój utracony dobytek walczą spadkobiercy, łatwiej jest jednak sprzedać roszczenia niż dotrwać do końca procesu reprywatyzacji. Z tej ogromnej luki prawnej czerpią garściami środowiska adwokackie, tuszują, kombinują, preparują dawne dokumenty, wykorzystują niewiedzę urzędników miasta, żerują na ludzkiej łatwowierności i przejmują nieruchomości warte wiele milionów złotych. Nowi właściciele starych kamienic, usytuowanych najczęściej w centralnych, atrakcyjnych miejscach stolicy prowadzą wojnę z lokatorami, mają inne plany na zagospodarowanie wynajmowanych lokali. Najgłośniejszą historią, z dramatycznym finałem  jest niewyjaśniona sprawa śmierci Jolanty Brzeskiej, działaczki Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów, kobiety spalonej żywcem w 2011 roku. Ona, tak jak pozostali mieszkańcy kamienicy przy ulicy Nabielaka 9, została zmuszona do eksmisji.  Jak do tej pory nie znaleziono winnych jej zabójstwa, śledztwo trwa nadal. Poszkodowanych, zastraszonych  jest jednak więcej, walczą oni o swoje mieszkania na własną rękę, szukając w archiwach starych dokumentów, pisząc podania i listy – wszystko aby odnaleźć chociaż cień nadziei na przekreślenie reprywatyzacji, która być może nie do końca została przeprowadzona w oparciu  o wiarygodne umowy. 


Przeraża, że w opisywanych historiach jest tyle niesprawiedliwości, opieszałości sądów i urzędników, braku skrupulatności i sumienności w ich pracy. Autorki słusznie wytykają politykom brak zainteresowania kwestią prawnego uporządkowania reprywatyzacji. Temat ten ożywa wraz z kolejnymi wyborami samorządowymi, nikt jednak nie poczuwa się do odpowiedzialności za powolne wyprzedawanie Warszawy. Reportaż Iwony Szpali i Małgorzaty Zubik to lektura obowiązkowa dla polityków i rządzących. Reprywatyzacja uprzedmiotawia ludzi, stają się oni tylko pionkami w grze o duże pieniądze. 

Dziennikarki z niebywałą drobiazgowością prześwietlają kolejne powiązania, zbiory archiwalne, sylwetki, drzewa genealogiczne osób zamieszanych w reprywatyzację. Odtwarzają historię, piętnują fałszerstwa, krótkowzroczność i chciwość. Pokazują również bezradność zwykłych ludzi, głównie starszych, których losem nikt się nie przejmuje. „Święte prawo” szokuje ludzką bezczelnością, brakiem dobrej woli i empatii w procesach reprywatyzacyjnych. Jednak odkrywanie kolejnych przekrętów, zdzieranie nagromadzonych warstw kłamstw prowadzi do kluczowych informacji, które pozwalają prawdzie i sprawiedliwości zatriumfować. Nie jest to łatwa droga, nie wszystkie opisywane historie mają taki finał. Pozostaje pytanie, ile takich afer, transakcji przechodzi bez echa, zostaje przemilczanych. Przez wiele lat władze Warszawy patrzyły przez palce na ten proceder, głucha na fakty pozostaje również Hanna Gronkiewicz-Waltz, która lekceważy problem oraz skalę oszustw i niedopowiedzeń wśród własnych podwładnych.  

Książkę wypełniają fotografie powojennej Warszawy i tej współczesnej, tworząc mapę reprywatyzacji. Wyznaczają ją kolejne adresy, m. in.: Klonowa, Wronia, Noakowskiego, Targowa, Królewska, Hoża, Chmielna. Cykl emocjonujących reportaży uzmysławia czym jest reprywatyzacja i jak na niej wzbogacają się inni, niekoniecznie zgodnie z prawem. Kolejne opowieści czyta się z ogromnymi emocjami, złością, ciekawością, smutkiem, rozczarowaniem. Historia tzw. świętego prawa tak naprawdę dopiero nabiera rumieńców i długo jeszcze będzie jednym z głównych tematów wśród Polaków. Czarne chmury reprywatyzacji zdają się ciągle otaczać Warszawę, jej stare kamienice i mieszkańców, niepewnych jutra. 


 Dziękuję portalowi Sztukater za egzemplarz książki.

sobota, 12 sierpnia 2017

Baśniowe hybrydy

Baśnie między wierszami skrywają wiele prawd o ludzkiej naturze. Być może dlatego przejmują rolę przewodników, oprowadzających najmłodszych po krętych drogach uczuć, ucząc odczytywać wartości i rozpoznawać bogate i pełne sprzeczności wnętrze człowieka. Baśnie drzemią, uśpione również w naszym dorosłym życiu, ich magia pielęgnuje wspomnienia dzieciństwa i przypomina o tym dziecku, które jest w każdym z nas. Pierwsza powieść amerykańskiej pisarki MarcyKate Connolly „Potworna”, wydana w 2015 roku, to baśniowa hybryda, dopieszczona pod względem postaci i barwnej, mrocznej fabuły.  Czytelnik towarzyszy niezwykłej bohaterce, poznając świat czarowników, smoków, przedziwnych zwierzęcych hybryd. „Potworną” porównałabym do mgły stworzonej z tajemnic. Początkowo jest tak gęsta, że wszystko wydaje się być skryte, zakamuflowane, wraz z rozwojem akcji mgła powoli znika, odsłaniając mroczne sekrety miasteczka Bryre. Powieść ukazała się w wydawnictwie „CzyTam”, specjalizującym się w powieściach fantastycznych dla dzieci, a przełożył ją Iwona Michałowska-Gabrych. 

Kymera zostaje stworzona przez swego Ojca. Jej ciało to połączenie człowieka, kota, ptaka, węża. Swojego dawnego życia nie pamięta, nie udało się uratować wspomnień, tak przynajmniej twierdzi jej stworzyciel. Misja Kymery jest niezwykle niebezpieczna. Dziewczyny z Bryre zapadają na dziwną chorobę i znikają w niewyjaśnionych okolicznościach. Za porwaniami stoi okrutny ale anonimowy czarnoksiężnik, który rzucił na miasteczko klątwę. Główna bohaterka ratuje dziewczyny, wykradając je w nocy ze strzeżonego więzienia. Podczas nocnych wypraw Kymera poznaje miasteczko, jest zafascynowana królewskim ogrodem. Gdy spotyka chłopca, Rena, pragnie go bliżej poznać. Łamie zakaz Ojca, który przestrzegał ją przed okrutnymi i krótkowzrocznymi ludźmi. Jej ciekawość, fragmenty powracających wspomnień zdają się być silniejsze niż ojcowskie słowa. Kymera poznaje smak tajemnicy, kłamstw, tęsknoty. Ren nie jest jej jedynym sekretem, nad rzeką poznaje smoka, stwora znanego z baśni, które dziewczyna uwielbia czytać, poznając świat ludzi. Świadomość inności, bycia hybrydą jest przyczyną jej samotności, rodzi w niej tęsknotę za przyjaźnią, bliskością, a jednocześnie walczy w niej przywiązanie do Ojca, wierność swojej ważnej misji. Dziewczyna nie jest jednak typem uległej córki, jej buntowniczy charakter, naturalna ciekawość stają się powodem odkrycia zatrważającej prawdy, walką o odzyskanie przeszłości i samej siebie…

„Potworna” ujmuje przede wszystkim postacią Kymery, wskrzeszonej ze smoczych łez, dziewczyny, uzbrojonej w skrzydła, pazury, żądło, łuski. Kobiece wcielenie Frankesteina  to połączenie zwierzęcych instynktów z ludzką emocjonalnością. Kymera potworną jest tylko z pozoru, w sobie ma wiele pokłady empatii i dobroci. Inność, z którą się mierzy, to droga pełna poszukiwań, składania własnych uczuć, akceptacji, samopoznania. Mroczna tajemnica zdaje się potęgować jej samotność, a komplikujące się relacje, trudne wybory, sekrety, magia, postać czarnoksiężnika rodzą wiele wątpliwości i skrajnych emocji. Baśniowy klimat powieści kreują fantastyczne stwory, magiczne przedmioty i piętrzące się zagadki. Przewidywalność powieści nie odbiera przyjemności zgłębiania hybrydowego świata, w którym żyją królowie, magowie, smoki, a wszystko ujęte klamrą baśniowości.

„Potworna” to powieść bez ograniczeń wiekowych, a dla miłośników baśni pozycja obowiązkowa. Jest w niej trochę mroku, refleksji dotyczących współczesnego świata przemyconych pod kostiumem fantastyki. Główna bohaterka jest niezwykłym rysem postaci hybrydowej, a jej perspektywa wspaniale wprowadza odbiorcę w nocne życie miasteczka otoczonego klątwą. 

Mam nadzieję, że wydawnictwo „CzyTam” pokusi się o wydanie kolejnej książki MarcyKate Connolly, bo autorka naprawdę czuje klimat baśni, a jednocześnie potrafi oddać stery w ręce swoich niezwykłych bohaterów. „Potworna” to jedna z takich książek, które pobudzają, karmią moją wyobraźnię, sprawiając, że serce przyśpiesza a emocje rozgrzewają się jak gorąca czekolada. 


 Dziękuję portalowi Sztukater za egzemplarz książki.

czwartek, 10 sierpnia 2017

Sposób na połykanie książek dla niewtajemniczonych

Głowią się dorośli jak zachęcić najmłodszych do sięgnięcia po książkę. Wyliczają korzyści jakie wiążą się z czytaniem, przytaczają słowa mądrych ludzi, podsuwają bestsellery zekranizowane, walczą o kolejnego młodego czytelnika. Najtrudniej zachęcić osobę, która nie lubi czytać, a książka kojarzy się z jej wyłącznie z klasówką, pracą domową, ogólnie z przymusem. Jak pokonać te bariery? Przecież chcemy pokazać, że jest to przyjemność, zabawa. Wydawnictwo Muchomor doskonale wie jak to robić, aby trafić do młodego człowieka. Wystarczy wydać książkę niebanalną, śmieszną, wykorzystującą prostą stylistykę i symbole, którymi posługują się najmłodsi.

 Promować czytelnictwo można z przymrużeniem oka. Lektura dość nietypowej książki Francoize Boucher  o wymownym tytule „Książka, dzięki której pokochasz książki. Nawet jeśli nie lubisz czytać” wymaga dystansu, poczucia humoru, gdyż czynność czytania autorka obrazuje w sposób daleki od patosu, szkolnych sloganów, nudy czy zbędnego moralizowania. Gdy zaczynasz zapoznawać się z 50 powodami, dla których warto czytać, stajesz w oko w oko z  irracjonalnymi, groteskowymi, wręcz absurdalnymi przykładami. I właśnie o to chodzi! Publikacja francuskiej dziennikarki ma wywołać uśmiech, bo humoru tej lekturze nie można odmówić. Okazuje się, że książka ma wiele nietypowych zalet – nie psuje się, nie hałasuje, nie tuczy, odżywia mózg, ma długi termin przydatności w przeciwieństwie do żywności, a czasami nawet pomaga w zaśnięciu (zależy jaką książkę wybierzemy, niektóre mogą być wyjątkiem od tej reguły i przyprawić nas o bezsenność). Świetnie pasuje do niej porównanie do królików, gdyż codziennie liczba książek przybywa w zastraszającym tempie. 



Publikacja jest zwariowana, przypomina trochę komiks, a trochę szkolne brudnopisy, pełne karykaturalnych, ironicznych rysunków uczniowskiej rzeczywistości. Kolorystyka barwnych zakreślaczy – niebieskiego i pomarańczowego, od razu przyciąga uwagę. Również wyraźna, duża czcionka spodoba się młodszym czytelnikom. Humorystyczne obrazki, schematy, zabawne skojarzenia oddają klimat dziecięcego spojrzenia na świat. 


Czytanie według autorki może wiązać się z wieloma szaleństwami. Podchodzi ona do tego sarkastycznie, z pełnym luzem, rozbawiając czytelnika swoimi nowatorskimi stwierdzeniami do łez. Książka ma wiele zastosowań, od ukrycia nagości po ekologiczne podróżowanie czy sprawienie, że czytelnik zacznie wyróżniać się z tłumu. Autorka prowadzi swobodny dialog z czytelnikiem, wciągając go w swój tok myślenia. Daje ona dużo swobody odbiorcy, nie krytykuje, nie ocenia, ale w przystępny sposób, przy użyciu młodzieżowego języka próbuje pokazać ile zabawy może wiązać się z czytaniem. Projekt Francoize Boucher to rewelacyjna promocja czytania – prosta, wizualna, trafiająca w gusta współczesnych odbiorców, którzy rzadko sięgają po książki. Francuska autorka stawia niczym na ringu książkę i różne przedmioty użytkowe. Jej zabawne i nieoczywiste argumenty nokautują, czytanie powinno wejść nam w krew, być czymś powszechnym jak śniadanie czy ulubiony serial. Publikacja Francoize Boucher niewątpliwie wyróżnia się podejściem do czytelnictwa i książek, jest stworzona z dużym wyczuciem współczesnych trendów, humorem rodem z kreskówek. Jest tu miejsce dla mądrych sformułowań dotyczących walorów obcowania z literaturą, jak i dla tych zupełnie zwariowanych, nieszablonowych, fantazyjnych, ujętych w formie telewizyjnej reklamy czy internetowych memów.    


„Książka, dzięki której pokochasz książki” to lektura obowiązkowa, która powinna znaleźć się w każdej bibliotece, szczególnie szkolnej. To również publikacja dla tych, którzy chcą wiedzieć jak promować czytanie aby dotrzeć do młodych czytelników, tych najbardziej opornych. Już sama okładka zapowiada smakowitą ucztę pełną dziecięcego humoru, gdyż książkę połyka się bardzo szybko. Czy zachęci nieczytających do przełamania swej niechęci? Szanse są duże, szczególnie gdy tytuł ten zostanie polecony szkolną, pocztą pantoflową. Rekomendacja kolegi czy koleżanki to najlepsza zachęta dla osób, którzy biblioteki i księgarnie omijają szerokim łukiem. 


 Dziękuję portalowi Sztukater za egzemplarz książki.

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

KĄCIK MAŁEGO MOLIKA (7/2017) - "Wielka księga robali" Yuval Zommer

Co w trawie piszczy, czyli leksykon o fruwających, biegających i żądlących robakach
 
Robal. Pod tym słowem najczęściej ukrywa się właściciel kilku odnóży, skrzydełek, czułek, wzbudzający swym wyglądem albo zachwyt albo lodowaty dreszcz. Jednak pieszczotliwe „robaki” w słowniku dziecięcym to żyjątka fascynujące, pozwalające na odkrywanie mikroświata natury. Bezkręgowce to dość liczna grupa zwierząt, niezwykle różnorodna, barwna i pasjonująca. Motyle, pszczoły, ślimaki, koniki polne czy dżdżownice to przecież nasi sąsiedzi, więc warto poznać ich świat bliżej. 
Książką, w której całkowicie królują robale jest „Wielka księga robali” Yuvala Zommera, który nie tylko stworzył wartościowy tekst, obfitujący w ciekawostki, ale i bajeczne rysunki, które sprawiają wrażenie, że robaczki dosłownie zaraz uciekną lub odlecą ze stron. Wydawnictwo Wilga wydało prawdziwe cudeńko o tematyce przyrodniczej, to gratka dla fanów książek obrazkowych jak i edukacyjnych. Zaskakują rozmiary książki, wielkie, przejrzyste ilustracje, przemyślany, merytoryczny tekst z dużą ilością informacji, a także dbałość o szczegóły. Robalowa wiedza jest poparta mnóstwem przykładów, co zachęca dzieci do obserwowania i podpatrywania małych owadów, gdyż ich życie jest pasjonujące, co wielokrotnie potwierdza autor książki. Dodatkowym atutem „robalowej” publikacji są zadania na spostrzegawczość i znajomość świata bezkręgowców. Jak najlepiej przygotować się do podpatrywania świata bezkręgowców? Autor przewidział dla najmłodszych odkrywców krótki i treściwy przewodnik jakie narzędzia i jaka wiedza niezbędna jest podczas obserwacji ulubionych robali.

Robaki, główni bohaterowie książki mają naprawdę wiele tajemnic, nic więc dziwnego, że młody obserwator przyrody czuje się czasami jak prawdziwy detektyw. Czy wiedzieliście, że biedronki były w kosmosie, a ćmy to prawdziwe owadzie kameleony? Będziecie zdziwieni zwyczajami straszyków, miłością robaków do naszych domostw, akrobacjami much, które mają w zwyczaju chodzić do góry nogami. Publikacja Yuvala Zommera zajmująco, szczegółowo przybliża życie społeczności mrówek, rozwój motyli, zwyczaje pszczół. Podczas takiej lekcji biologii czytelnicy również poznają tajemnice termitów, ważek czy krocionogów.


 Bardzo spodobały mi się rozdziały traktujące o szacunku człowieka do przyrody, bo nawet najmniejszemu żyjątku możemy pomóc, choćby zakładając bufet dla motyli czy hotel dla pszczół. Robale okazują się być bardzo pracowitymi stworzeniami, pożytecznymi i tak naprawdę bez nich nasze życie wyglądałoby zupełnie inaczej. Warto podkreślić i pamiętać o tym, że smakiem jabłka czy maliny możemy delektować się dzięki pracy pszczół i motyli. 



Godzinami mogłabym przeglądać ilustracje robali na tle lasu, łąki, podróżujących podziemnymi tunelami. Robaki w wykonaniu Yuvala Zommera są bardzo realistyczne, oddane z całą starannością i dziecięcą wrażliwością. Ilość robaków może przerażać, ale tak właśnie wygląda nasz świat gdy się schylimy. Po lekturze „Wielkiej księgi robali” zaczynam się zastanawiać skąd bierze się wstręt do robaków, bo przecież niektóre z nich są niezwykle sympatyczne, choćby moje ulubione biedronki. Może publikacja wydawnictwa Wilga pomoże w oswojeniu lęku przed owadami.


Autor angażuje młodego czytelnika w zabawę poszukiwania i śledzenia konkretnych bezkręgowców, zamieszczając w każdym rozdziale małą łamigłówkę. „Wielka księga robali” to edukacyjna i wizualna podróż ścieżkami wydeptanymi przez wiele, małych nóżek. Dla mnie jest to leksykon niezbędny podczas lekcji biologii, spaceru, wycieczki, nawet zabaw w ogrodzie. Chociaż książka jest dość słusznych rozmiarów, warto zabrać ją ze sobą, studiując  każdego robaczka jego wygląd, porównując z tym co mamy przed oczami. Po lekturze „Wielkiej księgi robali” będziemy bogatsi o robalową wiedzę, wrażliwsi na to, co kryje się w trawie.


 Dziękuję portalowi Sztukater za egzemplarz książki.


sobota, 5 sierpnia 2017

Głos zapomnianej córki

Czerwony namiot był królestwem kobiet, jednoczył babki, matki i córki. Rozbrzmiewały w nim pieśni, modlitwy, szeptane tajemnice, obrzędy inicjacyjne wprowadzające dziewczynę w kobiecy świat. Było to również miejsce narodzin, spokojnego celebrowania roli matki i umacniania więzi z dzieckiem. Czerwony namiot był dla mężczyzn przestrzenią tabu, stanowiącą granicę między wymiarem męskim a żeńskim. Wymowny kolor czerwieni to symbol więzów krwi, kobiecej jedności, solidarności i wspólnego losu, a także cierpienia, fatum, przed którym nie można uciec.

Zapomniana bohaterka z Księgi Rodzaju, Dina nie miała szansy opowiedzieć swojej historii, nikt z narratorów biblijnych nie udzielił jej głosu. Jako jedyna córka Jakuba powinna być kimś wyjątkowym, jednak pozostała związana z obrazem mściwej zemsty jej braci. Anita Diamant, amerykańska pisarka, wyswobodziła Dinę z kajdan milczenia, tworząc barwną, emocjonalną i bardzo kobiecą opowieść o córce czterech matek. Zapomniana córka Jakuba stała się opowiadającą, przechowującą pamięć o matkach. Jej opowieść to wielogłos kobiecego rodu, historie życia Lei, Racheli, Zilpy i Bilhy, które w jej osobie widziały powierniczkę tajemnic, losów, tradycji, wierzeń. Dina podobnie jak ciotka Rachela wybrała drogę położnej, kobiety wspierającej rodzące, otaczając je opieką, mądrością, wsparciem. 

„Czerwony namiot” to właśnie opowieść o narodzinach i śmierci, kobiecej przyjaźni i sile, jedności i zrozumieniu. Anita Diamant w swojej bestsellerowej powieści powołuje do życia niezwykłą bohaterkę. Ma się wrażenie, że czerwony namiot to obraz  niezwykłych stosunków między kobietami, otaczających się wzajemnie wiedzą, opieką, dzielących się obowiązkami i dojrzewaniem do roli matki. Kobiecy świat ma własny rytm, a siostrzana miłość zdaje się pochodzić od Matki Ziemi, Królowej Niebios. Dina to buntowniczka,  jej opowieść porusza kobiece serce, uwalnia tęsknotę za wspólnotą, oparciem babek i matek, więzami silniejszymi niż przemijanie i śmierć. „Czerwony namiot” to esencja kobiecej duszy, echo tego, co utracone, zaginione, odebrane. 
Historię Diny zabarwiają jej wspomnienia dziecięcych lat, życia koczowniczego w osadzie Jakuba, zabaw z Józefem, jej mlecznym bratem oraz niezwykłych opowieści snutych w czerwonym namiocie. W miejscu tym znajdowały się tylko te kobiety, których dojrzałość wyznaczała pierwsza menstruacja. Niepełnoletnia Dina mogła jednak przebywać w namiocie, chociaż była dzieckiem. Przyzwolenie matek na obecność córki oznaczało nie tylko specjalne względy ale i złamanie pewnej tradycji. 
Bohaterka jakby w cieniu, niewidoczna dla innych, obserwuje swoją rodzinę, poznaje hierarchię kolejnych żon, zna na pamięć historię pojawienia się Jakuba i jego spotkania z młodziutką Rachelą.
Jej codzienność to pomaganie matkom, tkanie, opiekowanie się młodszymi dziećmi, gotowanie, dbanie o domostwo. Kiedy z małej dziewczynki przeistacza się w kobietę odkrywa moc pożądania, doświadcza również jak okrutnymi prawami rządzi się świat mężczyzn, w którym często nie ma miejsca dla godności kobiet. Pierwsza miłość, młodzieńcza fascynacja księciem z Sychem, Szalemem staje się początkiem dramatycznych zdarzeń w życiu Diny i jej rodziny. Straci ona wszystkich, których kochała, zdecyduje się opuścić i przekląć rodzinny dom. Jej dalsza przyszłość, na ziemiach Egiptu będzie próbą zapomnienia o przeszłości, o własnym pochodzeniu i tożsamości. Narodzi się na nowo jako położna Den-ner. Jednak czy można wymazać pamięć, wspomnienia, traumę i niezwykle mocną, matczyną więź?

Czytelnik z zapartym tchem śledzi losy głównej bohaterki, w której drzemie matczyna mądrość, pielęgnowana od najmłodszych lat. Natomiast mężczyźni w powieści „Czerwony namiot” podejmują decyzje, starają się posiąść jak największą władzę, często unoszą się dumą, przestrzegają rygorystycznie pokoleniowych praw. Bóg Jakuba – El, zdaje się być  bóstwem okrutnym, patriarchalnym i obcym, odległym i nieznanym dla żon Jakuba. One zachowały własne wierzenia, bóstwa, które przypadły w spadku nie synom, a jedynej córce. Życie Diny jest naznaczone cierpieniem, za które odpowiadają jej bracia i ojciec. Współczucie odnajduje tylko w oczach matek. Nie potrafią one jednak uratować Diny przed rozpaczą i beznadzieją. 
„Czerwony namiot” to historia utkana z miłości, macierzyństwa, bólu, śmierci, zdrady, milczenia i przyjaźni. I chociaż dominuje w niej nić czerwieni, to narratorka nie traci z oczu innych barw życia – niewinnej bieli, kolorów dzieciństwa, odcieni bycia kobietą, matką, położną, cudzoziemką, wyklętą. Opowieść zdaje się zataczać koło, Dina będzie musiała ponownie zderzyć się z przeszłością. Kobieta wyniesie z tego spotkania najważniejszą lekcję życia. Narracja zapomnianej córki Jakuba to nie tylko portret jej samej ale i wielu, różnych kobiet: od niewolnicy po królową Egiptu. Dla każdej z nich rozbrzmiewała pieśń matek, sióstr, melodia jednocząca kobiece serca:

Nie lękaj się, nadchodzi czas

Nie lękaj się, kości masz mocne

Nie lękaj się, pomoc jest tuż obok (…)

Nie lękaj się, ręce położnej są mądre

Nie lękaj się, pod sobą masz ziemię

Nie lękaj się, mała matko

Nie lękaj się, matko nas wszystkich” (s.385)

Anita Diamant stworzyła wielobarwną opowieść o kobietach. Trzeba podkreślić, że autorka pisze niezwykle soczyście, ekspresyjnie, klimatycznie. Wielokrotnie odnosiłam wrażenie, że jestem jedną z kobiet z czerwonego namiotu, zasłuchaną w monolog życia głównej postaci. Autorka używa metafor, kreśli wyrafinowane i sensualne przestrzenie, oddając magię tego dawnego świata. Dina, zapomniana córka, przyciąga uwagę swoich słuchaczy, w tonie bardzo intymnym zwierza się ze swojej historii, przerywa milczenie aby zabrać czytelnika do tajemniczego czerwonego namiotu, otwierając bramy własnej pamięci, pamięci matek i wszystkich kobiet, które spotkała na swojej drodze. 

Powieść „Czerwony namiot” odniosła ogromny sukces.  Ma ona również swój filmowy odpowiednik w postaci 2-odcinkowego serialu. 

*Cytaty: Anita Diamant, Czerwony namiot, przeł. Katarzyna Kaliska, wyd. III, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2017.
 Dziękuję portalowi Sztukater za egzemplarz książki.

czwartek, 3 sierpnia 2017

KĄCIK MAŁEGO MOLIKA (6/2017) - "Wilk powrócił!" Geoffroy de Pennart

Z OSTATNIEJ CHWILI: Wilk pojawił się w lesie! Mieszkańcy przerażeni…

W baśniach przylgnęło do niego miano czarnego charakteru. Przebiegły, chytry, za wszelką cenę próbujący zaspokoić swój nienasycony apetyt. Wilczy apetyt. Postać wilka to jednoznaczne wcielenie wszystkich negatywnych cech i zła. Każde dziecko wie, kto próbował zjeść Czerwonego Kapturka i zniszczyć domy trzech świnek. Wilk staje się również głównym bohaterem książek dla dzieci autorstwa francuskiego ilustratora Geoffroya de Pennarta, którego książki o krowie Zosi ukazały się w wydawnictwie Muchomor. „Wilk powrócił!” to pierwsza część serii liczącej dwanaście historii o bajkowym zwierzaku. Jak sugeruje autor - wilk to postać, której pojawienie się gwarantuje zamieszanie i gotową historię.
Ta noc była bardzo niespokojna dla Królika, który nie mógł zmrużyć oka. A wszystko przez wiadomość w gazecie, że do lasu powrócił zły, przerażający Wilk, postrach wszystkich leśnych zwierząt. Gdy rozlega się pukanie do drzwi Królik jest przekonany, że nieproszonym gościem jest Wilk. Na szczęście do Królika przychodzą Trzy Małe Świnki, również przerażone wieścią o powrocie czarnego charakteru. Okazuje się, że nie tylko one wpadły na pomysł aby skryć się w domu Królika, który jak na prawdziwego przyjaciela przystało, chętnie zapraszał wszystkich do siebie. Każdy kolejny gość sprawiał, że Królik bał się trochę mniej. Kiedy wszyscy się rozgościli i zasiedli do pysznej kolacji znów rozległo się pukanie do drzwi. Tym razem był to ktoś, na kogo przecież wszyscy czekali….

Opowieść o wilku to ukłon w stronę dobrze znanych, ponadczasowych opowieści, gdyż u Królika goszczą bohaterowie bajek i baśni, którzy nie mają zbyt miłych wspomnień ze spotkania z wilkiem. Ilustrator i jednocześnie pisarz przedstawił książkowych bohaterów, a przede wszystkim zwierzęta, w sposób bardzo ludzki. Noszą one ubrania, czytają gazety, przygotowują kolację. Historia o powracającym wilku pokazuje, że warto dać komuś drugą szansę i nawet najczarniejszy charakter może się zmienić. 

Opowieść Geoffroya de Pennarta jest lekko przewrotna, humorystyczna, budująca napięcie do samego końca. Każde pukanie do drzwi wywołuje przerażenie wśród bajkowych postaci, ale im więcej ich pojawia się w domu Królika, tym bardziej stają się pewni siebie. Strach czmycha gdzieś daleko gdy wszyscy są razem. Królik wydaje się być niezwykle ważną postacią w lesie skoro wszystkie zwierzęta i bohaterowie baśni przybywają do jego domu. Jest on bardzo gościnny i z radością wita kolejnych gości, przestraszonych prasowymi doniesieniami.  Ma również ostatnie zdanie w sprawie Wilka, wypowiadając się w imieniu zebranych mieszkańców lasu. Książka „Wilk powrócił!” to pięknie, szczegółowo ilustrowana opowieść o emocjach i strachu, który zdaje się rosnąć wtedy gdy jesteśmy sami. Kompozycja ilustracji akcentuje zwłaszcza jeden element – drzwi, z których pobrzmiewa złowieszcze „PUK! PUK!”. Gdy przewracamy stronę, dowiadujemy się kto stoi po ich drugiej stronie.  Spostrzegawcze dzieci zauważą, że zupełnie inny dźwięk pukania rozlega się gdy przybywa tytułowy sprawca całego zamieszania. Również gazeta pełni na ilustracjach znaczącą rolę. Autor ukrył w niej ciekawe wiadomości dla małych czytelników, pokazując jednocześnie, że to prasa jest głównym źródłem informacji wśród mieszkańców baśniowego lasu.

Pierwsza cześć cyklu przygód o wilku francuskiego ilustratora i pisarza wprowadza w klimat bajek, żongluje motywami, bohaterami, opowiadając jednocześnie zupełnie inną, nieznaną historię, w której żarłoczny wilk przechodzi metamorfozę. Czy jednak dotrzyma słowa danego Królikowi? Jak będą wyglądały jego relacje ze zwierzętami? Zapewne naszą ciekawość zaspokoją kolejne części cyklu stworzonego przez Geoffroya de Pennarta. „Wilk powrócił!”, który ukazał się w wydawnictwie Muchomor, to książka dla dzieci w wieku przedszkolnym, na którą warto zwrócić uwagę ze względu na piękne, tradycyjne ilustracje i wkomponowanie innych baśni w opowieść o Wilku i leśnych mieszkańcach lasu. To również przyczynek do rozmowy z małymi czytelnikami o roli prasy w naszym codziennym życiu. 
   Dziękuję portalowi Sztukater za egzemplarz książki.