wtorek, 24 marca 2020

Kobiecy teren pisania – o debiucie Żanety Gorzkiej


                                                                                       
                                                                                            "Obecne tu ciało
                                                                                                                  wiersza zsuwa się
                                                                                                                 z języka drapieżne i wściekłe.”
                                                                                                                   (Bestia nienasycona, s. 54. )

Debiut poetycki to zawsze jakaś forma eksperymentu, efekt procesu poszukiwań i odkrywania  możliwości i barier, które rodzi tworzywo słowne. A nad słowem nie jest łatwo zapanować, wczuć się w tembr i melodię środków poetyckich. To, co może ożywić wiersz, nadać mu głębi, w nadmiarze powoduje jego zanikanie, a wtedy łatwo już niestety przekroczyć granicę grafomanii. Albo się czuje słowa, swobodę ich przepływania w dynamicznym krwiobiegu wyobraźni, albo walczy się z nimi, próbując zniewolić i unieruchomić żywiołowość obrazów, co zazwyczaj kończy się ulepieniem tworów „poetycko podobnych” pełnych banalności i nadmuchanej sztuczności. Lektura debiutu to zawsze mieszanka podejrzliwości i ciekawości i próba odszukania w wierszach tętna słów. 

Czym tętni debiut Żanety Gorzkiej? Gdybym miała określić charakter „Łokcia jelenia” w lapidarny sposób, na pewno ujęłabym to jako kobiecość, mrużąca przekornie oczy i wyłaniająca się zza każdego rogu wiersza. Ale w tym tomie jest o wiele większe spektrum poetyckich zaułków i labiryntów, które odkrywa się z rosnącym apetytem. Żaneta Gorzka eksperymentuje, intryguje i pokazuje czytelnikowi jak świetnie potrafi bawić się słowem, onirycznością i nadrealizmem. W tych wierszach dzieje się i może zdarzyć się wszystko, życie codzienne poddane zostaje surrealistycznej reinterpretacji, co daje nieograniczone możliwości dla wyobraźni. A poetka czerpie z niej całymi garściami, nie rezygnując z inspiracji literackich i popkulturowych ikon. 

Przytoczony cytat z wiersza „Bestia nienasycona” już wiele mówi i odkrywa charakter całego tomiku o dość przewrotnym i absurdalnym tytule „Łokieć jelenia” debiutującej Żanety Gorzkiej.  Język poetycki autorki to połączenie drapieżności ze słowną wściekłością, pełną żywiołowych, ulicznych rozmów, zasłyszanych i odtworzonych w lirycznym minimalizmie. Bohaterka wierszy obserwuje codzienność, wyłuskując z niej pospolitość, powtarzalność, nakładając na nią surrealistyczne czasami absurdalne witraże. 

Kreowany świat Żanety Gorzkiej to z jednej strony spacer po miejskiej przestrzeni, która rozwarstwia się, zagina, by w pewnym momencie przekształcić się w dziwne fantasmagorie, przenoszące odbiorcę na niepewny grunt klimatu groteski i ironii. Z drugiej strony to zadziorne i cielesne odsłanianie kobiecych terytoriów, ciągłe podważanie męskiego punktu widzenia i mruganie kobiecym okiem. „Podmiotka” liryczna szydzi ze stereotypów, buntuje się przeciwko „udomowieniu” kobiety, osadzeniu jej w przestrzeni zwyczajności, trywialności. Może dlatego tak wiele w tym zbiorze wierszy dotykających sfery domowej, ale i intymnej. Dla bohaterki jest to tylko pretekst, aby na fundamencie codzienności ponownie zbudować własne łobuzerskie i abstrakcyjne uniwersum. 

Podmiotka liryczna na pierwszym planie – o cielesności

„Chwała lirycznym dziewczynkom”  - wybrzmiewa w jednym z wierszy Żanety Gorzkiej. Bohaterka wierszy solidaryzuje się z kobietami piszącymi, ale i bezkompromisowo osłania to, co ukryte, przemilczane, tabuizowane. Spoglądając całościowo na tom od razu dostrzegamy dominującą kobiecą perspektywę, osadzoną dość głęboko we współczesnym ilustrowaniu fizyczności i seksualności. Pojawiające się lecące łona, łydki, sutki, piersi, ale i język, to słowa-symbole naznaczone zmysłowością, eksponujące ciało, fizjologię, anatomię zmetaforyzowanej erotyki. Żaneta Gorzka nie jest jednak w opisywaniu cielesności wulgarna, ale dzięki stosowaniu humoru, wyrafinowanego cynizmu i kategorii absurdu potrafi ująć ciało (czy to kobiece, czy męskie) w intymności, ale i w codziennych sytuacjach. Ciało okazuje się kolejnym pretekstem lub raczej doskonałym tworzywem tematycznym do konstruowania poetyckich miniatur, lekko prześmiewczych, otwartych na wyobraźnię czytelnika:

Na oparciu krzesła
wiszą rajstopki
i kategorycznie
domagają się ciała”
[Po prostu spróbuj być dla niego miła (…c..-…c..), s. 51]

Podmiotka liryczna próbuje wejść w rolę koleżanki, przyjaciółki, feministki, zdystansowanej i unikającej patosu emocjonalnego. Mężczyznom, a raczej „zimnym samczykom” nieźle się obrywa, w większości utworów otrzymujemy ich karykatury, jakby wycięte z modelu systemu patriarchalnego, napuchniętego od testosteronu. Kobiety żądzą w „Łokciu jelenia”, co przypieczętowuje ostatni retoryczny wers jednego z wierszy: „A ty tu facet czego?!”. Na terytorium kobiecej poetyki Żanety Gorzkiej nie ma miejsca dla samców, spoglądających na kobiety przez pryzmat płci.
W prezentowanym debiucie nie brakuje jednak relacji damsko-męskich, konstruowanych w formie poetyckich mozaik, minimalistycznych obrazków z codzienności:

„Jeżeli mężczyźni wyginęli
to co robi ten paź królowej
w moim żołądku?

(Hej, ty!
upewniam się)

I czy to już na pewno jest
miłość?"
[Tak bym chciała, s. 45]

To krótkie refleksje w formie tekstów z graffiti czy przełamanych ironią definicji stanów emocjonalnych. Minimalizm słowny, charakterystyczny dla tego tomu, to również redukcja emocjonalności, uczucia okazują się być źródłem cierpienia, a miłość „jarzmem emocji”. Więcej w tych wierszach anatomii, czułości względem własnej kobiecości i natury niż uczuciowości. Z jednej strony mógłby to być zarzut, ale po głębszej lekturze uderza samotność bohaterki wierszy, samotność kobiecości tak bardzo uprzedmiotowionej i włożonej w ramy męskiego, dominującego świata. Jednym z poważniejszych wierszy, wyróżniających się klimatem jest „Wojna i pokój”. To samotne wypłynięcie na głębię, ofeliowe zanurzenie się w wodzie, ucieczka od uczuć i wrośniętych w kobietę ról, bycia ciągle poza sobą, bycia wtłoczoną w gotowe scenariusze życia matki, żony, kochanki.


Pod maską absurdu, czyli kroniki codzienności  

„Czterdziesta pierwsza rozbójniczka Ali Baby” jak określa siebie podmiot liryczny ma dość specyficzny i oryginalny model własnej sztuki poetyckiej. To dążenie do skrótowości, lapidarności i redukcji słownej przy dużej rozpiętości tematycznej. Wiersze składające się na tom „Łokieć jelenia” odznaczają się spójną formą, ale i topiką. Obrazki codzienności, miejscami wyczulone na detal, kiedy indziej brutalne, marginesowe, to paleta, z którą spotykamy się każdego dnia. Autorka nie zostawia nas jednak z wiernymi odbiciami, realnymi kopiami rzeczywistości, ale wprowadza furtki, konstruuje przejścia podziemne, poszerza wiersze o przestrzeń dla wyobraźni. Żaneta Gorzka z dużą umiejętnością i wyczuciem gier słownych dekonstruuje codzienne sytuacje, rozbiera je na detale i ponownie składa w oniryczno-groteskowe metafory. 

Poczynając od samego tytułu tomu, po przez zaskakujące tytuły wierszy (będącymi już samymi w sobie mikropoetyckimi sekwencjami: „I wezbrały wody ślinotoku a usta piszących rozstąpiły się” ; „Tajemnice rurki próżniowej (albo gonitwa myśli na 400 metrów przez płotki”)), projekt graficzny (którego kształt i wyjątkowy charakter również jest spójny, kunsztowny i dopracowany), a kończąc na utworach, „Łokieć jelenia” odznacza się pewną dozą awangardowości i zakorzenianiu świata poetyckiego w przewrotnym absurdzie. Momentami tytuły odgrywają ważniejszą rolę niż sam wiersz. Czy nie jest to zabieg przesadny, pełniący rolę, zaskakującego, ale ozdobnika? Myślę, że to jednak świadomy mechanizm budowania klimatu zaskoczenia, nowatorskiego podejścia do formy wiersza, która w wypadku debiutu Żanety Gorzkiej jest plastyczna i giętka.
Poszczególne wiersze dążą do efektu zaskoczenia, zburzenia poczucia czytelniczego bezpieczeństwa. Czytanie wierszy Gorzkiej to trochę jak podróż bez mapy, całkowicie spontaniczna, żywiołowa, ale i niebezpieczna, łatwo zbłądzić w labiryntach wyobraźni. Tym bardziej, że nie mamy kompasu w postaci utartych metafor, ale dysponujemy własną intuicją i wrażliwością. I warto im zaufać. Ufa też czytelnikowi sama poetka, nie bojąc się nadrealistycznych i irracjonalnych opowieści. Pomimo stosowania groteskowej perspektywy, mocnej ironii, to pod warstwą surrealistycznego i eksperymentalnego obrazowania kryje się to, co ludzkie, jątrzące, stosunek człowieka do natury, zwierząt (aby poznać życie trzeba „zajrzeć kotce pod powieki” – wiersz „W życiu trzeba miau miau”), relacji międzyludzkich, pytanie o sens egzystencji, słabości i niewiedzy. 

Wiersz jak bestia, wiersz jak wilk  

Oprócz absurdu pojawiają się u Żanety Gorzkiej nawiązania do popkultury, konsumpcjonizmu, bohaterów z legend, kina, baśni (3 wiersze mają w tytule słowo Bajka) czy literackich postaci. Przekrój jest tu naprawdę pojemny – i tak między wersami goszczą: Yeti, Michael Jackson, Ewa Chodakowska, psychopatyczny Fredy Krueger, Tarzan, Godzilla, Mona Lisa, poeta Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, św. Augustyn, Lucyna Ćwierczakiewiczowa, Ilona [W] zapewne Witkowska, Kira [P], czyli Pietrek, filozof Jacques Derrida, Piero Manzoni, i nawet Muminki w dość ekscentrycznym wierszu (pomijam oryginalne podziękowania, w których też roi się od tropów inspiracyjnych). Dlaczego tak dużo tych postaci? Co ma na celu ten różnobarwny korowód? Widziałabym w takiej konwencji ślady postmodernizmu, ale i celowe zestawianie kontrowersyjnych ikon naszej współczesności. Tylko w takiej poezji jest miejsce w jednym wierszu dla celebrytki i poety (wiersz „Weź się zastanów”). 

Warsztat poetycki, którym dysponuje debiutująca poetka jest naprawdę przemyślany i konsekwentny. Słowa, stosowane oszczędnie i ostro, mają szokować, ciągle polemizować z czytelniczą wyobraźnią. Pobrzmiewają w nich echa miejskich ulic, opuszczonych peryferii, pogłosy podsłuchanych rozmów, znaczeń dobranych fantazyjnie i zadziwiająco. To język poetycki pełen zakamarków, wypełnionych imaginacją i nieustannie ripostującymi wersami.
Wiersze ciągle zmuszają odbiorcę do reakcji, do polemiki, do poetyckiego dialogu. Słowa wręcz same tworzą się, nie panuje na nimi podmiot, wyskakują spod języka w postaci wilka („Bajka na dobranoc”) czy drapieżnej bestii, trudno je okiełzać i oswoić. Wiersz staje się osobnym tworem, żywiołowym, plastycznym, pozornie wymykającym się spod kontroli poetki. Pozornie, bo autorka panuje nad materią słów, spina je delikatną nicią spójnej, indywidualnej, nieco zadziornej ale i osobliwej poetyki.


Żaneta Gorzka swoim tomikiem poetyckim udowadnia, że można zadebiutować bardzo dojrzale, z wyrazistym konceptem i zaskakującą tematyką. „Łokieć jelenia” to poezja eksperymentalna, lekko postmodernistyczna, zakorzeniona w kobiecości. Słowo ma oddziaływać, wywierać wpływ na odbiorcę, odciskać się w myślach. Forma wiersza Gorzkiej to często szyfr wyobraźni, onirycznych przebłysków i plastycznego przenikania świata i iluzji. Poetka często mruga okiem do czytelnika, jej podmiotka jest zdystansowana, ale i przekorna, eksponująca to, co fizyczne. Materia codzienności w „Łokciu jelenia” nabiera wielosemantyczności, słowo przenosi czytelnika ponad banalność i zwyczajność, stawia go przed krzywym zwierciadłem, pozwala bawić się znaczeniem i metaforyką. I to zabawa słowem sprawia czytelnikowi największą frajdę. „Łokieć jelenia” to zapowiedź poezji łobuzerskiej i buntowniczej, słowem - kobieco-rebelianckiej. To specyficzny kobiecy teren pisania, terytorium absurdu, ale i słownej żywiołowości i niekonwencjonalności. Warto tej  ekscentrycznej kobiecości zaufać. 

Żaneta Gorzka, Łokieć jelenia, Wydawnictwo, Warszawa 2020.

Dziękuję Autorce za egzemplarz książki.