czwartek, 27 grudnia 2018

KĄCIK MAŁEGO MOLIKA (8/2018) - "Zaginiona księgarnia" Katie Clapham il. Kirsti Beautyman


Te miejsca są obok nas. Tętnią w aortach miasta. Są blisko gdy wracamy ze szkoły, gdy codziennie przechodzimy obok nich, spiesząc się do pracy. Niepozorne w porównaniu do kolorowych, tytanicznych budynków galerii. Ale jak przytulne są gdy znajdziemy się w środku. Jak magiczne. Ściany zapełnione książkami, zapach papieru, szelest przewracanych stron. Zakochujemy się w takich miejscach i nie chcemy już ich opuszczać. To one nadają kolorów, w ich tętni życie kulturalne. Księgarnie i biblioteki. 


Ostatnio ukazała się książka dla dzieci „Zaginiona księgarnia” Katie Clapham (wyd. Wilga) z ciepłymi ilustracjami Kirsti Beautyman. I jest to tytuł o wielkim potencjale, niezwykłości, magnetyzmie takich miejsc jak księgarnie. Miejsc, w których znajdziemy tysiące książek. Okazuje się jednak, że księgarnie i biblioteki to przecież nie tylko miejsca, w których możemy zaopatrzyć się w kolejne stosy książek. Te miejsca, to coś o wiele więcej. To ludzie, ich doświadczenie, otwartość na spotkanie, organizowanie imprez kulturalnych i promocja czytelnictwa wśród najmłodszych. To opowieść o tym, co robią księgarze i bibliotekarze, jak niezwykłymi ludźmi są, jak wiele w nich jest pasji i empatii dla innych. 

Bohaterką „Zaginionej księgarni” jest mała Milly, która uwielbia „Godzinę z bajkami” w pobliskiej księgarni. Jej właścicielką jest sympatyczna, starsza pani Minty, która doskonale zna gusta czytelnicze i wie jaką książkę polecić. Niestety księgarnia zostaje zamknięta. Dziewczynka bardzo to przeżywa i zastanawia się, co stało się z panią Minty. Sama kiedyś chciałaby zostać księgarką, ale teraz gdy nie ma księgarni, kto poleci jej ulubione książki? Okazuje się, że mieszkańcy miasteczka, podobnie jak Milly, tęsknią za klimatyczną księgarnią i sympatyczną księgarką. Postanawiają działać i na drzwiach zamkniętego lokalu pojawiają się kolejne listy, słowa uznania, prośby dotyczące księgarni…

„Zaginiona księgarnia” zachwyca pięknymi, barwnymi i plastycznymi ilustracjami. Zakocha się w niej każdy (bez względu na wiek) bibliofil. To również ważna opowieść o małych księgarniach, o ludziach którzy prowadzą klimatyczne miejsca, często nieprzynoszące wielkiego zysku. Zamknięta księgarnia to niestety coraz częstszy obraz, który spotykamy w naszych polskich miastach. Bolesne. To od czytelników zależy czy księgarnia będzie działała, podobnie biblioteka. Miejsca pełne książek stają się teraz przestrzenią idealną do spotkań, pracy, odpoczynku. Są „trzecim miejscem” , o czym pisał Ray Oldenburg. W nich jest wielki potencjał, klimat, magia, ale i przejście do świata kultury, świata słów. 

„Zaginiona księgarnia” to także inspirująca historia do zajęć z dziećmi, których chcielibyśmy zachęcić do czytania oraz do przyjścia do biblioteki, księgarni. Książka Katie Clapham to także opowieść dla dzieci, których czeka pierwsza wizyta w świecie książek. Tytuł ten szczególnie polecam bibliotekarzom, pracującym z dziećmi, stworzenie ciekawych warsztatów w oparciu o „Zaginioną księgarnię” na pewno przyniesie wiele radości zarówno prowadzącemu jak i małym czytelnikom.


 Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu WILGA

piątek, 7 grudnia 2018

Antykultura śmierci


Śmierć pozostaje tajemnicą, coraz częściej przykrywana milczeniem, zobojętnieniem, mnoży sprzeczne uczucia, ale zawsze przywołuje lęk. Pomimo współczesnych technologii, rozwoju medycyny i nauki, człowiek nie uzyskał precyzyjnej odpowiedzi czym jest śmierć i co czeka każdego z nas po śmierci. Opisywanie Tanatosa, próba jego ujarzmiania za pomocą paradygmatów filozoficznych, teologicznych, socjologicznych czy medycznych to nieustanne ścieranie się z widmem kresu, odchodzenia. 

Wachlarz pojmowania śmierci jest niebywale szeroki i wydaje się być nieskończony, niejasny. Nie ma uniwersalności w tanatologicznych rozważaniach, śmierć jest nieuchwytna, ukształtowana na wzór jednostki, niepowtarzalnie przerażająca, ale i nieuchronna. Interesującą publikacją traktującą o wielowymiarowości śmierci jest „Człowiek w obliczu kresu życia. Studia interdyscyplinarne” pod redakcją Beaty Antoszewskiej i Sławomira Przybylińskiego (wyd. Impuls). Rozpiętość tematyczna artykułów, sposoby naświetlania problematyki współczesnego obrazu śmierci, pokazują tabuizację umierania, zmiany kulturowe, brak odpowiedniej opieki paliatywnej, przepisów prawnych. Autorzy tekstów, specjaliści z różnych dziedzin, podjęli się tematyki trudnej, kontrowersyjnej, jednak poszerzającej perspektywę patrzenia na śmierć. Każdy z artykułów zasługuje na uwagę, głęboką refleksję ze strony czytelnika. Publikacja „Człowiek w obliczu kresu życia” to pigułka newralgicznych tematów o śmierci, które współcześnie wymagają społecznej, wielowymiarowej dyskusji. 

Artykuły, które znalazły się w książce zostały podzielone na trzy części – wymiary: współczesne zainteresowanie śmiercią, doświadczenie śmierci i śmierć społeczna. Każdy z osiemnastu tekstów próbuje przyjrzeć się doświadczeniu umierania w oparciu o różne metody badawcze. Warto wspomnieć o kilku tekstach, które wydały mi się intrygujące i nowatorskie. Krzysztof Leśniewski w swoim artykule „Osoba ludzka wobec decyzji obdarowywania swoim ciałem w obliczu śmierci mózgowej” poddaje refleksji medycznej, etycznej zagadnienie śmierci mózgu, które rodzi wiele wątpliwości. Czym jest śmierć mózgu, czy jest „niepewnym istnieniem”, czy procesem umierania, gdzie tak naprawdę znajduje się ludzka dusza – czy rzeczywiście jest umiejscowiona w mózgu? Autor mnoży pytania, nie próbuje stawiać jednoznacznych tez, ale poddaje w wątpliwość termin „śmierć mózgu”, który funkcjonuje od 1968 roku i oznacza ustanie procesów życiowych. O antykulturze śmierci pisze Grzegorz Kazberuk. W tekście „Współczesna kultura śmierci – śmiercią kultury współczesnej” opisuje kontrowersyjne wystawy, ubieranie Tanatosa w modne gadżety, wykorzystywanie tematyki śmierci do komercjalizacji. 

W myśleniu o umieraniu pojawia się problem dialogu. Jak o śmierci rozmawiać z dziećmi, z młodzieżą, z uczniami? Pomocne w tym kontekście okazują się artykuły: Elżbiety Minczakiewicz, Marcina Wlazło, Agnieszki Paczkowskiej, Piotra Krakowiaka, Aleksandry Toboty i Beaty Antoszewskiej. Autorzy próbują uwrażliwić dorosłych – rodziców i wychowawców na wrażliwość młodego odbiorcy. Wczesna edukacja tanatologiczna to szczera rozmowa, w przestrzeni zaufania, podparta tekstami literackimi dostosowanymi do wieku odbiorcy, które inicjują trudny temat. Jestem ogromną zwolenniczką biblioterapii, więc wydaje mi się istotne przy rozmowach z dzieckiem o śmierci nawiązać do książek, bajek, opowiadań. Artykułem uzmysławiającym rozumienie doświadczenia śmierci w zależności od wieku (dzieci a młodzież) jest tekst „Śmierć w świecie dziecka i nastolatka – wpływ rodziców i innych dorosłych”. 

Żałoba w kontekście śmierci bliskiej osoby jest czymś oczyszczającym, pozwalającym przepracować ból, stratę, cierpienie, bezsens. Ma ona powoli przygotować człowieka do powrotu do codzienności, rutyny, odnalezienia ponownie sensu i celu życia. Gorzką refleksję rodzą badania dotyczące opieki paliatywno-hospicyjnej, ciągle niedofinansowanej i nieadekwatnej do wrażliwości umierających i rodzin. Brak wsparcia psychologicznego, a także empatii, pokazuje jak niegodnie traktowani są pacjenci hospicjów. Człowiek, który umiera, zdaje się mieć o wiele mnie praw, jego potrzeby, uczucia są lekceważone, pomijane. Czym jest śmierć społeczna? Doświadczają jej więźniowie, osoby napiętnowane przez własne zbrodnie. Zakład karny okazuje się być miejscem pełnym degradacji, barierą społeczną, separującą od rodzinnych relacji, przyjaźni. 

Kult piękna i młodości, kultura nastawiona na konsumpcjonizm, intensywne przeżywanie, bombardowanie szokującymi i tragicznymi wiadomościami, nie sprzyjają refleksji nad śmiercią w pełnym wymiarze ducha humanizmu. Próbujemy uciekać od widma kresu życia, pojawia się w nas obojętność na śmierć, póki nie dotyka naszych bliskich i nas samych. Publikacja „Człowiek w obliczu kresu życia. Studia interdyscyplinarne” jest ważnym i potrzebnym głosem refleksji nad tabuizacją śmierci, jej zdegradowaniem. Nie jest to lektura łatwa, autorzy raczej negatywnie oceniają społeczne i kulturowe zmiany doświadczania śmierci. Z niektórymi tekstami nie będziemy się zgadzać, niektóre wręcz nas zabolą, pokazując jak kiepsko wygląda w Polsce opieka paliatywna. Artykuły nie odpowiadają czym jest śmierć, nie odsłaniają tajemnicy kresu życia, bo nie jest to możliwe. Z odpowiedzią czym jest śmierć każdy będzie musiał zmierzyć się osobiście. Warto w tych tekstach raczej poszukać odbicia naszej rzeczywistości, odnalezienia miejsca dla Tanatosa w przestrzeni społecznej. 

                                   Dziękuję portalowi Sztukater za egzemplarz książki.


poniedziałek, 3 grudnia 2018

Rebelia wobec rzeczywistości, czyli kilka słów o poezji Patryka Muszyńskiego


„my obok siebie
stworzeni się różnić

kwadratowi trójkątni
od owalnych i podłużnych
(…)
 buntownicy rebelianci
od posłusznych i usłużnych
(…)
opisani na potrzeby chwili
dwuwersami wątpliwości różnych”
[Dwugopis, s. 13]


Gdy płoną wartości, a ogień nienawiści spopiela fundamenty empatii i człowieczeństwa, to słowa powinny nieść nadzieję, stając się feniksem współczesności. Czy jednak można „tańczyć w płonącym domu”, gdy strach o jutro przesłania optymizm i poczucie bezpieczeństwa? Poetycki zbiór Patryka Muszyńskiego „Taniec w płonącym domu” tętni od buntu słownego, od obrazów samotności, która wydaje się być główną bohaterką utworów. Szorstki smutek, gorzkie diagnozy obserwowanej codzienności wybrzmiewają w końcowych wersach utworów, pozostawiając odbiorcy otwarte "wyjście ewakuacyjne" z płonącej codzienności.
Obok pustki, braku dominują refleksje autotematyczne, zmagania poety ze słowem, formą. Patryk Muszyński, autor czterech tomów poetyckich („Nie myśl o samobójstwie”; „Generalnie”; „Pod skórą”; „Taniec w płonącym domu”) nieustannie szuka formy i odpowiednich środków wyrazu, żongluje konwencjami, wyrazami, brzmieniami, korzystając z bogactwa języka. Warto wspomnieć tu choćby wiersz „Terroryzm na kartce”, w którym słowni terroryści (współcześni użytkownicy języka polskiego) eliminują samogłoski, ale i polskie znaki (ś,ć,ń). Ciekawie prezentuje się również utwór „Minimalizm”, w którym autor poprzez używanie dużych liter buduje tytuł wiersza. Twory skojarzeń brzmieniowych powstają również w „Ulecznicy”, potraktowanej bardzo eksperymentalnie przez podmiot liryczny. Takich zabaw słowem znajdziemy w tomiku więcej („Nawet”; Usprawiedliwienie”). Jak zauważa Kinga Młynarska w „Posłowiu” autor dynamizuje swój styl, eksperymentuje, tworząc zgrabne neologizmy.

Poetyckie odbicie rzeczywistości kreślone są przez podmiot przepełniony buntem. Podmiot-buntownik nie cukruje, nie metaforyzuje, ale dobiera słowa mocne, dosadne, brutalne. Poezja ma, według niego, być rebelianckim głosem, niezgodą na świat pozbawiony empatii i nadziei. Obok tych dosadnych, mrocznych obrazów podmiot liryczny akcentuje artyzm fragmentaryczności, chwili, momentu. Koncentruje się na emocjach, które szczerze przebijają z poetyckich migawek. Autor zdaje sobie sprawę, że nie można całkowicie opisać ludzkiej duszy, pozostawia więc tropy-słowne, które budują przestrzeń emocji, pozwalając odbiorcy na osobiste spotkanie z uczuciami.

Podmiot „Tańca w płonącym domu” odkrywa samotność odchodzącej osoby („Samotność – Tryptyk”), zagłębiając się również w lęk przed przemijaniem. Rewelacyjny, chyba najlepszy wiersz w tomiku, „Okruchy dnia” podejmuje temat starości i Baumanowskiej płynnej nowoczesności. Pęd współczesności nie lubi braku, pustki, więc nawet przestrzeń śmierci musi być zastąpiona czymś nowym, użytkowym. Według podmiotu świat jest „jednorazowy”, więc nie dziwi, że „za okruchy dnia/można dostać nobla”. Przemijanie, nieuchwytność czasu wybrzmiewa również w utworze „Ziarna piasku”. Dialog sekundy, minuty, miesięcy i kolejnych jednostek czasowych pokazuje jak ambiwalentne jest upływanie czasu i jego odbieranie – czym jest sekunda wobec wieczności, jak na przemijanie patrzy dziecko a starzec? Przesypujące się „Ziarna piasku” niczym w klepsydrze, to plastyczna metafora upływającego życia, uciekających chwil, dni, lat.

„dekada milczała z niepokojem
patrząc na wiek i tysiąclecie
gdy przemówiła wieczność

a co wy o czasie wiecie
moje dzieci[e]”
[Ziarna piasku, s. 43]

Autor poświęca wiele miejsca dwuznacznościom, cielesności, przemycając pomiędzy wersami erotyzm fizyczny, gwałtowny. Nie do końca przemawia do mnie stosowanie tych figur, ich dosadne i miejscami brutalne przejaskrawienie – choćby w wierszach „Od czego dłoń”; „Dziś, teraz” czy „Poziomo”. Seksualność zostaje ograniczona tylko do stosunku, krótkotrwałego, fizycznego aktu – w tym wypadku nie jest ona już dwuznaczna, zawoalowana, domyślna – ale mocno zaakcentowana, z premedytacją przez podmiot. Rzecz gustu, ale wolałabym aby autor więcej ukrywał niż odsłaniał (dobrym kierunkiem jest utwór „Pragnienia”). Podmiot jak na rebelianta przystało, pluje na wszelkie tabuizację, więc mniemam, że i erotyzm wybrzmiewa tu o wiele silniej, bujniej, mocniej -odzwierciedlając zapewne również stosunki międzyludzkie.

Patryk Muszyński opowiada o współczesnych wędrowcach, porusza tematy emigracji, polityki, ekologii, braku autorytetów i wartości. I jak mówi gorzko podmiot w jednym z wierszy -dzisiejsza samotność to „w kontaktach telefonicznych/tylko numery alarmowe”. Tańcząc w płonącym domu, podmiot próbuje smakować chwile pomimo pożaru samotności, pustki, przemijania, braku głębszych emocji. Wiersze z lat 2015-2017 cechuje nierówność, znajdziemy naprawdę dopracowane i przemyślane poetyckie manifesty rebelianta, jak i mniej udane utwory, pokazujące zmaganie się z formą („Dziś, teraz”) i szukaniem na siłę przestrzeni obrazowania („Cyrk”). Poezja Patryka Muszyńskiego to słowna rebelia rzeczywistości, obnażająca szarą, nieczułą codzienność. Obrazy polskiego piekiełka przewijają się z ujęciami ludzkiej duszy – samotnej, łaknącej dotyku i czułości. Jaką drogą pójdą kolejne wiersze Muszyńskiego?  Warto poczekać. 

Za egzemplarz książki dziękuję Autorowi. 

*Cyt. Patryk Muszyński, Taniec w płonącym domu, posłowie: Kinga Młynarska, Kielce 2018.