niedziela, 19 lipca 2015

Rabka Festival 2015 - relacja

Gdzie można było spotkać niesamowitych pisarzy, ludzi zakochanych w literaturze, niezwykłych ilustratorów? Jest takie miejsce w Polsce - Rabka Zdrój, gdzie w lipcu spotykają się miłośnicy książek dla dzieci. Byłam w Rabce pierwszy raz i zakochałam się od pierwszego wejrzenia - w samym miejscu, w festiwalu, który swą energią zaraził wszystkich uczestników...
Rabka Festival odbywał się po raz drugi i nie zabrakło atrakcji dla najmłodszych jak i dla starszych moli książkowych. Dla mnie największym odkryciem był włoski ilustrator - Roberto Innocenti, którego ilustracje do  "Kopciuszka" czy "Czerwonego Kapturka w wielkim mieście" (oczywiście obie książki niebawem zagoszczą na mojej półce), były ucztą estetyczną, cudowne i realistyczne ilustracje, przenoszą w świat tekstu, stają się magiczną opowieścią. Niezwykłe okazało się też spotkanie z mistrzem polskiej ilustracji - Józefem Wilkoniem, który opowiadał jak dostrzec talent u dziecka i co zrobić, aby go nie stłamsić. 
Dla dorosłych odbyły się bardzo interesujące prelekcje na temat baśni, dziwności w literaturze, ilustracjach oraz festiwalach organizowanych w Wielkiej Brytanii i Szwecji. 
Dzieci i dorośli mogli spotkać swoich ulubionych pisarzy - Grzegorza Kasdepke, Joannę Olech, Barbarę Gawryluk, Małgorzatę Strzałkowską, Lottę Olsson. 
Tematyka warsztatów była różnorodna i zainteresowałaby najwybredniejszych poszukiwaczy nowinek technologicznych i książkowych. 
Mi spodobały się książki interaktywne dla młodszych czytelników, pokazujące jak można urozmaicić tekst np. baśni "Czerwonego Kapturka". 

Planuję już przyszłoroczną wyprawę do Rabki, bo taki literacki festiwal to moc wrażeń i cudownych wspomnień. Dla dzieci to gwarantowana dobra zabawa, inspirująca i zachęcająca do sięgania po książki. A rozmowy z autorami to sama przyjemność dla młodych czytelników.... 
Brawa dla organizatorów i wszystkich, którzy przyczynili się do organizacji tego wyjątkowego festiwalu.
 
Pozostaje mi mieć nadzieję, że za rok będzie tak samo ciekawie, różnorodnie i zabawnie. Rabka Festival to wydarzenie, na którym musicie być!!!! 

Krótka fotorelacja:)

Józef Wilkoń podczas otwarcia festiwalu


 Rozmowa Joanny Olech i Józefa Wilkonia o ilustrowaniu książek
 Rozmowa Roberto Innocentiego z Jarosławem Mikołajewskim
 Wystawa ilustracji R. Inoccientiego w Bibliotece


 Warsztaty z Lottą Olsson i Barbarą Gawryluk - "Dziwne zwierzęta"
 Warsztaty z tworzenia gier planszowych z Wojciechem Rzadkiem

 Biblioteka mieszcząca się na dworcu kolejowym :)
Piegowate Książkojady w skromnej osobie :)

niedziela, 5 lipca 2015

Książkojad w kinie: Minionki (2015)



Są żółte, zabawne, mają wiele energii i beztroskie podejście do życia. I świetnie poprawiają humor. To Minionki , które możemy zobaczyć na wielkim ekranie.
Akcja mininionkowej historii  zaczyna się od samego początku, czyli od powstania Minionków i nieustannego poszukiwania nikczemnika, któremu będą mogły służyć. Jak się okazuje nie jest to proste zadanie, bo ten zły jest dość kruchą istotą… Jeden z Minionków Kevin postanawia odnaleźć najgorszego złoczyńcę – wyrusza wraz z Stuartem i Bobem do Stanów Zjednoczonych na targi zła. Żółte stworki odnajdują wymarzonego pracodawcę – Scarlett  O`haracz (w polskim tłumaczeniu). Nie zdają sobie jednak sprawy co ich czeka, bo ta kobieta to najczarniejszy z charakterów, która zrobi wszystko aby osiągnąć swój cel. 
Minionki podbijają serca nie tylko najmłodszych widzów (czego jestem przykładem). Minionki ciągle popadają w tarapaty, żyją w swoim świecie, nie respektują ludzkich praw, mają własny język i żywią się bananami.  Film daje wiele pozytywnej energii, fani „Jak ukraść księżyc” będą zachwyceni. Każdy z Minionków jest wyjątkowy, ma swoje marzenia, upodobania, np. Bob uwielbia zwierzęta, przygarnia nawet szczura, spotkanego w kanałach., a Stuart to typowy gwiazdor, który marzy o nowej gitarze.   
Minionki mają jednak specyficzny humor, trochę groteskowy, ironiczny – bo takie są te stworki, mające wielki dystans do siebie, śmiejące się z samych siebie. Reżyser  - Pierre Coffin daje nam prostą fabułę, okraszoną zabawnymi sytuacjami i akcją, w której to Minionki królują (dosłownie).

Wybierając się na film z najmłodszymi pociechami miejmy na uwadze, że nie jest to typowa bajka i 3-latek (lub wrażliwsze dziecko) może jednak nie przetrwać do końca (tak jak się to zdarzyło w trakcie seansu, na którym byłam, gdzie małe dzieci po prostu płakały, bojąc się niektórych scen).  Warto zapoznać się z opiniami i chociaż zobaczyć wcześniejsze zapowiedzi filmu. Niestety ciągle błędne jest myślenie, że wszystko co animowane jest przeznaczone dla dzieci (mam na myśli także anime).  

wtorek, 19 maja 2015

Malarz uczuć i wspomnień

Wspomnienia przodków kształtują naszą tożsamość. A gdyby odebrać ludzkości obrazy przeszłości, wojen, cierpienia, ale i miłości, wiary, zaufania, przyjaźni? 

O tej wizji świata opowiada książka "Dawca" Loisa Lowry`ego. Główny bohater Jonasz, żyje w przyszłości, w której nie ma uczuć, wszystko jest poukładane, zaplanowane, despotycznie piękne. Chłopiec mieszka wraz z rodzicami i siostrą i czeka na najważniejsze wydarzenie w jego życiu, kiedy to zostanie przydzielony do konkretnego zawodu. Tak naprawdę jego rodzina, tak jak inne rodziny nie jest powiązana więzami biologicznymi, ponieważ rodzeniem dzieci zajmują się wyznaczone kobiety. Dzieci są adoptowane i wraz z dorosłymi tworzą "komórkę rodzinną". Aby nie odczuwać dorośli zażywają specjalne tabletki, które powstrzymują emocje. Codziennie każdy opowiada o swoich  uczuciach pozostałym członkom rodziny i zawsze są one dobre, dając poczucie szczęścia.
Jonasz widzi więcej niż inne dzieci, dostrzega jakieś dziwne odblaski, przebłyski. Nic więc dziwnego, że zostaje wyznaczony na przyszłego Dawcę. Kim jest Dawca? To starszy człowiek, który przechowuje wszystkie wspomnienia ludzkości, bolesne uczucia oraz kolory. Świat Jonasza jest biało czarny, szary - ludzie nie mają zdolności widzenia barw, która zginęła wraz z wyparciem wspomnień. Jest to cena szczęśliwego życia, bez zmartwień, bólu i człowieczeństwa. Społeczeństwo przyszłości nie wie czym jest śmierć, co jest dobre, a co złe - bo o wszystkim decyduje ktoś z góry. Dawca ma na sobie ogromny ciężar, dzięki niemu świat może zachować równowagę. Jonasz odkrywa jednak, że jest to tylko złudzenie spokoju i szczęścia. Dostrzega jak wiele ludzie stracili, wyzwalając się od uczuć i wspomnień. Chłopiec, ucząc się od Dawcy zaczyna dostrzegać barwy, odbiera Dawcy wspomnienia przeszłości - są one dobre, ale i złe, które wyzwalają ból, cierpienie. Jonasz buntuje się przeciwko pozornemu porządkowi, kiedy dowiaduje się czym tak naprawdę jest miejsce poza Granicą, gdzie trafiają starsi ludzie i nieprzystosowane niemowlęta.
"Dawca" to niezwykła powieść, i dla dorosłych i dla nastolatków. Motyw ludzi pozbawionych emocji pojawia się w filmie "Equlibrium" ( z 2002r.), który należy do moich ulubionych. Podobnie jak w "Dawcy" społeczeństwo pozbawione jest uczuć dzięki zażywaniu odpowiedniego leku, niwelującego odczuwanie. Za całe zło, wojny i cierpienie odpowiadają ludzkie emocje. Lecz czy człowiek bez uczuć to nadal istota ludzka czy już robot, pozbawiony własnej woli i wyjątkowości? Lois Lowry porusza jeden z ważniejszych tematów, z którym mierzy się ludzkość. Przyszłość wydaje się być idealna dla społeczeństwa zmanipulowanego, jednakowego, sztucznego. Tutaj nie ma miejsca dla buntowników, czujących, wyróżniających się z tłumu. Jonasz jest bohaterem, który wszystko zmieni. Niestety zmiana będzie wymagała wiele poświęcenia. "Dawca" to silna dawka refleksji o naszej przyszłości i wartościach jaką niosą wspomnienia, kolory, uczucia. Błękit nieba, zachód słońca, zieleń lasu to kolory bez których nie wyobrażam sobie życia. To barwy życia, w które wplatają się nasze przeżycia, wspomnienia, uczucia...
Na podstawie książki powstał film - "Dawca pamięci". Nie miałam przyjemności oglądać, ale może macie własne opinie na ten temat. Czy warto obejrzeć? 

PS. Dziękuję, że zaglądacie na Książkojady, pomimo dłuższej obecności :) Za wszystkie komentarze serdecznie dziękuję, motywują one ogromnie do pisania i blogowania :) DZIĘKUJĘ!!!!

poniedziałek, 18 maja 2015

KĄCIK MAŁEGO MOLIKA (cz.7) - Dla małego włóczykija


Kim jest Nela, bohaterka książki "10 niesamowitych przygód Neli"? Pozwólcie, że się sama przedstawi:
Cześć, nazywam się Nela i mam osiem lat. Gdy miałam pięć lat, zaczęłam podróżować po świecie i nagrywać filmy. Moim idolem jest Steve Irwin i pragnę zostać prezenterką podróżniczą. Byłam w wielu ciekawych krajach na różnych kontynentach (…) Zapraszam cię w niezapomnianą podróż. Opowiem o pięknych miejscach, które poznałam i fascynujących zwierzętach, które zobaczyłam. Świat jest cudowny i możesz oczami wyobraźni podróżować ze mną oraz przeżywać wspaniałe przygody.” (s. 6)



Nela, dobrze znana dziewczynka z programu „Nela, mała reporterka” zabiera wszystkich małych podróżników i odkrywców do Zanzibaru, Tajlandii oraz Boliwii.
Oczywiście przed rozpoczęciem podróży należy sprawdzić klimat kraju, do którego chcemy wyjechać oraz spakować odpowiednie rzeczy  (np. plecak podręczny, zakryte buty, czapkę, moskitierę, lekki śpiwór).
Mała dziewczynka o niezwykłej odwadze wspina się na wulkan, opiekuje się małym tygrysem, jeździ na słoniu a nawet przeprawia się przez niebezpieczną dżunglę, oczywiście w towarzystwie przewodnika. Książka wydana przez National Geographic to kopalnia inspirujących wiadomości i orientalnych opowieści. Całość dopełniają piękne zdjęcia, na których widzimy Nelę w różnych miejscach świata. Jest ona naszą przewodniczką po tych miejscach, a najchętniej opowiada o swoich obserwacjach zwierząt, napotkanych w dżungli czy na pustyni.

Z Nelą nie można się nudzić, ponieważ jej przygody zainspirują dzieci do różnych podróży, niekoniecznie tak odległych jakie odbywa Nela.  Książka oprócz bogatych fotografii zawiera przejrzyste mapy, słowniczek pojęć  oraz rysunki, które tłumaczą działanie niektórych zjawisk. Nela to młodsze wcielenie Martyny Wojciechowskiej czy Beaty Pawlikowskiej i na pewno jest ich godną następczynią.