piątek, 18 lipca 2014

Zestaw muzyczny idelany o poranku

  Każdy poranek wygląda tak samo. W biegu: malowanie się, wyczesanie  nocnych kołtunów, grzebanie w szafie w poszukiwaniu ubrań, których nie musiałabym prasować i na rower... 
Mam ogromny problem z porannym wstawaniem. Nie pomaga budzik, wcześniejsze położenie się spać.... Nic. I zawsze wieczorem obiecuję sobie, że spokojnie zjem śniadanie i wyjdę z domu jak normalny człowiek. Akurat...

Ale są takie piosenki, które pomagają w porannym zgiełku. Kopalnia energii dla zaspanych. Mój zestaw idelany to:

Brodka, Podsiadło - Elektryczny 

System Of A Down - Chop Suey  

Coldplay - A Sky Full Of Stars

 Lorein - Pozytywny
Mrozu feat. Tomson - Jak nie my to kto 
   
Zmieniłam trochę wygląd bloga, mam nadzieję, że na plus :)
Miłego  i słonecznego weekendu!!!!!!!

środa, 16 lipca 2014

Indianka, która posiadała dar języków

Realizm magiczny aż kipi w pisarstwie Laury Esquivel. Jej styl można porównać do Isabel Allende, która wyposaża swoje bohaterki w silny charakter i barwną osobowość. Powieść "Malinche. Malarka słów" zasługuje na wiele pochwalnych słów, jest prawdziwą perłą wśród książek o podbojach konkwistadorów i zagładzie azteckiego świata. Autorka przenosi mitologię, wierzenia i tradycję Azteków, opisując ich świat z perspektywy rodowitej Indianki. Uderzyła mnie niezwykła jedność przyrody i ludzi, uwielbienie dla wody, księżyca, gwiazd, świata, którego jesteśmy częścią. Nie można jednak zapominać o ofiarach z ludzi, które były częścią religii Indian z tych terenów. Jednak opowieścią tą rządzą kobiety - to one najbardziej szanują życie, są najbliżej natury, matki ziemi, odwiecznej rodzicielki.

Historia Malinche opowiada o prawdziwych losach meksykańskiej Malinali, Don Mariny, kobiety-legendy. Już od najmłodszych lat poznała czym jest samotność i tęsknota. Opieką Malinalli zajęła się babka, która wychowywała ją w ogromnej miłości, ucząc przywiązania do ziemi i złota Indian, czyli kukurydzy, symbolizującej życie i pokarm. Po śmierci babci jako małe dziecko zostaje sprzedana przez swoją matkę, która miłość do córki zamieniła w namiętność do przyszłego męża. Życie niewolnicy zmienia się kiedy poznaje Cortesa, poszukiwacza przygód i skarbów na nieznanej ziemi. Urzeka ją jego siła, intelekt i władza. Cortes uwodzi Indian, wykorzystując znajomość języków Malinalli. Staje się ona jego tłumaczką i kochanką. Niestety pragnienie złota przesłania mężczyźnie cały świat. Kobieta nie jest z nim szczęśliwa, widząc jak wiele krwi przelewają hiszpańscy konkwistadorzy. 
Malinalli pomimo, że przyjmuje chrześcijaństwo nie wyrzeka się swoich dawnych wierzeń, będąc wierna słowom babki. Jej dar języków, zdolność porozumiewania się ratuje wiele razy Cortesa z opresji. W oczach Azteków urasta on do miana boga, wielkiego władcy. Za swoją naiwność muszą zapłacić własnym życiem oraz zagładą kultury. Malinalli obserwuje śmierć swoich braci, sióstr, swojego świata. Czuje się winna, język, który był dla niej narzędziem sztuki, tworzenia stał się sztyletem, zabijającym ludzi. Cortes pragnie uwolnić się od swojej kochanki, oddając ja za żonę Jaramillowi, który od wielu lat kochał Malinalli w ukryciu. Małżeństwo to przynosi ogromną radość kobiecie, Malinalli odnajduje swoje miejsce na ziemi, poznaje czym jest wolność i prawdziwa miłość. 

Życie Malinalli to barwa opowieść o zdradzie, samotności, miłości, niewolnictwie, trudnych wyborach. Indianka przeżywa wszystko intensywnie, pełno w jej opisach metafor, baśni, malarskości. Malinalli opowiada tak jakby śniła na jawie, słowo staje się w jej rękach pędzlem, którym może wyczarować świat, żyjący w jej wspomnieniach, w myślach. "Malinche. Malarka słów" to piękna historia kobiety uwikłanej w machinę zagłady indiańskiego świata, to opowieść której głównym atutem jest styl i język. Całości dopełniają ilustracje, rodem z azteckich rycin. Czytając takie książki zawsze przypomina mi się porównanie do szkatułki, zdobionej, delikatnej, która kryje wiele tajemnic, magicznych skrytek i skarbów. Dawno nie spotkałam tak plastycznego języka, który potrafi przenieść człowieka w przeszłość... Świat Malinche tętni od emocji i namiętności, któremu pozwól się porwać, drogi czytelniku....

niedziela, 13 lipca 2014

Huelle snuje opowieść o muzyce, wojnie i Gdańsku

"Śpiewaj ogrody, których nie znasz, serce moje, jak w szklance
naczynia wlane ogrody, jasne, nieosiągalne. Wody i róże Szirazu i Ispahanu, 
śpiewaj je błogo, sław je nieporównywalne." (s. 226)


Tytuł najnowszej powieści Pawła Huelle "Śpiewaj ogrody" nawiązuje do utworu Rilkego "Sonety do Orfeusza". Ślady poezji tego poety przewijają się często przez karty tej powieści. Obok literackich śladów odnajdziemy fascynację muzyką Wagnerem. Otóż powieść dotyczy niedokończonej opery Wagnera "Szczurołap". Ernest Teodor postanawia dokończyć ją, niestety plany te krzyżuje mu wojna. Jego żona Greta opowiada młodemu chłopakowi, któremu udziela korepetycji z niemieckiego, historię jej męża - muzyka oraz swoje koleje losu. Czas przechodzi płynnie, a narrator z młodego chłopca staje się dorosłym człowiekiem, wspominającym niezwykłą sąsiadkę, ojca i świat przedwojennego Gdańska. Poznajemy także mroczne dzienniki poprzedniego właściciela domu - Francuza, którego zapiski odkrywają państwo Hoffmannowie. 

Paweł Huelle oczarowuje czytelnika, nawet nie samą historią ale atmosferą opowiadania o przeszłości. Dramatyczne zdarzenia w życiu Grety są jakby naznaczone widmem muzyki Wagnera. Tak samo narrator, młody chłopak, słuchający niezwykłych opowieści Niemki. On także zdaje się być zafascynowany muzyką i tajemniczym "Szczurołapem".
Kiedy nadchodzi wojna Ernest podejmuje dramatyczne decyzje, jego niezwykła moralność, wrażliwość i poświęcenie dla sztuki wydaje się być kodeksem człowieka-sztuki. Nawet w najtrudniejszych chwilach przywołuje on obraz komponowanych dzieł, dźwięków fortepianu. Gretę doświadcza los, znajduje jednak swoje miejsce na ziemi, swój ukochany ogród i dom, ukochanego człowieka. Idylla nie trwa długo, a wszystko przez tajemniczą operę Wagnera, której pragnie Hitler.

Powieść "Śpiewaj ogrody" jest wielotorowa, odsłania powoli bohaterów, historię i ich skomplikowane losy. Wszystko zostaje połączone niezwykłym aktem snucia historii, opowiadania jej drugiemu człowiekowi. Każde zdanie prowadzi czytelnika w świat nostalgicznej przeszłości, lustra odbijającego ludzkie losy, w którego tle gra muzyka...

Książka przeczytana w ramach wyzwania:

sobota, 12 lipca 2014

Bo warto walczyć

Rak. Taką diagnozę usłyszał Kamil Durczok, znany dziennikarz. W książce "Wygrać życie" opowiedział o swojej walce z nowotworem. Obok wywiadu, pojawiły się również wypowiedzi lekarzy i żony dziennikarza. Profesor Bogusław Maciejewski opisuje raka jako "rebelię w naszym organizmie", jest on "państwem w państwie, które rządzi się własnymi prawami". (s. 19-20).
Choroba zmienia całkowicie człowieka - priorytety zmieniają się o 360 stopni. To, co było mało ważne lub czego się nie zauważało podczas leczenia nabiera ogromnego znaczenia. Kamil Durczok wspomina moment kiedy dowiedział się o chorobie i nie mógł uwierzyć, że to akurat jego spotkało. Mówi także o ważnej decyzji jaką podjął - postanowił opowiedzieć o swoich zdrowotnych problemach widzom i złożył oświadczenie na antenie "Wiadomości". Ogromny akt odwagi czy szukanie zrozumienia wśród obcych ludzi? Czymkolwiek kierował się dziennikarz jego przemówienie było przełamaniem pewnego tabu, bo przecież o raku nie mówi się otwarcie, bezpośrednio i to jeszcze w telewizji. 
Jego wola walki, wsparcie znajomych ale i obcych ludzi było również nadzieją dla chorych. Można powiedzieć, że Kamil Durczok dostał drugie życie, przeszedł przez koszmar chemioterapii, której okropność mogą zrozumieć tylko chorzy. 

"Wygrać życie" to trudna, bolesna książka, o której myśli się wiele dni po lekturze. Jest jednak promykiem nadziei. Rak to nie wyrok, można z nim wygrać.
Autorzy książki podkreślają, że najważniejsza jest profilaktyka i współpraca z lekarzami, zaufanie.  Trafienie na dobrego lekarza, empatycznego, rozumiejącego obawy pacjentów, jest jednym z ważnych aspektów walki z nowotworem. Rak atakuje nie tylko ciało człowieka, ale i umysł. Dlatego też upór lekarza, jego osobowość i kontakt z pacjentem są niezwykle ważne. Mroczne myśli, depresja czekają aby tylko zaatakować chorego, osłabiając jego wolę walki.