niedziela, 10 lutego 2013

KĄCIK MAŁEGO MOLIKA (cz.3) - Monk dla dzieci

Są takie książki, które bawią dzieci i dorosłych. I śmiało możemy powiedzieć o łączeniu pokoleń dzięki literaturze. Dużo uśmiechu i zabawy gwarantują opowiadania Grzegorza Kasdepke - "Nowe kłopoty detektywa Pozytywki". Pan Pozytywka to taki detektyw Monk dla najmłodszych, a dla nas dorosłych to duża dawka pozytywnej energii. Kim jest bohater książki? 

Detektyw Pozytywka jest przesympatycznym i radosnym właścicielem agencji detektywistycznej "Różowe okulary". I jak mówi sama nazwa Pozytywka patrzy na świat bardzo optymistycznie, nie pomijając jednak ważnych dowodów w śledztwie. Jego konkurent Martwiak szykuje nowe podstępy, które  mają utrudnić pracę naszego bohatera. Oprócz Pozytywki pojawiają się inne postacie, również zabawne i lubiące wszelakie figle, które nie ukryją się przed czujnym okiem Pozytywki. A nasz detektyw ma masę przedziwnych spraw do rozwiązania, więc nuda i bezrobocie na pewno mu nie grozi. A w czym tkwi sukces tytułowego bohatera? W prostocie, w zwyczajności, która ujmuje serca młodszych i starszych. Jego nie można nie polubić.
Największym atutem książki są zagadki, które dziecko (albo dorosły) muszą rozwiązać - sami stajemy się detektywami - może i podwórkowymi ale to najlepsza droga, aby nauczyć się spostrzegawczości i logicznego myślenia. Detektyw Pozytywka uczy, bawi i wciąga. Jest to książka zarówno dla największego rozrabiaki, który nie lubi się nudzić, jak i dla malucha zaczynającego przygodę z literaturą. 
Sam autor jest moim bajkopisarzem współczesności, który potrafi zarazić dzieciaki bakcylem czytania. Oby tak dalej!

sobota, 9 lutego 2013

W krainie zimowego snu...

Książkojady pogrążyły się w zimowym śnie, słodkim lenistwie. Aktywność zerowa, więc trzeba coś z tym zrobić. Książki czytam, z pisaniem trochę gorzej. Brak weny, a raczej wszechogarniający sen zabiera mi czas i siły na myślenie. Brzmi to jak spowiedź "leniucholika" - niestety tak się czuję w te wszystkie zimowe popołudnia. Dzisiaj jest trochę inaczej, bo słucham muzyki, którą chciałabym się z wami podzielić. I polecić jeden z audiobooków.
Muzyka bywa jednak lekarstwem na wszelkie problemy, nawet te związane z "zastojem" umysłowym. Czytać i słuchać - to właśnie robię najczęściej w takie zimowe wieczory. Posłuchajcie...

                                    THE STAVES- Winter Trees
 
                                              Wilki- Czystego serca   

Gabrielle Aplin- Home

Russian Red - Cigarettes

Brodka- Dancing shoes (wszyscy znają, ale nie mogłam się powstrzymać ;D

Ewelina Lisowska- W stronę słońca ( no co, też czasami słucham komercyjnych stacji radiowych)
The Paper Kites- Bloom

A teraz z przymrużeniem oka ;D
Ona tańczy dla mnie by Cezik

Miś Uszatek po japońsku (rozśmiesza każdego)

Miłego słuchania. :)

niedziela, 20 stycznia 2013

Z refleksyjnej szuflady: Dlaczego książka? O czytaniu, pasji i modzie

 Źródło: http://www.papilot.pl/praca-i-pieniadze/15601/2/WLASNA-KSIAZKA-Jak-ja-wydac-ile-mozna-zarobic-czy-sie-oplaca.html

   Ciężko mi wyobrazić sobie moje życie bez książek. Tak bardzo jestem zakorzeniona, przyzwyczajona do czytania, że śmiało mogę powiedzieć o pewnym uzależnieniu. Jest to jednak nałóg jak najbardziej pozytywny, rozwijający osobowość, charakter, własną perspektywę poznawczą. Ale jak przekonać do tego młodego człowieka, który powyższe "banały" traktuje jako archaizmy, teoretyczne wywody?
Pasja. Zamiłowanie do czytania. Człowiek posiadający te emocje potrafi zarażać innych miłością do książek. Na swojej drodze poznałam kilka takich osób, którzy swoją postawą potwierdzali, że warto czytać, smakować lekturę wszystkimi zmysłami duszy. Nie chodzi tu o snobizm, ale szczerość czytelniczą. A skąd to pytanie w poście zapytają czytający... no cóż, czasami czuję dziwny wstyd otwierając książkę (nie chodzi tu o żadna konkretną powieść, po prostu książkę), ponieważ często spotykam się z dziwnymi spojrzeniami innych ludzi. Nikomu nie przeszkadza jak ktoś czyta gazetę, ale książka to już snobizm! Chyba tylko w Polsce akcja czytania w komunikacji miejskiej może skończyć się kradzieżą książek - nie wiem czy to prosta złośliwość czy zwykłe niezrozumienie. I chce się powiedzieć - jakie to polskie... Z drugiej strony wiem, że jak wyciągnę książkę z torby i zacznę czytać to może ktoś inny też się odważy.
Pomimo wielu promocji czytelnictwa, inicjatywy te spotykają się z jakimś murem. Blogi o książkach przegrywają z modowymi, które w większości przypadków cieszą oko, ale nie umysł. Piękne fotografie to też w pewnym sensie jakaś sztuka, ale czy podobne, dublujące się  stylizacje, plastikowe i nienaturalne modelki w końcu nie zaczynają irytować człowieka.Chcesz się normalnie ubrać do pracy, ale takiej stylizacji nie znajdziesz - brak klasyki, dobrego stylu, elegancji to domena większości blogów o ciuchach. 
Co do kultu młodości - ostatnio poszukiwałam zdjęć do kolażu na dzień babci i dziadka. Przeglądnęłam kilkanaście gazet - od politycznych, kobiecych po ogólne... znalazłam kilka, które w większości były wyretuszowane. Boimy się tej starości, wypierając ją w sferę tabu i spychając problem jak najdalej.. A przecież tak poszukujemy szczerości i naturalności, której tak naprawdę nie ma. 
Gorzkie są te moje refleksje, ale wybierając książki czuję, że dotykam prawdziwego świata, uniwersalnych wartości i szczerego człowieczeństwa. Cieszy mnie myśl, że mam w swoim otoczeniu osoby, które myślą podobnie i motywują mnie do otwierania książek trudnych, ciekawych, nieznanych. Dla takich osób warto poświęcać swój czas, nie przestając czytać i rozmyślać. Oby każdy z nas spotkał kogoś kto zarazi go pasją lektury, ponieważ książki uczą nas przeżywać nam o wiele więcej istnień niż nasze własne.

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Piegowata mała czarodziejka



    Są takie książki z dzieciństwa, które pamięta się całe życie. Taką jest właśnie "Ania z Zielonego Wzgórza" L. M. Montgomery - powieść niosąca ogromną dawkę ciepła, optymizmu, szczerości i nadziei. Która z nas nie chciała być taka jak Ania? Znienawidzone piegi i rude włosy ulubionej bohaterki stały się dla wielu moich koleżanek wzorem oryginalności i prawdziwego stylu. Ania Shirley w dziecięcych marzeniach ( i nawet tych dorosłych) mogłaby zostać naszą "bratnią duszą". Skąd ten fenomen, że każdy z nas pokochał Anię od pierwszego spotkania na stacji? Postać Ani jest bliska tym młodszym i tym starszym, a sympatia do niej każe nam ciągle powracać do jej historii. Kochamy ją za to, że jest sobą, nikogo nie udaje i kocha świat, ludzi, naturę. Płacze kiedy jest jej smutno, śmieje się z prostych przyjemności i uwielbia dłuuugie monologi.
   
     Historia Ani z Zielonego Wzgórza nie jest niezwykła czy bajkowa, chociaż przysięgłabym, że czuje się magię z każdą, przeczytaną stronicą. Ale to główna bohaterka zmienia życie mieszkańców Avonlea, Maryli i Mateusza, a także perspektywę czytelników. Niepozorna sierotka przełamuje stereotypy, łamie wszelkie zasady, popełnia błędy, zjednując sobie mimo wszystko sympatię otoczenia. Niby w tle pozostają jej opiekunowie, rodzeństwo Cuthbertów, których poznajemy wraz z perypetiami Ani. Mateusz i Maryla to wyjątkowi bohaterowie i czasami poważnie się zastanawiamy kto kogo wychowuje i uczy miłości. To właśnie cichy, milczący Mateusz najczęściej broni swojej podopiecznej, słuchając z ogromną uwagą jej "romantycznych" przemów.
     
    Powieść L. M. Montgomery potrafi rozbawić do łez, szczególnie patetyczne monologi Ani, która lubi potoczyste, barwne słowa. Jej nieograniczona wyobraźnia to ogromna kopalnia pomysłów, które są przyczyną wielu zabawnych sytuacji. Ania nie jest ideałem, ale gwałtowna, czasami próżna i pamiętliwa, tak naprawdę jest ciągle zagubionym dzieckiem, szukającym miłości i akceptacji. Ta historia nie jest cukierkowa, łatwa, prosta i tylko przyjemna lecz prawdziwa jak życie każdego z nas. Czytelnik przeżywa wzloty i upadki Ani, które są uniwersalną metaforą ludzkiego losu.
    
   Czytając jeszcze raz tę powieść jako dorosły odbiorca odbieram ją zupełnie inaczej, wzruszam się w innych momentach, chłonę więcej emocji i opisów :). Wciąż jednak Ania pozostaje taką jak ją zapamiętałam oczami wyobraźni dziecka - ruda, piegowata, zadziorna i sympatyczna dziewczynka, "mała czarodziejka" dzięki, której pokochałam ten niezwykły świat literatury. 

  Moje odkrywanie na nowo "Ani z Zielonego Wzgórza" podjęłam dzięki wyjątkowemu projektowi : CZYTAMY ANIĘ!, do którego zachęcam wszystkich czytelników- tych mniejszych i większych.